sobota, 17 marca 2012

Bułki pszenne. Smacznie i bez stresu.



Staramy się unikać wypieków z mąki pszennej. Dla odmiany - dzieci niezmiennie je uwielbiają. Chcą jeść tylko białe bułeczki. Można znaleźć rozsądny kompromis. Przygotowałąm przepis łączący w sobie trzy rodzaje mąki pszennej z różnych przemiałów, w tym pełnoziarnistego. Bardzo puszyste i miękkie, ze smakiem. Dzieciom nie pasowały jedynie otręby owsiane na wierzchu. To akurat da się zmienić, następnym razem, dla dobra sprawy. Drugiego dnia wciąż są miękkie. Polecam.

Od poniedziałku rozpoczynamy przygotowania do Świąt. Zapraszam.



Bułki pszenne

Składniki:

Na rozczyn:
200 ml ciepłego mleka
18 g świeżych drożdży
1 łyżka mąki chlebowej
½ łyżki cukru

Ponadto:
130 g mąki pszennej graham (typ 1850)
130 g mąki pszennej chlebowej (typ 650)
130 g mąki pszennej tortowej (typ 450)
30 g mąki ziemniaczanej
3 łyżki oliwy z oliwek
90 g gęstego jogurtu naturalnego
7 g soli
7 g cukru

Przygotowanie:
1.       Przygotowujemy rozczyn. Podgrzewamy mleko, by było letnie. Rozkruszamy do niego drożdże, dodajemy cukier i mąkę. Dokładnie mieszamy do rozpuszczenia wszystkich składników. Przykrywamy i odstawiamy w ciepłe miejsce na około 15 minut. Gotowy rozczyn będzie z wierzchu spieniony – znak, że drożdże pracują.
2.      W misce mieszamy ze sobą wszystkie rodzaje mąki, sól i cukier. Robimy zagłębienie, do którego przelewamy jogurt i oliwę. Mieszamy w dołku płyny, zagarniając mąkę do środka.
3.      Dodajemy rozczyn. Mieszamy a kiedy składniki mniej więcej się połączą, przekładamy całość na stolnicę lub blat i wyrabiamy. Potrwa to kilka minut. Ciasto może bardzo delikatnie się kleić. Nie podsypujmy jednak mąki. Gdy jest już jednolite przekładamy uformowaną kulę do wysypanej mąką miski. Przykrywamy ściereczką i wstawiamy w cieple do wyrośnięcia na około 1-1,5 godziny, do podwojenia objętości.
4.      Po tym czasie ciasto jeszcze raz przez moment wyrabiamy. Dzielimy na 10 mniej więcej równych części i formujemy bułki. Układamy na blasze wyłożonej pergaminem, zachowując odległości, przykrywamy ściereczką i odstawiamy w cieple na 40 minut.
5.      Nagrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni.
6.      Bułki delikatnie smarujemy roztrzepanym jajkiem i posypujemy, wedle uznania, ziarnami słonecznika lub dyni, czarnuszką lub otrębami owsianymi. 
7.      Pieczemy około 15 - 20 minut, bez nawiewu. Po tym czasie można sprawdzić patyczkiem czy są już upieczone.

Smacznego!

piątek, 16 marca 2012

Zastanawiałam się długo, czy o tym napisać. Dla mieszkających w Belgii Polaków wydarzenia ostatnich dni nabierają szczególnego wymiaru. Są boleśnie namacalne. Nasze dzieci jeżdżą na classe de neige. I inne wycieczki, przynajmniej raz do roku. Na dłużej i coraz dalej. Zawsze wracają całe i zdrowe.

Czy można napisać cokolwiek więcej? Nie starcza słów i jednocześnie niepotrzebny ich nadmiar w obliczu bólu dzieci, rodziców, ich rodzin.   

Dlatego dziś już tylko cisza. Minuty ciszy, które płyną jakby nigdy nic.

Zapraszam jutro.     

środa, 14 marca 2012

Ziemniaki w koszulkach i kurczak z rozmarynem, pomidorami i oliwkami.


