wtorek, 24 marca 2015

Ciasto od Anioła. Angel Food Cake.


IMG_2805


Zasiada z nami przy stole (może też jest łasuchem?), biegnie na autobus (a czasami za autobusem…), trzyma za rękę u dentysty, zasypia tuż obok (choć pewnie śpi niewiele, bo wciąż musi czuwać) i może też nie lubi wcześnie wstawać. Pewnie nie zawsze wstaje prawą nogą. Anioł. Anioł Stróż. Ma ręce pełne roboty, serce wypełnione dobrocią po brzegi, kieszenie pełne chusteczek, które mogą ocierać łzy bez końca. Być może przystojny a może misiowaty? Z całą pewnością trochę gapowaty (może akurat ogląda się za jakąś spodniczką?) – kiedy nie ustrzeże przed upadkiem, nie przypomni o zabraniu szalika, nie pomoże odnaleźć telefonu (no dobrze, od tego akurat jest św. Antoni…) sama też mogłabym być uważniejsza…  

Lubię myśleć o tym, że jest tuż obok. Pogadać sobie z nim w wolnej chwili. Wygłosić w myślach monolog, który poprawi nastrój, doda otuchy. Bo dobrze jest wiedzieć, ze jest ktoś, kto czuwa i jest przy Tobie. Za nim jeszcze stoją Więksi. I to dopiero jest krzepiące.  

I kiedy ostatnio w podróż samolotem wybierali się do nas rodzice przypomniałam im o tym. Pierwsze słowa taty, gdy już szczęśliwie przekroczył próg naszego domu? Anioły miały co robić! Zadziałały co najmniej dwa razy. I to jak!  

Kiedyś, (o tutaj) zastanawialiśmy się z synkiem pierwszym, jak ma na imię jego Anioł Stróż. Może Piotr? Może wcale nie jest taki, jak go sobie wyobrażam. A może liczy się tylko fakt, że po prostu jest? I działa? 

Kiedy pożyczam foremkę do ciasta mojej przyjaciółce, a potem oglądam zdjęcia cuda, które upiekła, czytam, że to ciasto od Anioła.  Uśmiecham się na myśl o tym. Ciasto od Anioła. Pięknie.  

Taki to szczególny czas, gdy te Anioły wracają w różnych rozmowach i kontekstach.  

Po raz kolejny piekę Angel Food Cake, uwielbiają go wszyscy w naszym domu. Znika błyskawicznie. Wędruje do szkoły w śniadaniówkach, rozwesela poranną kawę. Jest delikatne i lekkie jak puch, doskonale wilgotne i napowietrzone, cytrusowe w smaku. Podane z owocowym sosem prezentuje się pięknie, w sam raz na świąteczny stół. Aaa, i nie trzeba smarować foremki (a tego, nie wiem, jak wy, ale ja szczególnie nie lubię…) Jego smak robi takie wrażenie, jakby przygotowanie go było sztuką. A jest odwrotnie. Prosto i szybko.  Polecam gorąco. 

PS. Dobrze jest mieć do niego specjalną foremkę z kominkiem, na nóżkach. Nie zdążyłam (no dobrze – zapomniałam) zrobić jej zdjęcia, żeby Wam ją pokazać. Zerknijcie zatem tutaj.


IMG_2803

Angel Food Cake

Składniki: na formę z kominem o średnicy 20 cm

Na ciasto:
4 jajka
szczypta soli
1/2 szkl. mąki, przesianej
1/2 szkl. cukru pudru
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżki ekstraktu z wanilii
1/4 szklanki rozpuszczonej margaryny lub oleju*
1/4 szklanki soku z pomarańczy**
sok z 1/2 cytryny

Na sos truskawkowy:
400 g truskawek/malin/owocow lesnych
50 g cukru
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii

