piątek, 26 czerwca 2015

Kruche ciasto z malinami, bezą i kruszonką.


IMG_3759


Ostatnio to nasze ulubione ciasto. Zabieramy je ze sobą na liczne spotkania i imprezy pożegnalne. (U nas do końca roku pozostał jeszcze tydzień...) Nie mogę się nim nasycić. Ma w sobie wszystko, co powinno mieć ciasto na lato. I z nim już zawsze będzie mi się kojarzyć, także  z chwilami tych wyjątkowych pożegnań, których za nami ostatnio tak wiele.

To nieprawda, że nie ma ludzi niezastąpionych...


IMG_3763


Kruche ciasto z malinami, bezą i kruszonką 

Skladniki: 

Na kruche ciasto:
0,5 kg mąki tortowej
1 proszek do pieczenia
1 szklanka cukru (można trochę mniej, wg uznania),
5 żółtek (białka odlewamy do innego naczynia do ubicia)
1 margarynę (ja używam 250 g masła)
3 łyżki kakao
250-300 g malin mrożonych lub świeżych 

Dodatkowo:
1 szkl. cukru do ubicia bezy 

Przygotowanie:
1. Mąkę, cukier, masło, żółtka i proszek zagniatamy w misce aż ładnie się połączy. Jeśli potrzeba, bo zbytnio się klei można podsypać troszkę mąki.
2. Dzielimy ciasto na 2 większe części i jedną mniejszą* (do posypania na wierzchu). Jedną większą część mieszamy z kakao.
3. Na blachę kruszymy część jasną ciasta, na to ciemną, posypujemy całość bułką tartą, żeby zatrzymała trochę sok z owoców. Układamy maliny.**
4. Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni.
5. Ubijamy białka, dodajemy szklankę cukru, ciągle miksując (ze względu na tę dodatkową szklankę cukru potrzebną do bezy, do ciasta możemy dodać trochę mniej cukru).
6. Nakładamy na owoce kleksy z białka, w równych rzędach, ale nie zalewamy całości białkiem. Białko powinno wyrosnąć. Dookoła kleksów z białka, kruszymy ostatnią z trzech części ciasta - tę najmniejszą, żeby przykryć wystające gdzieniegdzie owoce.
7. Pieczemy 1 godzinę.*** 

Uwagi:
* Oczywiście to, jaka część ciasta będzie kakaowa a jaka biała - nie ma większego znaczenia. Można też ewentualnie zostawić całe ciasto bez kakao i posypać całość - startą, czarną czekoladą. Smakuje wtedy inaczej.
** My zawsze używamy malin (zazwyczaj mrożonych), ale mogą też być kwaskowe konfitury.
*** Z pieczeniem wszystko zależy od pieca - w niektórych piecach piekło się 45 min, a w niektórych ponad godzinę. Ja zawsze po 20 min sprawdzam czy to białko na wierzchu się nie przypala i ewentualnie przykrywam całość folią.

To ciasto jest pyszne z bitą śmietaną albo z lodami waniliowymi i sosem malinowym.

Za przepis dziękuję Ani. Aniu, powodzenia tam, gdzie teraz jesteście. Trzymamy za Was kciuki.

IMG_3771
 
Smacznego!

wtorek, 23 czerwca 2015

Oda do naiwności. Muffiny migdałowe z jabłkiem i truskawkami.


IMG_3710

O szczenięca naiwności!

Gdzie Ty dziś?

Zamieciona miotłą czasu, unieważniona dorastaniem, wymądrzaniem, pomniejszona rozsądnie i rozważnie do granic niebytu?

Gdzie wiara, że latem dni są najdłuższe?

Bociany mają dzioby pełne roboty, na kapustę też trzeba uważać…

Pieniądze wyciąga się ze ściany i to pewnie dlatego dorośli mają ich tak wiele i nie muszą nikogo prosić.

Kiedy już w końcu będziesz duża, nikt Ci niczego nie zabroni i wreszcie będziesz mogła robić, co tylko zechcesz…


Nawet, jeśli nosi takie same buty jak tata, to i tak przynosi prezenty, więc musi być prawdziwy!

Każdą plamę da się wywabić, także tę na honorze.