Od kiedy pamiętam, trochę na nas narzekała. Że mama, tata, siostra i brat to czworo rodziców. Że przez nas nie może chodzić na dyskoteki tam, gdzie chce. Bo zawsze uświadomimy rodzicieli, co to za miejsce i z wyjścia nici. Że jej ciągle pilnujemy.

My też narzekaliśmy. A jakże. Że zawsze siedzi w naszych pokojach, gdy ktoś nas odwiedza. Że wszędzie za nami chodzi. Że musimy się nią zajmować. Odbierać z przedszkola. Chodzić z nią na spacery i najlepiej – wszędzie ze soba zabierać. No i najgorsze – ustępować.

To ona miała pierwszą w rodzinie lalkę Barbie. Jej dzieciństwo to była już zupełnie inna epoka. Przeżywaliśmy je razem z nią, jakby na nowo, tyle, że inaczej.

Ze skruchą przyznaję, że dwa razy poważnie naraziłam ją na niebezpieczeństwo. Dziś śmiejemy się z tych opowieści, bo wszystko skończyło się dobrze.  Mam nadzieję, że zostały mi wybaczone. Co tu dużo mówić, zakochana nastolatka, zajmująca się małą dziewczynką na placu zabaw, zupełnie straciła głowę dla chłopaka, którego imienia już dziś nie pamięta, a dziecko samo wróciło do domu. Kilka lat wcześniej, dałam jej do zabawy mój pierścionek, taki z rodzaju tych, które kupowało się na jarmarkach. Ona zaś – skwapliwie go połknęła. Pamiętam jak płakałam rzewnymi łzami nad szklanką gorącego mleka, które podała mi babcia, gdy rodzice pojechali z nią do szpitala.

I nagle, okazało się, że ta mała dziewczynka wyjeżdża daleko od domu, pracuje w 3 miejscach i jednocześnie studiuje, sama decyduje o swoim życiu. Wreszcie – przyprowadza do domu chłopaka, którego żoną zostaje. A teraz ma cudnego synka i jest poważną panią nauczycielką.

A dla mnie wciąż jest małą dziewczynką. Choć już nie Szachrajką – tak ją nazywaliśmy, sprytem przerastała nas wszystkich, ale niezmiennie – moją młodszą siostrą.

Różnimy się tak bardzo, że aż trudno to zrozumieć.W wielu kwestiach.  Jak mawia mama, dla niej kuchnia to science fiction, omija ją szerokim łukiem, tak samo jak ja centra handlowe, w których ona czuje się świetnie. Dziś to ona chodzi na zakupy z moją córką. I dzwoni do mnie z pytaniem – czy możesz mi podać kilka łatwych, superłatwych przepisów na przyjęcie urodzinowe? Muszę coś przygotować. (Ma to szczęście, że trafiła na świetnie gotującego męża – więc się tak nie martwię) - A może zrobię fondue? No tak, ale mięso trzeba pokroić, prawda? Sami widzicie.
  
Dziś moja młodsza siostra kończy 29 lat. Piękny wiek, prawda? Całusy urodzinowe, Kochana Moja.

(Tak między nami – bloga nie czyta, nie ma go w ulubionych, ale skarżyła się mamie, że piszę o wszystkich, tylko nie o niej. Ciekawa jestem, kiedy się zorientuje, że jednak napisałam?)
Tylko jej nie mówcie. Będzie miała niespodziankę...


Dziś zapraszam na pyszny, aromatyczny obiad. (Moja siostra obiadów nie gotuje, przynajmniej ja nic o tym nie wiem, ale mam nadzieję, że spróbuje – przepis to łatwy). Polecam gorąco.




Ziemniaki w koszulkach

Składniki:
ziemniaki mniej więcej wszystkie tej samej wielkości
plasterki szynki parmeńskiej
ser, typu mozzarella (użyłam provolone piccante)
odrobina oliwy z oliwek
świeże zioła
sól, pieprz
garstka suszonych pomidorów

Przygotowanie:
1.       Ziemniaki obieramy i myjemy. Wkładamy je w całości do osolonego wrzątku i gotujemy 15 minut.
2.      Odcedzamy, studzimy.
3.      Nagrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni.
4.      Na dno żaroodpornego naczynia wylewamy odrobinę oliwy z oliwek.
5.      Każdy ziemniak kroimy wzdłuż na pół, przekładamy plasterkami żółtego sera. Owijamy szynką. Układamy w naczyniu.
6.      Posypujemy je suszonymi pomidorami, świeżozmielonym pieprzem i ziołami. Przykrywamy folią.
7.      Pieczemy 20 minut, odkrywamy i pieczemy jeszcze 10 minut.