Przygotowanie:
1. Nagrzewamy piekarnik do temperatury  180 stopni C. Przygotowujemy formę do pieczenia z kominem***, nie natłuszczamy jej!
2. W misce miksera ucieramy żółtka z cukrem; dodajemy ekstrakt z wanilii, sok z cytryny i pomarańczy, ubijamy dalej. Następnie wsypujemy mąkę, proszek do pieczenia. Wlewamy margarynę lub olej i dokładnie miksujemy.
3. Ubijamy na sztywną pianę białka ze szczyptą soli. Przekładamy do masy żółtkowej i całość dokładnie, jednak bardzo delikatnie mieszamy aż do połączenia, po czym przekładamy do przygotowanej formy.
4. Wkładamy do piekarnika i pieczemy 45-50 minut lub do suchego patyczka****. Po wyjęciu z piekarnika odwracamy jeszcze gorące do góry nogami i pozostawiamy w tej pozycji do całkowitego wystudzenia, minimum 3 godziny.
5. Następnie przy pomocy ostrego noża oddzielamy ciasto od formy.
6. W tym czasie przygotowujemy sos owocowy. W garnuszku mieszamy truskawki/maliny (możemy użyc mrożonych owocow) z cukrem i ekstraktem z wanilii i gotujemy na średnim ogniu przez 10 minut, aż owoce zaczną sie rozpadać. Zdejmujemy z ognia i odstawiamy do ostudzenia. Miksujemy, możemy także całość przetrzeć przez sitko, aby pozbyć sie pestek. Ciasto podajemy z sosem.
 

Uwagi:
*używam oleju
** najidealniej świeżo wyciskanego soku, ale może być także z kartonu
*** Specjalna forma, która bardzo ułatwia upieczenie tego ciasta jest widoczna tutaj, można jednak użyć zwyklej formy z kominem – kładziemy wówczas odwróconą formę na kominie np. na butelce lub puszce i efekt będzie taki sam. Chodzi o to, by ciasto "powisiało sobie do góry nogami, nie dotykając blatu i w ten sposób wystygło całkowicie. Temu zawdzięcza swoją lekkość i strukturę.
****bardzo ważne, aby ciasto było idealnie upieczone, jesli takie nie będzie - może się zdarzyć, że wysunie nam się z foremki, kiedy postawimy je do góry dnem...

Przepis na ciasto był dołączony do foremki. Dziękuję Reni, która poczęstowala mnie po raz pierwszy tym ciastem i pożyczyła do wypróbowania swoją foremkę.


IMG_2801 

Smacznego!

środa, 18 marca 2015

Black bottom cupcakes Davida Lebovitza.


IMG_2782


Scroll down for the english version. 

Ostatnio slyszalam, jak cud-mąż rozmawiając z kimś przez telefon, mówił Wydaje się, że najmniejszą jednostką czasu jest tydzień. Nie pamiętamy którego dnia tygodnia coś się wydarzyło i z ledwością tylko, w którym tygodniu. Z kim rozmawiał i kiedy to było dokładnie? No właśnie, nie pamiętam już. Gdzieś niedawno, miedzy wczoraj a może inną jakąś środą.

Nie będę narzekała, że czas ucieka. Wszystkim ucieka tak samo. Za szybko.

Każdy kolejny dzień, poranek, jak kawałek ciasta. Każdy coś sobie ukroi, mając tak naprawdę ochotę na wisienkę. Takie to życie od piątku do piątku. Byle przetrwać do weekendu. I dostać swoją wisienkę. Jakby nagle przestawało być ważne, że na talerzu tylko okruszki. Wspomnienia.

Ktoś bardzo piękny i mądry powiedział mi ostatnio Przeszłość już do nas nie należy, Przyszłość dopiero będzie, a teraz mamy tylko tę chwilę.

Niby oczywiste. A jednak niedostrzegalne, niedoceniane. Jakby tyle było ważniejszych spraw. Uważność spowalnia czas. Łąpię za nogawki, uciekającego drania. 



IMG_2767


Black bottom cupcakes Davida Lebovitza 

Składniki: na 14 sztuk
210 g maki tortowej
240 g cukru (u mnie 150g)
30 g niesłodzonego kakao w proszku
1 łyżeczka sody
¼ łyżeczki soli
250 ml wody
85 ml neutralnego oleju
1 łyżka octu winnego lub jabłkowego
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego 

Ponadto, w temperaturze pokojowej:
225 g kremowego serka waniliowego
65 g cukru
1 jajko
60 g posiekanej czekolady

Przygotowanie:
1. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 175 stopni.
2. Foremki do mufinek smarujemy masłem.
3. W miseczce miksujemy serek, cukier i jajko. Dodajemy posiekaną czekoladę, mieszamy do połączenia składników. Odstawiamy.
4. W jednej misce łączymy suche składniki. W drugiej zaś miksujemy ocet, olej, wodę i ekstrakt.
5. W misce z suchymi składnikami robimy zagłębienie, do którego wlewamy wodę z olejem. Miksujemy krótko – tylko do momentu połączenia składników.
6. Foremki wypełniamy w ¾ przygotowaną masą. Na wierzchu polewamy masą serową.
7. Pieczemy 25 minut lub do momentu aż warstwa serowa zacznie delikatnie brązowieć.
8. Mufinki możemy przechowywac od 2 do 3 dni. 