Dobry bohater zawsze zwycięża. Dotyczy nie tylko Superman'a, Spider-Man'a, Batman'a, Calineczki, Czerwonego Kapturka, Trzech Świnek i Isaury.

Skomplikowane operacje na ukochanym pluszowym misiu zawsze kończą się sukcesem.

A psy, chomiki i króliki mają swoje niebo. Zresztą kiedyś i tak się tam z nimi spotkamy.

Broda dziadka gryzie, bo takie właśnie są brody wszystkich dziadków.

Babcia zawsze będzie dla Ciebie przygotowywała Twoje ulubione placuszki z grzybami.

Koszmary nie lubią włączonego nocą światła.

Interesy prowadzone z zębowymi wróżkami są zabezpieczone licznymi gwarancjami bankowymi.

Swojego ukochanego Pelikana możesz zostawić pod klatką bez zamknięcia.*

Kiedyś sama kupisz sobie psa i wtedy dopiero rodzice zobaczą!

Jarek J. będzie cię kochał na zawsze, tak jak obiecał (no i w końcu przecież kupi Ci prawdziwy
pierścionek)!

Będziesz miała służącą, gosposię i panią do sprzątania domu. Nie musisz umieć prasować. 

Mąż będzie Cię nosił na rękach. (Hmmm, a już z całą pewnością zrobi to więcej niż RAZ)

Krasnoludki są na świecie! Kto inny dałby radę posprzątać cały ten bałagan?

Zawsze możesz w końcu wyjechać do Honolulu, małpy straszyć.



Czas to nie pieniądz a guma do grania.

Cukier krzepi!

Strewberries fields forever!


 W końcu będzie można rozebrać Kena (Hurra! W Peweksie będzie w końcu można płacić złotówkami!) i sprawdzić (nim naturalna dziecięca ciekawość nie zmieni się w ostentacyjny tumiwisizm) jak sobie z tematem poradzili producenci.

* Informacja dla młodzieży (czyli pokolenia urodzonego po 75 roku ubiegłego stulecia - jakkolwiek to nie zabrzmi) Pelikan, to taki rower - prezent-marzenie komunijne każdego dziecka na moim podwórku, trudno o niego było tak samo jak o pralkę, lodówkę czy instalację telefonu zwanego niegdyś stacjonarnym)


I tak można było całymi latami karmić się podobnymi złudzeniami, by jednak naiwności, wyssanej z mlekiem matki, pomachać w końcu z żalem białą chusteczką.

Co zostało?


IMG_3746

 Muffiny migdałowe z jabłkiem i truskawkami

Składniki:
185 g mąki pszennej
65 g mielonych migdałów
130 g cukru pudru
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1,5 łyżeczki mielonego cynamonu
skórka starta z połowy cytryny
szczypta soli
2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
120 g masła, stopionego i ostudzonego
2 lekko roztrzepane jajka
1 jabłko, obrane i pokrojone w kostkę*
6 truskawek pokrojonych w ćwiartki (poza sezonem mogą być mrożone)
płatki migdałowe do posypania
cukier trzcinowy do posypania

Przygotowanie:
1. Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni, włączamy termoobieg.
2. W jednej misce łączymy suche składniki, w tym skórkę z cytryny.
3. W drugiej łączymy masło z jajkami, ekstraktem oraz 180 ml ciepłej wody.
4. Łączymy zawartość obu misek. Dodajemy jabłka i mieszamy.
5. Ciasto nakładamy do wyłożonej papilotkami formy na muffinki, do 3/4 wysokości.
6. W każde ciastko wkładamy po 2 ćwiartki truskawki i posypujemy płatkami migdałowymi i
cukrem trzcinowym.
7. Pieczemy ok. 25-30 minut by ładnie się zrumieniły a środek nie był surowy.

Uwagi:
*W sezonie jabłka dobrze jest zamienić na nektarynki.
Przepis znalazłam na blogu Wiewiórki, tutaj.  A pochodzi on z książki "What Katie ate".

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Tutu, Pavlova i dyletanci.


IMG_3623


1. Wstań o świcie, dbając o dyskretną ewakuację w kierunku kuchni. (Kuchnia otwarta może nieco pokrzyżować plany doskonałej konspiracji. Zaleca się wówczas rezygnację z użycia sprzętów hałasująco-wspierających na rzecz siły własnych rąk i przedramion. (To ostatnie będzie dowodem działania w akcie najwyższej desperacji).