Kurczak z rozmarynem, pomidorami i oliwkami w czerwonym winie

Składniki:
1,2 kg pałek z kurczaka
oliwa z oliwek
duża garść czarnych oliwek
duża garść suszonych pomidorów
1 szklanka czerwonego wytrawnego wina
gałązki rozmarynu
pieprz i sól
4 duże ząbki czosnku

Na sos pomidorowy:
możemy użyć pomidorów z puszki (około 100 g), które miksujemy z podsmażoną szalotką i 1 marchewką, uzyskujemy gęsty sos o kremowej konsystencji, który doprawiamy solą, pieprzem i cukrem, wedle smaku

Przygotowanie:
1.       Oczyszczonego kurczaka oprószamy delikatnie solą i pieprzem. Obsmażamy na oliwie z oliwek. Przekładamy do żaroodpornego garnka, na którego dnie wylewamy odrobinę – 1 łyżką oliwy, najlepiej tej z oliwek lub suszonych pomidorów. Posypujemy płatkami czosnku, oliwkami i rozmarynem. Przykrywamy szczelnie i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni.
2.      Pieczemy 20 minut, z nawiewem.
3.      Po tym czasie dodajemy pokrojone suszone pomidory, sos pomidorowy i czerwone wino. Przykrywamy ponownie i pieczemy kolejne 20 minut.
4.      Podajemy, wcześniej pozwalając mięsu odpocząć około 10 minut.


Smacznego!

poniedziałek, 12 marca 2012

Algierskie chric.



Z niezrozumiałych dla mnie względów znów jest poniedziałek. I może łatwiej jest się z tym pogodzić, bo słońce za oknem i powietrze pachnie inaczej...? 
Do dziś nie wiem skąd bierze się fenomen drożdżowych wypieków. Niezmiennie, bez końca, praktycznie zawsze, są źródłem takiej radości i satysfakcji. Skąd to poczucie metafizyki niemal? Kiedy to po prostu zwykła chemia składników, do której przykładamy swoje dłonie? Tego nie wiem.
Wiem natomiast, że wyrabianie żadnego z ciast nie daje mi takiej radości, jak ta miękkość i gładkość drożdżowej kuli pod palcami. Tym razem udało się z niej wywróżyć algierskie brioszki z sezamem.   
Uświadamiam sobie, że nawet już same przepisywanie przepisów na drożdżowe przynosi radość. Zupełnie tak, jakbym cały ten proces przerabiała od nowa.  
Polecam Wam gorąco te brioszki. Są delikatne, mięciutkie i puszyste. Aromat wody pomarańczowej jest wyczuwalny ale nienachalny. Idealnie wyważony i sprawiający, że są takie inne.



Chrik 

Składniki:
500 g mąki
120 g cukru
1 łyżka drożdży suchych
200 ml mleka
100 g masła
1 jajko
5 łyżek wody pomarańczowej
Dodatkowo:
ziarna prażonego sezamu
żółtko (użyłam całego jajka) 