David Lebovitz's Black-Bottom cupcakes  

Ingredients
For the filling:
8 ounces (225 grams) cream cheese, regular or reduced fat, room temperature
1/3 cup (65 grams) granulated sugar
1 large egg, room temperature
2 ounces (60 grams) bittersweet or semisweet chocolate, coarsely chopped  
For the cupcakes:
1 1/2 cups (210 grams) all-purpose flour
1 cup (240 grams) firmly packed light-brown sugar
5 tablespoons (30 grams) natural unsweetened cocoa powder (not Dutch-process)
1 teaspoon baking soda
1/4 teaspoon salt
1 cup (250 ml) water
1/3 cup (85 ml) unflavoured vegetable oil
1 tablespoon white or cider vinegar
1 teaspoon vanilla extract 

Procedures
1. Place a rack at oven centre; preheat to 350°F (175°C). Butter a 12-cup muffin tin, or line tin with paper muffin cups.
2. Beat together the cream cheese, granulated sugar, and egg until smooth. Stir in the chopped chocolate pieces. Set aside.
3. In a medium bowl, sift together the flour, brown sugar, cocoa powder, baking soda, and salt. In a separate bowl, mix together the water, oil, vinegar, and vanilla.
4. Make a well in the centre of the dry ingredients; stir in wet ingredients, stirring until batter is just smooth. Be careful not to over mix the batter—you'll end up with less-than-tender cupcakes.
5. Divide batter evenly among muffin cups. Spoon a few tablespoons of the fllling into center of each cupcake, dividing filling evenly as you do. This will fill the cups almost completely, which is fine.
6. Bake 25 minutes or until tops are slightly golden-brown and cupcakes feel springy when gently pressed.
7. Storage: Cupcakes will keep unrefrigerated, in an airtight container, for 2 to 3 days.

IMG_2793


Smacznego!

wtorek, 3 marca 2015

Matka Polka Kosmitka albo chrupiące ciasteczka owsiane.


IMG_2719


Czasami trzeba sobie odpuścić. Zapomnieć o kształtowaniu dobrych nawyków, zdrowym stylu odżywiania  i na chwilę stać się cool mamą. Lubię wtedy obserwować reakcje zaskoczonych dzieci, z rozdziawionymi ustami i oczami jak spodki. Z czasem takie niestandardowe zachowania matki karmicielki stają się źródłem rodzinnych żartów.  

Po jednej z niedawnych wizyt u lekarza, zagadnięta, następnie osaczona spojrzeniem kota w butach rodem z Shreka, w końcu - otulona szczelnie lepkimi rączkami, uległam/złamałam się/odpuściłam (jak zwał tak zwał) i kupiłam dziecku puszkę coca-coli z automatu.  

Kilkanaście kroków dalej złamałam się po raz drugi, kupując temuż bardzo głodnemu, ale to naprawdę, bardzo głodnemu chłopięciu – puszkę chipsów. Dziecię zaniemówiło z wrażenia, by natychmiast zapchać sobie buzię potężną dawką chipsów.  

Właśnie wracaliśmy samochodem do domu. Ja – czyli matka łamiąca zasady i on – ni mniej ni więcej, 10 latek o darze przekonywania Casanovy. Pośród pomruków zadowolenia, przeplatanych z odgłosami chrupania, rozległ się dźwięk telefonu. Nim rozmówca zdołał dojść do głosu, usłyszałam wypowiedziane głośno jednym tchem: 

- Tato, a mama kupiła mi puszkę coca-coli a potem jeszcze chipsy!

(Do dziś nie wiem czy to był klasyczny donos czy może zwyczajna chęć pochwalenia się).

- Synu! – usłyszeliśmy natychmiast. – Uciekaj! Porwała cię jakaś obca matka!

- Sprawdź, jeśli ma duże zielone ręce i wielkie, zielone, owłosione stopy – musisz uciekać! Najszybciej będzie chyba przez dach!