2. Nagrzej piekarnik do temperatury 120 stopni (kolejny argument za wstaniem o świcie – chłód panujący w kuchni będzie nam sprzyjał).

3. Przygotuj wszelkie akcesoria (w tym blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia) i wszystkie składniki.  Bardzo przydatne okazuje się umieszczenie w zasięgu ręki świeżo zaparzonej kawy lub herbaty. Z pewnością przyjdzie na nie ochota w ciągu najbliższego kwadransa – kiedy akurat możemy mieć ręce zajęte robotą/robotem.

4. Działaj konsekwentnie zgodnie z zasadą konspiracji rozpoczynając ubijanie białek ze szczyptą soli. 

5. Postępuj dalej zgodnie z zaleceniami w przepisie poniżej.

6. Dobra wiadomość dla niecierpliwych - w tym przypadku kwadrans znaczy kwadrans – ni mniej ni więcej.

7. Nie daj się ponieść fali przedwczesnej radości z tytułu uzyskania pięknej, lśniącej i gęstej masy białkowej. Najtrudniejsze wciąż przed Tobą!

8. Wyłóż rzeczoną masę na przygotowaną wcześniej blaszkę. Upewniwszy się wcześniej, że reszta domowników pozostaje pogrążona w błogostanie snu. (Wyprowadzenie cię z równowagi na tym etapie przygotowań w poważny sposób zagraża starannej i estetycznej konstrukcji bezowego dzieła)

9. Wsuń z gracją blaszkę do nagrzanego piekarnika. (Cesarzowi co cesarskie… itp. itd.)

10. Pójdź do sąsiada po szklankę lub dwie cierpliwości, zależnie od potrzeby – przydadzą się bardzo. Wcześniej rozważ kwestię ewentualnej deklaracji zwrotu – może się okazać, że nie będzie jak oddać.

11. A teraz uważaj! ONI wiedzą! Szóstym zmysłem czy jak, potrafią wyczekać tej chwili, by zacząć pierwsze z serii pytań o dziwnie znajomej formule:

-Kiedy wreszcie?
- Juuuuuż?
- No kiedy w końcu?
- Długo jeszcze?
- Ale czy juuuuuż???
- No kiedy w końcu?

W ten oto sposób zwykła Pavlova (Pardonnez-moi, Madame) jest w stanie wykonać tytaniczną -  a w rzadkich, na szczęście, przypadkach - syzyfową pracę, wyciągnięcia szanownej rodzinki z łóżek w sobotni poranek.

Wezmą Ci i staną za plecami/nad głową, powtarzając z uporem i konsekwencją godną opadającego sufletu:

- No właśnie, a co z tą bezą?! (Tu wkracza do gry ogolona i spryskana eau de toilette głowa rodziny).

I tak przez najbliższe godziny lub do mementu, gdy czymś ich skutecznie zajmiesz, stosując technikę odwracania uwagi. (Uprasza się o nieproszenie mnie o rady w zakresie wspomnianych technik – ja tu tylko piekę bezę!)

Bloggerzy będą mieli jeszcze bardziej pod górkę i żadne tam wiśta wio nie pomoże. W sytuacji, gdy będą chcieli obfotografować swe dzieło, czas opędzania się od progenitury jak od roju pszczół miodnych znacząco się wydłuży… (żeby nie było, że nie ostrzegałam)!

W ten oto sposób arabesque* uprawiana od bladego po zęby świtu może Cię doprowadzić do roztroju nerwowego.  

Tym bardziej w sytuacji, gdy Twoja piękna/niepowtarzalna/jedyna w swoim rodzaju, Pavlova o aksamitnej strukturze muślinu, daleko bardziej wystylizowana niż klasyczna tutu, zostanie pochłonięta przez tabun dyletantów w czasie, z którego dumny byłby sam Usain Bolt. 

Ale tak miedzy nami mówiąc – chapeau bas! Upiekłaś piękną Pavlową!  

Révérence.  