Przygotowanie:
1.       Podgrzewamy mleko. Rozpuszczamy w nim drożdże. Odstawiamy na czas przygotowania pozostałych składników.
2.      Przesiewamy mąkę do dużej miski. Mieszamy z cukrem.
3.      W mące robimy zagłębienie, do którego dodajemy roztrzepane wcześniej jajko. Zagarniamy mąkę ruchami kulistymi. Kontynuując, dodajemy mleko i na końcu roztopione masło. Całość przekładamy na stolnicę i wyrabiamy, dodając stopniowo wodę pomarańczową. Ciasto się nie klei, wyrabia łatwo i szybko. Kiedy jest już gładkie, po kilku minutach, przekładamy je do miski wysypanej mąką, przykrywamy ściereczką i pozostawiamy do wyrośnięcia, mniej więcej na 1,5-2 h, zależnie od temperatury panującej w kuchni.
4.      Po tym czasie uderzamy ciasto pięścią, wyrabiamy krótko jeszcze raz przez chwilę. Dzielimy je na 14 rónych części, z których formujemy bułeczki.
5.      Uformowane bułęczki w dużych odległościach od siebie układamy na blasze wyłożonej pergaminem. Przykrywamy ściereczką i odstawiamy w cieple jeszcze raz na około 45 minut.
6.   Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180 stopni.
7. Bułeczki smarujemy i posypujemy sezamem. Pieczemy bez nawiewu około 20 minut. Studzimy na kratce.





 Przepis pochodzi stąd.

Smacznego!

piątek, 9 marca 2012

Krem pomidorowy z bazyliowym pesto.


Marzą mi się świeże pomidory, panzanelle i bruchetta z ich dodatkiem.
Ten ich upojny zapach, który czerpią ze słońca.
Tęskni się łatwo osiągalna dojrzałość, jędrność delikatnej skórki i spływający po dłoniach sok. Mogło by już nie być wiosny, tylko to lato. Już, teraz, zaraz.

Tymczasem, trzeba sobie radzić. W ulubionym ekologicznym sklepie kupuję buraki (walka z anemią), zioła, sery, czosnek, grejfruty na nowy syrop i kilka puszek włoskich pomidorów. Nie lubię przetworów zamkniętych w puszkach, ale akurat te, na których mi najbardziej zależy, są tylko takie.

Gotuję krem, gęsty i aromatyczny. Zapach snuje się po kuchni, wędrując aż pod wycieraczkę. Kiedy wracam do domu, to właśnie on wita mnie na progu. Wciąż tu jest, był i czekał kilka godzin.

Cud-mąż mruży oczy jedząc. Smakuje mu.

Talerz gorącej zupy. Dom. Jak dobrze.  

Niech Wam się weekend uda. Odpoczywajcie i cieszcie się sobą. Posyłam Wam moc uśmiechów.




Krem pomidorowy z bazyliowym pesto 

Składniki: na 2 duże porcje
3 puszki pomidorów (po 400 g), najlepiej włoskich, organicznych
55 g suszonych pomidorów
65 g mascarpone
1 łyżka oliwy
2 duże ząbki czosnku
sól, pieprz, cukier

Na pesto:
5 dużych ząbków czosnku
30 g listków bazylii (jeden duży pęczek)
sól, pieprz
pinie

Przygotowanie:
1.       Na oliwie dusimy pokrojone drobno ząbki czosnku. Dodajemy pomidory z puszki. Gotujemy 10 minut.
2.      Suszone pomidory kroimy w dużą kostkę. Dodajemy do już gotujących się. Mieszamy. Gotujemy jeszcze 15 minut.
3.      Przygotowujemy pesto. Siekamy grubo czosnek. W moździerzu ucieramy sól z czosnkiem. Stopniowo dodajemy listki bazylii, ucierając do uzyskania kremowej konsystencji. Odstawiamy.
4.      Pomidory doprawiamy do smaku solą, pieprzem i cukrem (lub miodem bazyliowym).
5.       Pomidory miksujemy razem z mascarpone do uzyskania kremowej konsystencji.
6.      Gotujemy jeszcze przez chwilę.
7.      Przelewamy krem do miseczek. Dodajemy pesto, posypujemy uprażonymi piniami. 



Smacznego!

środa, 7 marca 2012

Do wygrania tablet BlackBerry PlayBook.



Zapewne wielu z Was korzysta i/lub publikuje swoje przepisy na platformach kulinarnych. Ja zdecydowałam się na Cooklet, który oferuje wiele ciekawych, nowoczesnych i zaawansowanych technologicznie rozwiązań.