To by było na tyle w temacie – Jak być cool mamą…  Tak czy siak - zawsze uchodzisz za kosmitę. Ups! Kosmitkę!

Uwielbiam wszystko, co ma w składzie płatki owsiane. A najbardziej oczywiście – moją poranną owsiankę i wszelkiej maści owsiane ciasteczka. Tych ostatnich upiekłam niepoliczalne ilości. Ostatnio, z tego tylko przepisu, już przeszło sto. Zajadamy się nimi w pracy (żeby nie było, że ja sama wszystko zjadam). Polecam gorąco!

Aaaaa, przygotowałam je tez w wersji bezglutenowej – to znaczy mąkę tortową zastąpiłam zmielonymi płatkami owsianymi. Możliwe jest także zastąpienie części mąki tortowej, mąką pszenną pełnoziarnistą.
 
Chrupiące ciasteczka owsiane 
 
Składniki na około 35 ciastek:
200 g masła, w temperaturze pokojowej
3/4 - 1 szklanka drobnego cukru do wypieków
1/4 szklanki ciemnego brązowego cukru muscovado
1 duże jajko
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
1 szklanka mąki pszennej
3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
szczypta soli
2,5 szklanki płatków owsianych* 
 
Przygotowanie:
Masło i biały cukier umieścić w misie miksera i utrzeć do otrzymania jasnej, puszystej masy. Dodać cukier brązowy i kontynuować ucieranie. Dodać jajko i zmiksować. Wsypać pozostałe składniki i zmiksować do otrzymania jednolitej masy.
Blachę do ciastek wyłożyć papierem do pieczenia. Z ciasta robić kulki wielkości orzecha włoskiego (lub większe, wedle uznania), spłaszczyć je łyżką. Układać na blaszce z sporych odstępach.
Piec w temperaturze 180ºC przez około 15 - 17 minut do lekkiego zbrązowienia (piekłam 14 minut). Chwilę odczekać przed zdjęciem z blachy, potem studzić na kratce.
* Najlepsze będą płatki owsiane zwane górskimi, ale błyskawiczne też się nadają.
 
Źródło przepisu – "The best of America's Test Kitchen 2009", przepis z blogu Mojewypieki.
 
IMG_2711
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

piątek, 27 lutego 2015

Pieczona dynia z jarmużem i krwistą pomarańczą.


IMG_2682

 Także i w kuchni zaczyna się przedwiośnie. Coraz więcej na naszych talerzach mrożonych warzyw (opróżniamy zamrażarki), dyni, które cierpliwie czekały na swoją kolej pochowane w spiżarkach, bulw i powoli, niewinnie - kiełków.

To dobry czas, kiedy niewiele trzeba by coś nas ucieszyło. Promień słońca, śpiew kosa o poranku, powiew ciepłego powietrza na twarzy, każda minuta wydłużającego się mozolnie dnia, informacje w radiu o pierwszych bocianach, które dotarły do Polski. We wszystkich kiełkuje lub rośnie w siłę optymizm. Magia i zew natury - one to dopiero mają moc!

Nad ranem wstaję, by otworzyć okno i wpuścić do środka śpiew ptaków. Popołudniami nie mogę napatrzyć się na światło, które jeszcze gości w kuchni, gdy zabieram się do przygotowywania obiadu. Daję się ponieść złudzeniu, że pracuję krócej i szybciej wracam do domu. Akurat. 

Pragnienie, by posiłki w tym czasie stawały się bardziej energetyczne także wizualnie, rośnie również. 
Oto dowód. Polecam gorąco!


IMG_2687

 Pieczona dynia z jarmużem i krwistą pomarańczą

Składniki:
750 g dyni (waga przed obraniem)
2 łyżki oliwy  
1 duża szalotka
2 ząbki czosnku
garść pokrojonych liści jarmużu
1 słoiczek cieciorki
kilka łyżek bulionu warzywnego
3 łyżki jasnego sezamu
1 łyżka czarnuszki
1 krwista pomarańcza
sok z cytryny lub pomarańczy
sól, pieprz
opcjonalnie = świeża kolendra

