wtorek, 19 maja 2015

Tabbouleh z quinoa, brokułami i miętowym pesto.


IMG_3425


Lubię takie połączenia. Najczęściej z kaszą lub ryżem. Do tego warzywa, idealnie, jeśli - sezonowe i świeże zioła. Dużo ziaren i orzechów. Lekko, zdrowo. Zajadają się nawet dzieci. A i sałaty nie trzeba dodatkowo przygotowywać. Jako dodatek lub danie główne.

Polecam gorąco!

IMG_3423



Tabbouleh z quinoa, brokułami i miętowym pesto

Składniki:
65 g komosy ryżowej
180 g wody
¼ łyżeczki soli
różyczka brokuła (400 g przed obraniem)
2 łyżki octu
600 ml wody
2 łyżki gomasio (lub po prostu uprażonego sezamu)
2 łyżki uprażonych orzeszków pinii (lub posiekanych włoskich)
3 łyżki uprażonych ziaren (mieszane słonecznik i dynia)
2-3 łyżki miętowego pesto z tego przepisu (można zastąpić posiekaną drobno miętą i pietruszką)
sól, pieprz, kolendra w ziarnach, sok z cytryny, skórka otarta z cytryny

Przygotowanie:
1.       Komosę przepłukujemy na sicie. Przekładamy do garnka, zalewamy wodą, doprowadzamy do wrzenia, solimy. Zmniejszamy gaz. Gotujemy 10 minut. Po tym czasie zestawiamy z ognia, przykrywamy na 5 minut jeszcze. Potem odkrywamy, mieszamy, odstawiamy.
2.      Obieramy brokuła, odkrajając maksymalnie twarde częsci. Dzielimy na mniejsze różyczki. Zalewamy wrzątkiem zieszamym z octem. Odstawiamy tak na 1 minutę. Po tym czasie przepłukujemy zimną wodą na sicie. Drobno siekamy.
3.      Dodajemy do wystudzonej komosy. Łączymy z pozostałymi składnikami, mieszamy, doprawiamy.
4.      Podajemy na ciepło lub na zimno, samodzielnie lub jako dodatek do mięsa lub ryby.

Smacznego!
 

piątek, 15 maja 2015

Pochwala powolności, piąty smak i tarta z rabarbarem.


IMG_3391



Przestałam czytać. Na dłuższy czas, liczony w miesiącach. Nie wiem, dlaczego. Może czekałam na takie chwile jak ta, kiedy zapragnę tak bardzo, że nie będę umiała się już powstrzymać. Może potrzebowałam tej przerwy, by zgłodnieć? Za to teraz... odkładam jedną, sięgając po kolejną książkę. Po „Pobojowisku” przyszedł czas na „Piąty smak. Rozmowy przy jedzeniu”, w kolejce już czekają „ Samotność Portugalczyka” i „Listy niezapomniane”.

Tymczasem kilka refleksji na gorąco, z lektury „Piątego smaku”, zbioru rozmów Łukasza Modelskiego z ludźmi, dla których poszukiwanie, rozumienie i tworzenie smaku jest życiową pasją. Na przystawkę – rozmowa z Agnieszką Kręglicką, od której to rozmowy, jak przyznaje autor we wstępie, wszystko się zaczęło. Łezka się w oku kręci, kiedy przypominam sobie przepisy z „Wysokich Obcasów”. Kartki stamtąd powyrywane mam powtykane w różnych miejscach, książkach, zeszytach do dziś. Lubię trafić na nie przez przypadek i wracać do tamtych chwil, całych kontekstów, wspomnień smaków, zapachów, kulinarnych prób udanych mniej lub bardziej, spotkań z przyjaciółmi, wspólnych wyjazdów, weekendów nad morzem... Już wtedy filozofia Agnieszki Kręglickiej, mówiącej o smaku właśnie w tym szerszym kontekście, była mi bliska. I kiedy wspomina o zmianach smaku, o dojrzewaniu do nowych, o winie Sophia, które przecież kiedyś tak bardzo nam smakowało, tak samo jak popularne Liebfraumilch, cieszę się obserwując zmiany jakie zaszły także w naszym życiu.

„Po prostu życie nie musi być perfekcyjne, żeby było perfekcyjne. Wolę jeść to, za czym stoi sensowny czlowiek. Jeśli jedzenie zostało spreparowane w fabryce, nawet jeżeli będzie doskonałe, nie mam ochoty go jeść (...)
Jeśli coś jest dobre, nie musi być lepsze. Lepiej cofnąć się parę kroków i znaleźć smak, który nie jest „perfekcyjny”, ale po prostu taki, jaki ma być.”

I jeszcze...

„Nie ma żadnego wytłumaczenia dla tego, żeby jeść złe jedzenie, żaden brak czasu. Nie chce mi się o tym mówić – jeśli ktoś je gorący kubek, to jest po prostu beznadziejny. Jem bardzo prosto. Ale dostarcza mi to dużo satysfakcji. Oczywiście smakują mi produkcje wielkich mistrzów kuchni, ale mnie to nie podnieca. Ostatecznie jednak nie chciałabym się stołować w El Bulli.”

Podobało mi się, kiedy mówiła pani Agnieszka pisała o „utęsknieniu za jedzeniem”, chwili kiedy czeka się aż pojawią się szparagi. I rzeczywiście, staliśmy się bardzo niecierpliwi, trudno nam o rezygnację, odmawianie sobie. A przecież coś, na co przyjdzie nam poczekać, smakuje lepiej, wyostrzają się zmysły, wzrasta pragnienie.