Na początku roku zespół Cookleta wybiera 10 osób, które miały istotny wpływ na rozwój platformy i przyznaje im nominacje na Cooklettera roku. Otrzymałam jedną z nich. Dalej to już czytelnicy decydują o wyborze. Dlatego zwracam się do Was z prośbą o głosy. Jeśli uznacie, że to akurat moje pomysły kulinarne zasługują na Waszą aprobatę, głosujcie proszę tutaj. Spośród osób, które zagłosują, zostanie wylosowany tablet BlackBerry PlayBook.


Głosy można oddawać do 18 marca 2012, do godz. 23:59:59 (czasu środkowoeuropejskiego).

To ważne! Aby oddać głos należy się zalogować.



Dla informacji tych spośród Was, którzy jeszcze nie znają możliwości, jakie proponuje Cooklet dodam, że oferuje on między innymi aplikację Cooklet App, gdzie najciekawsza wydaje się możliwość bezdotykowego przechodzenia pomiędzy krokami przepisu. Szczególnie użyteczne jest to dla czytelników bloga, korzystających z laptopa w kuchni.

Jeżeli chcecie ujrzeć swoje przepisy w wirtualnej książce kucharskiej, której brakuje już chyba tylko szelestu przewaracanych kartek, polecam platformę Cooklet.

Dziś zapraszam na hiperczekoladowe ciacho. Z nutą rozmarynu i moreli. Wypróbujcie je koniecznie, jeśli jesteście fanami czekolady. Gwarantuje niezwykle intensywne doznania smakowe. Polecam gorąco.



Gâteau moelleux au chocolat, abricot et romarin

Składniki:
2 małe jajka
150 g cukru trzcinowego
100 g mielonych migdałów
250 g czekolady deserowej
120 g + 200 g konfitury morelowej
140 g masła
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
2 łyżki miodu rozmarynowego
2 łyżki oliwy
1 łyżeczka posiekanego drobno rozmarynu

Przygotowanie:
1.       Rozpuszczamy w kąpieli wodnej czekoladę, 120 g konfitury i masło. Odstawiamy do wystudzenia.
2.      Nagrzewamy piekarnik do temperatury 175 stopni.
3.      W moździerzu rozcieramy oliwę, miód i rozmaryn.
4.      Mikserem ubijamy jajka z cukrem. Zmniejszamy obroty i dodajemy czekoladę, roztarty rozmaryn, na końcu zaś migdały zmieszane z proszkiem do pieczenia.
5.      Tortownicę o średnicy 20 cm smarujemy oliwą i wysypujemy kakao. Wylewamy doń 1/3 ciasta. Na to wykładamy pozostałą konfiturę. Rozsmarowujemy na całej powierzchni. Zalewamy pozostałym ciastem, wyrównujemy wierzch, wstawiamy do piekarnika.
6.      Pieczemy 25 minut. Ciasto będzie się jeszcze lekko chybotało w foremce, ale to nie szkodzi. Wyjmujemy ciasto i pozostawiamy je do całkowitego wystudzenia.    

Smacznego!

piątek, 2 marca 2012

Make a little magic. Gofry cynamonowe.


Zapewne nie tylko ja tak mam. Pewne smaki przypisuję ściśle określonym wspomnieniom, okresom w życiu, rozdziałom, zdawało by się – zamkniętym podmuchem czasu.

Kasza manna na mleku – bardzo wczesne dzieciństwo, nasze pierwsze mieszkanie, niedzielne poranki nad dużym talerzem na zupę. Wtedy nie jadało się zup w miseczkach.

Ryż z jabłkami i cynamonem i koniecznie – dużą ilością śmietany. Tak pachniały popołudnia.

Drożdżowe bułki babci, które dziadek przywoził nam w ogromnej misce, by wystrczyło dla wszystkich.

Naleśniki ze słodkim twarożkiem, oranżada w woreczkach, woda sodowa z saturatora... mogłabym tak wymieniać, poszukując w szufladkach pamięci tamtych emocji.