Przygotowanie:
1. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 200 stopni.
2. Dynię obieramy, kroimy w dużą kostkę, skrapiamy 1 łyżką oliwy. Mieszamy, przekładamy do naczynia żaroodpornego, pieczemy 20 minut.
3. Na pozostałej oliwie podduszamy posiekaną drobno szalotkę i czosnek. Dodajemy jarmuż, mieszamy, podlewamy odrobiną bulionu. Dusimy kilka minut. 
4. Dodajemy odcedzoną cieciorkę, mieszamy. 
5. Sezam prażymy na suchej patelni.
6. Obieramy i kroimy na cząstki pomarańczę.
7. Upieczoną dynię, razem z powstałym sokiem, przekładamy na patelnię z jarmużem. Łączymy, gotujemy przez chwilę, w miarę potrzeby podlewamy bulionem. Doprawiamy solą i pieprzem.
8.  Przekładamy do miseczek. Dekorujemy cząstkami pomarańczy, skrapiamy sokiem z cytryny, posypujemy czarnuszką, sezamem i kolendrą.

IMG_2689

 Smacznego!

środa, 25 lutego 2015

Przewrotne powroty i ryba w papilotach.


IMG_2007

Powroty potrafią zaskakiwać. Wyobrażamy sobie je najczęściej sielankowo, w końcu nic tak nie działa jak wizja snu we własnym łóżku*, kota spragnionego pieszczot, królika fukającego na twój widok, uśmiechniętego sąsiada machającego z daleka, wizji dnia dłuższego i cieplejszego oraz herbaty w ulubionym kubku.**
Jechałam tak sobie rozmarzona  w stronę domu. Pozostawiając za sobą ośnieżone szczyty Dolomitów, olśniewający czystością błękit nieba, dobrodziejstwo słońca i Madonnę*** osypaną śniegiem jak w pamiątkowej szklanej kuli. Niebo uśmiechało się półgębkiem księżyca. Gwiazdy przecierały oczy.
Już witałam się z gąską, aż tu, tak gdzieś pod Liège zaczęło sypać. I gdyby nie ciężar przejechanych kilometrów, odczuwalny od stóp po powieki, pomyślałabym, że nie wyjechaliśmy z Italii, którą także jakieś 11 godzin wcześniej, w głębokim śniegu pożegnaliśmy.

I gdzie to ciepło? Te ptaki, o których śpiewie zamarzyłam sobie? No nic, wciąż kusiła wizja własnego łóżka, z materacem znającym doskonale wszystkie twoje niedoskonałości i pościelą pachnącą codziennością... łóżka ciepłego, przytulnego, w którym poczujesz się jak poczwarka (sic!)

Tuż za progiem przywitał nas chłód. Wielki chłód. Ogrzewanie nie działało. A miało działać, zaprogramowane z najdrobniejszych szczegółach! Założyłam synkowi drugiemu czapkę na głowę i wysłałam do łóżka, otuliłam dodatkowymi kocami całą trójkę i zdobyłam na bohaterski wyczyn przebrania się w piżamę. Zimno zimnem, w ubraniu spać nie będę!

Rano obudziłam się z gigantycznym katarem, który zablokował mi lewą część twarzy, co ja mówię - głowy. Kichałam, smarkałam, prałam, suszyłam, wieszałam, coś tam ugotowałam, przetrwałam niedzielę, by w poniedziałek trafić do lekarza, po zwolnienie.

Bywa i tak.

Ale jaka jestem pociągająca! Jeszcze przynajmniej przez jakieś 4 dni!**** (To tyle tytułem pocieszenia).
No nieeeee, nie będę narzekać. Kiedy zamykam oczy, mam na takie okazje, schowany tuż pod powiekami, widok błękitnego nieba. Pod skórą zaś przechowuję ciepło słońca, które głaskało mnie czule po twarzy. Jakoś przeczekam do wiosny.

Jak dobrze, że w zanadrzu jeszcze kilka wpisów. Bo robić zdjęć nie dałabym rady.  Oto pierwszy z nich. Ryba w ziołach, pieczona w papilotach, sałatka z kopru włoskiego z grejfrutem i tłuczone bataty z kolendrą. Polecam gorąco!