Kolejne rozmowy pozwalają rozsmakować się w każdym słowie, historii każdego kolejnego rozmówcy. Smakuję je powoli, delektując się bez pośpiechu.

Aż chciałoby się powiedzieć « Smacznego ! » przewracając każdą kolejną kartkę. Polecam gorąco!

„Piąty smak. Rozmowy przy jedzeniu”, Łukasz Modelski, Wydawnictwo Literacki, Kraków 2014


Spodobał mi się pomysł, by połączyć tak kontrastowe smaki jak słodycz migdałowej masy i kwaśność rabarbaru. Całość zyskuje przez to na lekkości i delikatności. Polecam spróbować.

Dobrego wiosennego weekendu, Kochani!


IMG_3401



Frangipane z rabarbarem

Składniki:

Na kruchy spód:
250 g mąki tortowej
150 g masła
50 g cukru pudru
1 łyżka soku z cytryny
1 łyżka skórki otartej z cytryny
1 żółtko
szczypta soli
szczypta proszku do pieczenia

Ponadto:
500 g pokrojonego n amniejsze kawałki rabarbaru
100 g +  125 g cukru
175 g mielonych migdałów
125 g masła
4 jajka
duża garść płatkow migdałowych

Przygotowanie:
1.       Rabarbar zasypujemy 100 g cukru. Potrząsamy miską, tak, aby każdy kawałek był obtoczony w cukrze. Odstawiamy na 1 godziną, mieszamy od czasu do czasu. Po tym czasie przekładamy na sitko, odstawiamy.
2.      W misie miksera łączymy wszystkie składniki na ciasto. Rozwałkowujemy je. Wykładamy nim foremkę do tarty o średnicy 26 cm. Wstawiamy do lodówki na 1 godzinę.
3.      Nagrzewamy piekarnik do temperatury 175 stopni.
4.      Ucieramy masło ze 125 g cukru. Wbijamy jajka, na koniec wsypujemy migdały. Mieszamy do połączenia się składników.
5.      Spód tarty podpiekamy przez kwadrans, lub do momentu, gdy lekko się zezłoci. Wysypujemy cieniutką wartswą płatków orzechowych, na których układamy rabarbar. Całość zalewamy masą migdałową i posypujemy reszta płatków.
6.      Pieczemy ok. 40 minut, wierzch tarty powinien się lekko zezłocić.



IMG_3383

IMG_3406

Smacznego!

Tarta frangipane z rabarbarem.


IMG_3403


Zapraszam jeszcze dziś...


środa, 13 maja 2015

Komosa ryżowa z miętą i granatem.


IMG_3336



„Nishino dotarł do nich dopiero po zmroku. Zbliżaj ąc się do obozowiska, mówił do siebie na głos, żeby nie zastrzelili go wartownicy. Powtarzał ustępy z Podręcznika Służby Polowej generała Tojo, których nauczył się na pamięć podczas szkolenia.
- „Wiara jest siłą” – mówił drzewom. – „Ten kto idzie w bój z wiarą,, zawsze będzie zwycięzcą”.

Lubię powieści Crummeya. Chociaż może lubię w obliczu takiego pisarstwa to słowo co najmniej niestosowne. Pisałam Wam już kiedyś tutaj o „Dostatku”. I od tamtej chwili czekałam na „Pobojowisko”. Przepadłam na 2 wieczory, gdzieś na wybrzeżu Nowej Fundlandii. Do końca zostało mi jakieś 70 stron. Czytać je będę powoli, coraz wolniej, by opóźnić moment, w którym już będę wiedziała.

Polecam Wam tę lekturę. Daje mi spokój, którego potrzebuję u schyłku dnia i zadumę, odmieniającą codzienność. 

Michael Crummey „Pobojowisko”, Wydawnictwo Wiatr od morza, Gdańsk 2014



IMG_3321

Komosa ryżowa z miętą i granatem

Składniki:
150 g (1 filiżanka) komosy ryżowej (quinoa)
3-4 łyżki posiekanej drobno mięty
2 szalotki
ziarenka z 1 owocu granatu
sól, pieprz, kolendra w ziarnach (ucieramy je w moździerzu)
sok z cytryny

Przygotowanie:
1.       Ziarna quinoa przesypujmy na sito, przelewamy wodą. Przekładamy do garnka, zalewamy 2 filiżankami wody, zagotowujemy. Solimy.
2.      Kiedy woda bulgocze zmniejszamy ogień. Mieszamy. Gotujemy jeszcze przez 10 minut. Po tym czasie wyłączamy gaz, przykrywamy garnek i pozostawiamy na 10 minut.
3.      Kiedy komosa lekko przestygnie, łączymy ją z pozostałymi składnikami. Mieszamy. Doprawiamy. Skrapiamy sokiem z cytryny. Podajemy na ciepło lub na zimno, z klopsikami drobiowymi.

Pieczone klopsiki drobiowe z miętą

Składniki:
600 g mielonego mięsa drobiowego
1 średnia cebula
4 łyżki posiekanej mięty
kumin, cynamon, kolendra w ziarnach, sól, pieprz
1 jajko
1 łyżka soku z cytryny

Przygotowanie:
1.       Nagrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni.
2.      Wszystkie składniki łączymy. Wyrabiamy. Doprawiamy. Formujemy małe klopsiki wielkości orzecha włoskiego.
3.      Układamy na blasze wyłożonej papierem.
4.      Pieczemy 10-15 minut bez nawiewu. Następnie zmniejszamy temperaturę do 175 stopni i pieczemy z nawiewem jeszcze 10 minut, lub do momentu, gdy się ładnie zrumienią.
 



Smacznego!