* Spieszę z wyjaśnieniami: (tym, którzy o balecie wiedzą tyle, co ja o skokach na trapezie)

   Arabesque - pełne uroku balansowanie na jednej nodze
   Tutu- spódniczka baletowa
   Révérence - ukłon na koniec lekcji

Podobnie,rzecz się ma z poziomkami. Przygotowana w podobnej do powyższej scenerii moja Pavlova, miała być udekorowana poziomkami. Ich los ważył się do ostatniej chwili. Trzeba je było obfotografować w asyście licznych i natrętnych MOGĘ JUŻ???, by następnie skapitulować i dokonać uczciwego podziału pomiędzy wszystkich zainteresowanych.

W ten oto sposób nasza Pavlova zyskała na klasycznej butaforii w postaci truskawek z marakują. Poświęcając poziomki zyskałam jednak na czasie i mogłam przygotować do niej krem kokosowy. Szczegóły poniżej.  


IMG_3622


Jak przygotować idealną Pavlovą?


Pavlova czy beza (meringue)
Jaka jest różnica pomiędzy bezą a Pavlovą? Beza jest prostsza w przygotowaniu i generalnie chrupiąca i sucha w środku. Idealna Pavlova powinna być chrupiąca z zewnątrz i delikatna, wilgotna w środku, strukturą przypominająca marshmallow.  

Sprzęt
1. Dobry mikser z końcówką do ubijania piany będzie idealny, co nie oznacza, że nie można przygotować Pavlovej używając jedynie trzepaczki i siły własnych ramion.
2. Najlepiej ubijać białka w szklanej lub metalowej misce. Na ściankach plastikowej mogą znajdować się resztki tłuszczu po poprzednich użyciach, co uniemożliwia ubicie idealnej bezy.
3. Miska powinna być dokładnie umyta i sucha.  

Białka
1. Powinny być w temperaturze pokojowej, idealnie oddzielone od żółtek.
2. Najlepiej jest użyć białek, które nie pochodzą z bardzo świeżych jajek – takie kilkudniowe ubijają się znacznie łatwiej i pozwalają uzyskać większą objętość bezy.  

Cukier
1. Cukier puder rozpuszcza się szybciej niż kryształ. Jednak użycie tego drugiego jest jak najbardziej możliwe. Można także użyć cukru drobnego do wypieków, wszystko zależy od dostępności – a rodzaj użytego cukru nie ma wpływu na samą strukturę bezy – może być jedynie ułatwieniem dla kucharki.
2. Generalną zasadą jest proporcja 50 g cukru na każde białko o wadze mniej więcej 40 g.
3. Im więcej cukru użyjemy tym beza będzie gęstsza, krucha i łamiąca się.

Kolor
Prawdziwa Pavlova powinna być biała, właśnie dlatego właściwie jej nie pieczemy a jedynie długo suszymy w piekarniku. 

Stabilizatory
Najczęściej używane są ocet lub sok z cytryny. Także odrobina skrobi i gorąca woda. Nie używam żadnego z nich – doskonałość można osiągnąć ubijając po prostu białka z cukrem i odrobiną soli.   

Technika ubijania
1. Z pewnością znajdziecie przepisy, które mówią o ubijaniu na raz wszystkich składników. Jednak najlepsze efekty – patrz tu – największą objętość ubitej masy – uzyskamy wsypując cukier małymi porcjami, stopniowo.
2. Zaczynamy więc od ubijania białek ze szczyptą soli do momentu, gdy piana będzie ubita ale jeszcze nie sztywna. Wówczas zaczynamy małymi porcjami dodawać cukier. Każdą kolejną porcję dosypujemy dopiero wówczas, gdy poprzednio dodany cukier już się rozpuścił.
3. Założenie, że dłuższe ubijanie białek zagwarantuje nam lepszy efekt nie jest słuszne. Ważne jest aby białek nie przebić. Średnio ubijanie Pavlovej nie powinno trwać dłużej niż 15 minut.
4. Co się stanie, jeśli przebijemy bezę? Końca świata nie będzie, – ale po wysuszeniu w piekarniku będzie można zobaczyć lekko karmelowy syrop skupiający się wokół bezy. Jeśli podajemy ją od razu – to żaden problem gorzej – jeśli chcemy ją przechować.

Dodatki
Najczęściej używam zmielonego ziarna Tonki, cynamonu lub ziarenek z laski wanilli. Możliwe jest użycie także esencji waniliowej lub pasty. Najlepiej jest dodawać je pod koniec ubijania.