Mogłabym też wrócić do niektórych z tamtych chwil, ja- nie ja. Starsza, wyższa, z nadwagą (kusi mnie, by napisać niewielką), ciemnowłosa, czy szczęśliwsza – nie wiem, doprawdy, nie wiem. Wrócić, przygotowując kaszę manną na niedzielne śniadanie. O idealnej, kremowej konsystencji, lekką i owiewającą gorącem twarz aromatem cynamonu. Potrafiłabym upiec prawie takie same drożdżówki, jak te, które piekła nam babcia. Prawie. Takie. Same.

Nie jestem do końca pewna, że wszystko, co dziś wspominam z ckliwym niemal sentymentem, było rzeczywiście tak dobre, jak to sobie dziś wyobrażam. Może tak. Może nie. Może niezupełnie. A może to po prostu  świadomość straty, poczucie bezpowrotności, są tymi specyficznymi tajemniczymi ingrediencjami, decydującymi dziś o ich wyidealizowanym smaku?

Pewnie tak. I trochę mi smutno.

Gofry. To jeden z tych przysmaków związanych ściśle z dzieciństwem. Pamiętam, że najczęściej kończyło się na wersji z cukrem pudrem. Każda kolejna pozycja na liście była droższa. A bita śmietana nie zawsze była udana. Cukier puder to wariant najbezpieczniejszy. Byle tylko wypełnił każdy z idealnie prostokątnych dołków. Kiedyś babcia, ta sama, która piekła nam drożdżówki, chcąc zrobić frajdę sobie i mnie, zamówiła nam gofry ze wszystkim. Na stojącej za ladą kobiecie zrobiło to tak ogromne wrażenie, jak gdyby zamówiła „kolejkę” dla wszystkich. Wtedy już studiowałam i to było jak spełnienie wszystkich wcześniejszych słodkich dziecięcych marzeń.

Wczoraj upiekłam gofry cynamonowe. Dzieci, moje dzieci, (to ja mam już dzieci?!) zajadały je podczas sesji. I ucieszyłam się bardzo, że tak im smakowały. Że mogę je dla nich przygotować. Bo choć moje wspomnienia z dzieciństwa wydają mi się nadzwyczaj cenne, cieszę się, że te moich dzieci będą już zupełnie inne. Niektóre z nich mogę sama zaczarować.

To pierwsze chyba typowe belgijskie gofry na blogu. Żadne wcześniej wypróbowane nie nadawały się do polecenia ich Wam tutaj. A te są wyjątkowe. Nie trzeba ich jeść na ciepło w obawie, że stwardnieją za szybko, ach ten cukier w perełkach! Bo jest go tu mniej. I ten cynamon... Moja rada – nie trzymajcie ich za długo w gofrownicy, a jeśli uznacie, że po godzinie, dwóch są jednak niezbyt miękkie, podgrzejcie je w gofrownicy króciótko.

Trafiłam ostatnio na jeszcze inny ciekawy z lektury przepis na gofry. Bez użycia cukru perełkowego. Jeśli okaże się tak dobry po spróbowaniu, zaprezentuję go Wam z czasem. Tymczasem, pozostaje nam się cieszyć, że i cukier perełkowy jest już w Polsce do kupienia, poszukajcie, wypróbujcie, bo naprawdę warto. Polecam gorąco.     




Petites gouffres à la cannelle (Gofry cynamonowe) 

Składniki: (w nawiasach podaję proporcje na ½ porcji składników, które użyłam)
500 g mąki tortowej (250g)
250 ml pełnotłustego mleka (125ml)
1 jajko (1 jajko o wadze 58 g)
10 g soli (5g)
25 g drobnego cukru (16g)
50 g świeżych drożdży (25g)
200 g masła (100g)
200 g cukru w perełkach (100g)
25 g cynamonu (9g)


Przygotowanie:
1.       Podgrzewamy lekko mleko. Rozpuszczamy w nim drożdże.
2.      Powoli miksujemy mąkę z mlekiem, jajkiem i drobnym cukrem. (Jeśli mikser się nie wyrabia, posługujemy się łyżką).
3.      Kiedy ciasto jest jednolite dodajemy miękkie masło i sól i miksujemy dalej na wyższych obrotach.
4.      Kiedy ciasto odchodzi od końcówek miksera dodajemy cynamon miksując powoli.
5.      Odstawiamy mikser. Dodajemy cukier w perełkach mieszając delikatnie i tylko do połączenia składników.
6.      Odważamy 50 g kawałki. Uzyskamy w ten sposób 12-15 małych gofrów.
7.      Układamy je obok siebie, zachowując odległości,  na stolnicy. Przykrywamy ściereczką. Pozostawiamy do wyrośnięcia na 30 minut.
8.      Pieczemy w gofrownicy wysmarowanej masłem.  