* czynnik zyskujący na znaczeniu w miarę upływu lat
** wprawdzie mam takie swoje "wyjazdowe kubki", które zabieram zawsze ze sobą, ku rosnącym protestom cud-męża (Kto zabiera ze sobą własne kubki! I po co?) ale to nie to samo...
*** Madonna di Campiglio
**** zgodnie z zasadą, że katar trwa 7 dni

IMG_2009

IMG_2008

Ryba w papilotach

Składniki: na 2 porcje
300 g filetów, np. z dorsza
sok z połowy cytryny lub limonki
gałązki tymianku/oregano/pietruszki/koperku lub suszony tymianek/oregano/pietruszka/koperek
sól, pieprz

Przygotowanie:
1. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni. 
2. Filety skrapiamy sokiem z cytryny, posypujemy solą i pieprzem, obkładamy ziołami. Zawijamy w papier do pieczenia, zamykamy tak, by było szczelnie, ale nie ciasno.
3. Pieczemy około 15 minut.
4. Pozostawiamy zawinięte w papier, do momentu podania. 

Tłuczone bataty

Składniki:
1 duża szalotka
2 ząbki czosnku
400 g batatów
kolendra świeża - 1/2 pęczka
ostra czerwona papryczka
1 łyżka śmietany
bulion warzywny - ok. 1 szklanki
1 łyżeczka kolendry w ziarnach, utartych w moździerzu
kumin, sól, pieprz, kozieradka
sok z limonki
oliwa

Przygotowanie:
1. Na 1 łyżce oliwy, w głębokiej patelni, podduszamy posiekaną drobno szalotkę, dodajemy posiekany czosnek, smażymy na małym ogniu jeszcze 2 minuty.
2. Dodajemy obrane i pokrojone w dużą kostkę bataty. Mieszamy dokładnie, podsmażamy 2 minuty, podlewamy połową bulionu. Gotujemy tak na małym ogniu, aż płyn wyparuje.
3. Dodajemy posiekaną drobno papryczkę, mieszamy i znowu podlewamy bulionem. Gotujemy do momentu zredukowania płunu. Bataty powinny już być miękkie. Jeżeli nie, podlewamy jeszcze bulionem i gotujemy dalej.
4. Dodajemy przyprawy i śmietanę. Tłuczemy ziemniaki na mniej więcej gładką masę, ale nie na purée.
5, Posypujemy świeżą kolendrą i skrapiamy sokiem z limonki. Mieszamy, podajemy.

Sałatka z kopru włoskiego z czerwonym grejfrutem

Składniki:
2 małe bulwy kopru
1 czerwony grejfrut
sól, pieprz
100 ml jogurtu naturalnego
2-3 łyżki majonezu
1 łyżeczka miodu
posiekana drobno papryczka chili


Przygotowanie:
1. Bulwy myjemy, kroimy w paski, pozostawiamy zielone części do posypania przed podaniem.
2. Obieramy grejfruta, kroimy na mniejsze cząstki.
3. Łączymy jogurt, miód i majonez.
4. W misce łączymy koper z grejfrutem, polewamy jogurtem, doprawiamy sola i pieprzem, posypujemy papryczką i zieloną częścią kopru. 


IMG_2012


Smacznego!

piątek, 20 lutego 2015

Filmy, ktore warto zobaczyć, część 2.

Mam nadzieję, że i tym razem spodoba Wam się zestawienie, które dla Was przygotowałam.
Moim absolutnym faworytem jest Locke, jeden z najlepszych filmów jakie ostatnio widzieliśmy. Część z nich zapewne znacie. Właściwie wszystkie należą do gatunku takich, które z różnych powodów na długo pozostają w naszej pamięci. Tak jest np. z Amores perros, niech Was nie zrazi pierwsza scena, drastyczna i poruszająca - to tylko taki początek. Mam wielką słabość do Meryl Streep i Jacka Nicholsona (nie tylko ze względu na Co się wydarzyło w Madisson County) i to widać w tym zestawieniu. Polecam gorąco.

PS. Drodzy Czytelnicy, po lekturze Waszych komentarzy przyznaję, że w związku z niefortunną składnią do tekstu wkradło się fatalne nieporozumienie. Zdanie powinno brzmieć - Mam wielką słabość do Meryl Streep (nie tylko ze względu na Co się wydarzyło w Madisson County) i Jacka Nicholsona - co widać w tym zestawieniu. Nie skasuję go post factum - niech pozostanie jako nauczka i lekcja uważności, której mi potrzeba.


W sumie jednak całe zamieszanie wokół Meryl i Jacka bardzo mnie ucieszyło. Taka liczba komentarzy - wobec posuchy ostatnich dni (wiem, wiem, urlopy, urlopy) - bezcenna. 

Dziękuję za wszystkie komentarze. Jak tylko uda mi się zobaczyć znowu coś godnego polecenia/przypomnienia, nie omieszkam Wam o tym napisać. 