Suszenie
1. Optymalną temperaturą piekarnika jest 120 stopni. Włączając wyższą temperaturę ryzykujemy, że beza będzie się kruszyć lub popęka i nie będzie idealnie biała. Nie używamy termoobiegu i nie powinniśmy otwierać piekarnika podczas suszenia, Pavlova nie lubi zmian temperatury. (Choć muszę przyznać, że pierwsze moje próby z Pavlovą często wiązały się z wielokrotnym otwieraniem piekarnika i jakoś szczególnie im to nie zaszkodziło. Wręcz odwrotnie – mam wrażenie, ze minimalne uchylanie drzwi jest dobre, bo pozwala ulotnić się powstałej wilgoci, co zdecydowanie służy suszeniu).  
2. Pavlovę suszymy w piekarniku ok. 90 minut, po tym czasie wciąż nie otwieramy piekarnika – pozostawiając bezę w środku do ostatecznego wysuszenia przez minimum 2 godziny lub całą noc.

Przechowywanie
Jest możliwe w szczelnie zamkniętym pojemniku przez kilka dni.


Waniliowa Pavlova z truskawkami, marakują i kremem kokosowym

Skladniki:

Na bezę:
5 białek (o wadze 40 g każde)
250 g cukru
szczypta soli

Na krem:
120 g śmietanki kokosowej
120 g mascarpone
2 łyżki cukru

Ponadto:
Owoce do dekoracji 

Przygotowanie
Przed przygotowaniem warto zapoznać się z informacja Jak przygotować idealna Pavlova (powyżej).
1. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 120 stopni.
2. Blaszkę wykładamy pergaminem.
3. Ubijamy białka z solą. Dodajemy stopniowo cukier. Każdą kolejną porcję, dopiero wtedy, gdy poprzednia się rozpuści.
4. Wykladamy na blaszke.
5. Suszymy 90 minut. Pozostawiamy do wystudzenia w piekarniku. 
6. Przygotowujemy krem. Otwieramy puszkę dobrze schłodzonego mleka kokosowego, zbieramy z wierzchu śmietankę (wodę kokosowa odlewamy i zużywamy do smoothie). Ubijamy z cukrem, dodajemy mascarpone, ubijamy do uzyskania gładkiej, gestej masy.
7. Dekorujemy kremem i owocami, podajemy.


Smacznego!

Jak skończą poziomki?


IMG_3606

IMG_3572
IMG_3558



IMG_3599

  Zapraszam jeszcze dziś...

środa, 10 czerwca 2015

Masz kota na punkcie mleka?


IMG_3542

Muszę przyznać, że ja mam. Nie wyobrażam sobie lata bez chłodnika z pysznym kefirem, ogórkowej niezabielanej śmietaną, budyniu na zimowe smutki i serów pod każdą postacią. Nie mogłabym bez tego funkcjonować i już. Kropka. Dzieci nie zmuszam, nikomu nie wpoi się na siłę uwielbienia dla czegoś, co mu zwyczajnie nie smakuje. Mamy w domu dwóch takich, co każdy dzień kończą szklanką mleka i jednego takiego, co nie weźmie go w takiej formie do ust, za to twarożek ze szczypiorkiem mógłby jeść codziennie. Każdemu więc, co lubi. Przyłączam się do akcji ze swoimi pomysłami, klasykami zapewne nie tylko w naszym domu, ale to akurat takie nasze comfort food.


IMG_3538



Chłodnik ogórkowy z młodymi ziemniakami i poszetowym jajkiem

Składniki: na 4-6 porcji
375 g ogórków gruntowych
175 g ogórków małosolnych
275 g młodych ziemniaków
pęczek świeżego koperku
sól, pieprz
200 g kefiru
400 g maślanki
2-3 łyżki gęstej śmietany
4-6 jajek
garść orzechów włoskich

Przygotowanie:
1. Gotujemy ziemniaki. Studzimy.
2. Ogórki gruntowe dokładnie myjemy. Ucieramy na tarce jarzynowej wszystkie ogórki.
3. Siekamy koperek.
4. Przygotowujemy jajka poszetowe.
5. Na dno miseczek wykładamy po jednym jajku.
6. Ogórki, ziemniaki i koperek łączymy. Doprawiamy solą i pieprzem, odrobiną miodu.
7. Maślankę, śmietanę i kefir również.
8. Na jajku układamy wymieszane ogórki, całość zalewamy kefirem. Posypujemy koperkiem i uprażonymi na suchej patelni orzechami włoskimi.