Przepis pochodzi z książki "Les secrets sucrés de Jean-Philippe Darcis".


Smacznego!

środa, 29 lutego 2012

Chleb pełnoziarnisty z żurawiną i karmelizowaną cebulką.


Budzi mnie Rachmaninoff.

Gdzie ja jestem?

Trójka dziś rano nadaje muzykę poważną. Budzi tak samo, a może nawet – przynajmniej dziś – lepiej, niż ta mniej klasyczna.

Trzy śniadania na wynos potem - spacer na przystanek autobusu szkolnego.

Jak spacer po lesie. Muzyka natury w wydaniu najbardziej klasycznym – śpiew ptaków. Kosy przewodzą w tej partyturze.

Po raz pierwszy w tym roku. Słucham i słyszę. Ciepłe powietrze głaszcze mnie po twarzy.

Czy to już?

Polecam Wam dziś przepis na bardzo smaczny chleb. To właśnie zioła i pozostałe składniki dodatkowe nadają mu tej wyjątkowości. Ma piękną barwę, jest wilgotny i długo zachowuje świeżość. Polecam gorąco.



Pełnoziarnisty chleb z żurawiną i karmelizowaną cebulką

Składniki:

Na zaparkę:
321 g mąki pszennej typu graham
406 g gorącej wody

Na zaczyn:
172 g gęstego zakwasu zakwasu (dokarmionego 10-12 godzin wcześniej)
36 g mąki pszennej chlebowej
16 g wody

Ponadto:
223 g mąki pszennej chlebowej
66 g ciepłego mleka
½ łyżeczki suchych drożdży
1 łyżeczka soli
2 łyżki suszonego tymianku
2 łyżki suszonego lubczyku
75 - 100 g suszonej żurawiny
60 g obranej i pokrojonej drobno cebuli
1 łyżka masła, 1 łyżka oliwy, 1 łyżeczka cukru

Przygotowanie:
1.       Wieczorem dnia poprzedzającego pieczenie przygotowujemy zaparkę i zaczyn. Zaparkę – mąkę zalewamy gorącą wodą. Mieszamy dokładnie (powstanie klucha, bardzo gęste ciasto), przykrywamy szczelnie, odstawiamy w kuchni. Zaczyn – łączymy zakwas, wodę i mąkę. Mieszamy dokładnie. Przykrywamy szczalnie, odstawiamy tak jak zaparkę.
2.      Następnego dnia rano podgrzewamy mleko. Rozpuszczamy w nim drożdże. Odstawiamy na 10 minut. W dużej misce łączymy dokładnie zaparkę i zaczyn. Dodajemy mleko i mąkę. Mieszamy starannie. Najlepiej drewnianą łyżką, bo ciasto jest lepkie. Przykrywamy, odstawiamy na 1 ½ godziny.
3.      Na patelni rozpuszczamy masło, oliwę i cukier. Dodajemy cebulę. Dusimy.
4.      Żurawinę zalewamy wrzątkiem, po 3 minutach dokładnie odsączamy na sitku.
5.      Do chlebowego ciasta dodajemy zioła, sól, żurawinę i cebulę. Mieszamy dokładnie.
6.      Tortownicę o średnicy 22-24 cm smarujemy dokłądnie oliwą, wysypujemy grąbą mąką.
7.      Przekładamy do tortownicy. Odstawiamy na 1 godzinę.
8.      Po tym czasie nagrzewamy piekarnik do temperatury 250 stopni.
9.      Pieczemy 10 minut, następnie zmniejszamy temperaturę do 225 stopni i pieczemy jeszcze około 40 minut. Studzimy na kratce.



Smacznego!