Anna (już po urlopie, niestety)

Słonecznej niedzieli Wam życzę.


"Locke", Wlk. Brytania 2013, reż.Steven Knight


"Amores perros", Meksyk 2000, reż. Alejandro Gonzalez Inarritu


"Into the Wild", USA 2007, reż. Sean Penn



"The Bucket List", USA 2007, reż. Rob Reiner


"Last night", Francja, USA 2010, reż. Massy Tadjedin



"Wątpliwość", Wlk. Brytania 2008, reż. J. Shanley 


"To skomplikowane", USA, 2009, reż. Nancy Meyers


"Dwoje do poprawki", USA 2012, reż. David Frankel


"Beginners" 2010, reż. Mike Mills

środa, 18 lutego 2015

Potrawka z jarmużem.


IMG_2093


To jeden z tych wyjątków, kiedy lubię jarmuż gotowany. Całość pachnie, smakuje (nawet cud-mężowi) i pozostawia uczucie sytości na długo. Jak dla mnie obiad idealny. Wypróbujcie koniecznie!


IMG_2100

Potrawka z jarmużem

Składniki:
4 fileciki anchois
2 łyżki oliwy
1/2 - 1 szkl. bulionu warzywnego
1 duża szalotka
3 ząbki czosnku
1 słoik cieciorki
duża garść jarmużu, pokrojonego w paski, pozbawionego wcześniej grubych połączeń
sok z limonki
1 cukinia (ok. 300 g) - poza sezonem można użyć mrożonej
5-6 łyżek posiekanych pomidorów suszonych
pieprz, kozieradka, cynamon, pieprz kajeński i kumin do smaku
2 gałązki mięty

Przygotowanie:
1. Na patelni rozgrzewamy oliwę, dodajemy fileciki anchois. Pozostawiamy do momentu, aż zaczną się rozpadać.
2. Dodajemy drobno posiekaną cebulę, mieszamy, dusimy. Dodajemy czosnek. Postępujemy tak samo.
3. Na patelnię przekładamy pokrojoną w dużą kostkę cukinię i pomidory. Mieszamy. Dusimy 3-5 minut.
4. Dodajemy jarmuż, mieszamy. Po 3-5 minutach dodajemy odsączoną cieciorkę. Gotujemy na bardzo małym ognie nie dłużej niż 10 minut.
5. Przyprawiamy, skrapiamy sokiem z cytryny i posiekaną drobno miętą. Podajemy.



IMG_2114

Smacznego!

poniedziałek, 16 lutego 2015

Najprostsze. Ciasto kubeczkowe.


IMG_1876


Znam kogoś, kto przygotowuje to ciasto ukochanej osobie na śniadanie. Oprócz tego, że to dowód najwyższej troski i wyjątkowego uczucia, to także dowód, jak szybkie i proste jest ono w przygotowaniu. Klasyczny francuski przepis na wygodne ciasto kubeczkowe. Polecam gorąco.



IMG_1880

Ciasto jogurtowe 
 
Składniki:
1 kubeczek jogurtu (nie musi być naturalny)
3 kubeczki mąki
2 kubki cukru
1,5 łyżeczki proszku
aromat
3 całe jajka
1 kubeczek oleju roślinnego 
 
Przygotowanie:
1. Zasada jest prosta. Do odmierzania składników używamy umytego i osuszonego kubeczka po jogurcie - jednym ze składników ciasta.
2. Wszystkie składniki łączymy mikserem na bardzo niskich obrotach, możliwie najkrócej.
3. Możemy dodać pokrojone jabłko lub mrożone maliny.
4. Wylewamy do tortownicy wyłożonej papierem do pieczenia, o średnicy 20 cm.
5. Pieczemy 30 minut w 180 stopniach – do suchego patyczka.
 
Smacznego!
 
 

sobota, 14 lutego 2015

Przystawka, sałatka... na ostatki w sam raz.


IMG_1946


Pisanie postów a już szczególnie tych z wyprzedzeniem ma w sobie coś z pisania listów w butelce... Coś tam sobie wymyślasz, może nawet masz coś więcej do przekazania, piszesz i wysyłasz w świat. Nie bardzo wiesz, do kogo dotrą Twoje słowa, ani co z nimi zrobi, gdzie będzie on a gdzie ty. Czy kontekst nie pozbawi treści tego, co napisane? I  czy jesteś w stanie to przewidzieć?