IMG_3553



Ryż na mleku z nutą egzotyki

Składniki: na 2-4 porcje
100 g ryżu basmati lub jaśminowego
650 g mleka
½ laski wanilii
150 ml śmietanki kremówki
3 łyżki cukru
szczypta soli
kilka łyżek wiórków kokosowych (wedle uznania)
50 g białej czekolady

Do podania:
½ mango
2 marakuje
uprażone na suchej patelni ziarna lnu

Przygotowanie:
1. Do garnuszka przesypujemy ryż. Dodajemy szczyptę soli, ziarenka otarte z laski wanilii i laskę, zalewamy mlekiem, słodzimy, mieszamy, zagotowujemy. Następnie zmniejszamy gaz i gotujemy na wolnym ogniu 30 minut często mieszając.
2. Dodajemy białą czekoladę i wiórki. Mieszamy do rozpuszczenia. Po tym czasie przykrywamy, studzimy a potem schładzamy w lodówce.
3. Śmietankę lekko ubijamy – nie na sztywno. Z ryżu wyjmujemy laskę wanilii. Śmietankę łączymy z ryżem.
4. Przekładamy do miseczek/słoiczków.
5. Mango obieramy, kroimy w kostkę (wielkości wedle uznania), łączymy z ziarenkami marakui.
6. Ryż podajemy z owocami i lnem. 

„Mleko i przetwory mleczne są źródłem łatwo przyswajalnego wapnia, wysokowartościowego białka i witamin z grupy B oraz witamin A i D – dlatego - Niech żyje mleko!


IMG_3550

 Smacznego!

sobota, 6 czerwca 2015

A jak pachnie Wasze miasto? Comptoir Florian.


IMG_3491

Lubię ją za subtelność, tak barw jak i aromatów. Nastrojowość, którą wprowadza. Niczego nie musi. Stawiać na nogi rano, uspokajać bólu głowy, dodać energii, utrzymać na nogach… żadne takie doraźne działania obliczone na określony efekt. Wystarczy, że jest. W ulubionym kubku, filiżance z naderwanym uchem lub uszczerbionym brzegiem, cierpliwie czekająca w termosie, parująca, gorąca lub mocno schłodzona, w dobrym towarzystwie owoców. Wydaje się też, że sprzyja samotnikom. Kubek herbaty i coś do czytania. Tylko tyle potrzeba. Kawa jest znacznie bardziej wymagająca. (To oczywiście jedynie moje spostrzeżenia, zdecydowanie mało obiektywne.) 

Od zawsze wybierałam herbatę. Mam do niej wielką słabość. Kawę po raz pierwszy wypiłam do ostatniego egzaminu na ostatnim roku studiów. Z literatury współczesnej. Nie miałyśmy jakoś wcześniej okazji bliżej się poznać i polubić. Jej zapach nie zniewolił mnie tak jak choćby mojego brata, który podobno jeszcze zanim nauczył się chodzić domagał się kawy. Raczkował do pan w żłobku, wiedziony zapachem świeżo zaparzonej kawy. To musiała być pierwsza zalewka. (Tłumaczyliśmy ostatnio naszym dzieciakom, jak pijało się kawę w ciężkich czasach. No i powiedzcie mi, jak te opowieści mają się do dzisiejszych czasów, gdy wystarczy podejść do maszyny i włożyć kapsułkę we właściwe miejsce??? Clooney by nie pojął, choć może z racji wieku powinien, ale tamte realia nie mieszczą się w głowie kogoś poza naszą strefą ustrojową…)

Z radością witałam w Szczecinie kolejne nowe herbaciarnie, to naprawdę był powiew Orientu, taka herbatka w Pożegnaniu z Afryką! Nawet, jeśli piło się zwyczajną dziś senchę, co to był za smak!