Jedno jest pewne. Przed nami ostatni weekend tegorocznego karnawału. Pisałam Wam całkiem niedawno, że o tej porze roku dobre samopoczucie ratują nam między innymi cytrusy. Ta sałatka skradła moje serce. Ma w sobie tak wiele smaku i soczystości. Można ją również zmodyfikować do postaci przystawki z krewetkami. Spróbujcie koniecznie jednej z wersji. Polecam gorąco.
 
IMG_1923
 
 
Sałatka z białym grejfrutem, awokado, kolendrą i granatem

Składniki:
biały grejfrut
½ granatu
1 awokado
świeża kolendra (lub pietruszka)
czerwona ostra papryczka bez pestek
sok z limonki do smaku
sól morska i świeżo zmielony pieprz

Przygotowanie:
1. Grejfruta dokładnie obieramy, pozbawiając wszelkiech białych błonek. Kroimy na mniejsze kawałki.
2. Z granatu wyjmujemy ziarenka. Dodajemy do grejfruta, łączymy.
3. Obieramy i kroimy w dużą kostkę awokado. Skrapiamy je sokiem z cytryny. Odkładamy na bok.
4. Drobno siekamy papryczkę i kolendrę, dodajemy je do grejfruta.
5. Na koniec do dokładnie połączonych składników dodajemy awokado. Mieszamy delikatnie. Doprawiamy. Schładzamy w lodówce przed podaniem.

Jeżeli chcielibyśmy przygotować podobną przystawkęwystarczy, że dodamy do naszej sałatki krewetki i podamy je w małych pojedynczych naczyniach.
 
 

IMG_1932

Smacznego!

piątek, 13 lutego 2015

Salon du Chocolat Bruxelles 2015.

 
Miał to być wpis obszerny i długi jak szalik, którym trzeba owinąć się co rano ( u mnie - co najmniej trzykrotnie wokół szyi). Ale przed wyjazdem i w nawale wszelakich innych zajęć stanęłam przed wyborem – opublikować skrót, migawki czy nie publikować wcale…
 
Jak widzicie zdecydowałam się na to pierwsze.  
 
Wyjeżdżamy w stronę słońca i gór. Na czas nieobecności przygotowałam dla Was kilka postów, w tym jeden filmowy. Zaglądajcie.



 
 
 
Praliny i makaroniki od Amacarons. W ulubionym smaku couberdon. Mój faworyt - różano-waniliowe z limitowanej lutowej edycji.
 
 
Mi-Cachocs czyli połówki makaroników otulone chrupiącą czekoladą i wypełnione ganachem. 
 
Praliny i czekolada od l'Esperantine uwiodły nas naprawdę wyjątkowym smakiem. Produkty l'Esperantine powstają z polaczenia czekolady (min. 70 % zawartości kakao) i bio oliwy z oliwek z pierwszego tłoczenia. Mają piękną formę i cudowny aromat. Bez konserwantów czy tłuszczy zwierzęcych.
 
 


Jean Philippe Darcis we własnej osobie. Niekwestionowany Mistrz, Belgijski Ambasador Czekolady prowadził jeden z pokazów.
  
 
 
Cukierkowy (dosłownie i w przenośni) Boissier.
 
 


 
Kolekcja sucrés-salés od Macarondises (kozi ser-miód, łosoś-koperek czy foie gras-czekolada). 
 
 
Baru to najlepsze marshmallows jakie kiedykolwiek jadłam. Fanem nigdy nie byłam, ale nim zostałam już po pierwszym kęsie. Baru to mała belgijska firma produkująca przepyszne słodycze w 100% naturalne, bez sztucznych aromatów. I to się czuje! 
 
 
 
Sól aromatyzowana wanilią? Ziarna kakao palone lub nie, wanilia z Madagaskaru?  Wszystko dostępne w jednym miejscu.
I wreszcie – migawki z czekoladowego pokazu mody. Ideą była współpraca projektanta i cukiernika, którzy wspólnie mieli stworzyć czekoladowa kreacje. Wśród projektantów wymienić należy  Lauranne Jaegher (we współpracy z Jean-Philippe Darcis), Patou Saint Germain (Laurent Gerbaud), Manon Durande (współpraca z Giot) czy Deborah Velasquez.









 
Do następnego przeczytania, Kochani!