Dobrej herbaciarni szukałam zawsze w każdym mieście, w którym mieszkałam. Tak jak szukało się dobrej piekarni. W Brukseli zajęło to trochę czasu. Żadne z miejsc, które odwiedzałam, nie było dość dobre, zawsze coś mi w nich nie pasowało. Aż wreszcie pewnego dnia Karolina i Jean-Baptiste opowiedzieli mi o Comptoir Florian i słynnej "Thé de Bruxelles". 

Lubię miejsca takie jak te, bo aktywują wyobraźnię. Pozwalają się oderwać, pobyć przez chwilę w innym świecie. Wystarczy posłuchać opowieści właściciela o Maison du The, jednej z pierwszych herbaciarni w Europie, powstałej w 1897 roku (wcześniej herbatę sprzedawano w aptekach), w której pomieszczeniach znajduje się dziś Comptoir Florian. Obecni właściciele przejęli od poprzedników całe wyposażenie Maison du The i je odnowili, pozostając wiernymi stylowi Art Nouveau. Sam właściciel, fascynat Orientu, kontemplujący każdą chwilę, nie spieszy się nigdy. Każdy ruch wykonuje z namaszczeniem i powagą. Widać, że powolność, która służy rytuałowi picia herbaty stała się i jego dewizą. (Częściowo zapewne i z tego powodu w soboty ustawia się tu kolejka tak długa jak po ciepłe croissanty) Comptoir Florian współpracuje z około kilkunastoma importerami herbaty z całego świata. Miejsce ma klimat i pyszne wypieki. Jest bardzo kameralnie, zacisznie, przytulnie, wygodnie i nastrojowo. Można się tu zasiedzieć. Zasadą jest także nierozmawianie przez telefon komórkowy. A i wielbiciele kawy nie będą zawiedzeni.

Comtoir Florian znajdziecie w okolicach Porte de Namur, w uroczym zakątku przy kościele Św. Bonifacego oraz na Grand Place (to informacja dla turystów, którzy do Brukseli zawitają).

Warto przy tej okazji zaopatrzyć się w thé de bruxelles (herbatę brukselską) czyli zieloną herbatę aromatyzowaną kawałkami belgijskiego nugatu, orzechów laskowych i speculoosow. Herbatę brukselską sprzedaje się w Comptoir Florian od około 3 lat, jest tu prawdziwym hitem. Sprzedaje się jej około 300-400 kg rocznie. Właściciel zamówił u importera mieszankę zielonej herbaty z nugatem. I przez długi czas tak też prowizorycznie była nazywana - thé vert nougat. Długo szukano nazwy. Wreszcie, podczas kolacji w restauracji padło hasło – thé de bruxelles i nagle okazało się, że to jedyna możliwa dla niej nazwa. Aromat speculoosów nie jest dominujący, to raczej nugat daje ten specyficzny efekt maślanej słodkości. Polecam gorąco. Warto kupić ją jako prezent z Brukseli. Jeżeli miasta mają zapach, a wierzę, że tak – Bruksela potrafi tak pachnieć. Poniżej znajdziecie jeszcze kilka herbat według mnie godnych polecenia.  


Zielone:
THÉ DE BRUXELLES – belgijski nugat, orzechy laskowe, speculoosy
GOOD MORNING – mango, róża, rabarbar
AMANDINE – migdały, słodkie pomarancze, przyprawy
SENCHA CERISE SAUVAGE

Czarne:
OOLONG ÉRABLE - NOIX BIO (oolong syrop klonowy i orzechy laskowe bio)
OOLONG MILKY (o aromacie maślanych ciasteczek)

Napary/ziołowe:
TISANE DES MARMOTTES - jeżyny, rumianek, dzika róża, mięta, melisa, soja
TISANE FLORIAN - lipa bio, mięta pieprzowa, rooibos, bergamotka
ASSOUAN FRAISE BIO pomarancze, mandarynki, hibiscus, trawa i skorka cytrynowa, truskawki


IMG_3473

IMG_3476


IMG_3477

IMG_3484


IMG_3482

IMG_3496

IMG_3494

IMG_3480

IMG_3489

www. comptoirflorian.be

Comptoir Florian - La maison du Thé
17 Rue Saint-Boniface
B-1050 Bruxelles
Porte de Namur


Comptoir Florian - La maison du Thé
11 Plattesteen
1000 Brussels