poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Dorsz zapiekany w koprze włoskim.


IMG_2858


Bilans weekendu 

Baaaaaardzo udane burgery gryczane z batatami i fetą (do opublikowania wkrótce) 
Udany wypiek jednych z najlepszych drożdżówek (malinowo-kokosowych) jakie ostatnio jadłam. 
Jakieś (wolę nie wnikać) 2 kg więcej na wadze (drożdżowe wypieki są moją wielką słabością…) 
oKoło 150 km przejechanych (szczęśliwie nie na rowerze) domową taksówką, w celu dowiezienia dzieciaków w miejsca znane i nieznane (zawsze są jakieś urodziny do świętowania i drużyny w głębokiej Flandrii, z którymi trzeba się zmierzyć) 
0, słownie zero, obejrzanych filmów ( "Va, vis et deviens" czeka, ale skąd tu wytrzasnąć 3 godziny???) 
Nieprzeczytana ani jedna gazeta, ani choć fragment książki, których stos piętrzy się przy łóżku.
Domowe hot-dogi zamiast porządnego niedzielnego obiadu.
Szybka powtórka historii średniowiecza.
Nauki ułamków nigdy za wiele!
Przebieżka po brokancie (niczego nie udało się upolować…)
- Dobry Ci wyszedł rosół, mamo…
Projekt posadzenia nowych kwiatów w ogrodzie ciągle w fazie realizacji…

Sporządzono w niedzielę wieczorem 19 kwietnia.

Gdyby się nad tym bliżej zastanowić wynika z tego, że głównie gotowałam, jadłam, odrabiałam lekcje i jeździłam samochodem (w sumie pewnie większość rodziców tak ma)…

Tego samego wieczoru, wracając samochodem do domu, kątem oka rejestruję bezdomnego, starszego mężczyznę siedzącego na ulicy. Cały ten żal (do kogo, skąd i po co?) i poczucie, że oto mija kolejny weekend a ja jestem tylko jeszcze bardziej zmęczona, mija. Mam do kogo wracać. Rodzinę i dom, który czeka, wygodne łóżko i łazienkę. Fotel, w którym mogę podkulić nogi i pić ciepłą herbatę w ulubionym kubku, i pomrukiwanie kota na dobranoc. Nocą nie zmarznę, będę miała do kogo się przytulić. A cała ta moja krzątanina zawsze przecież czemuś i/lub komuś służy… coś buduje…    

Polecam dziś Waszej uwadze bardzo prosty, szybki i zdrowy sposób na rybę. Wystarczy jakieś 20 minut i pyszna, aromatyczna ryba przygotowana. Poczęstowała mnie nią moja przyjaciółka z Warszawy. Ona to jest czarodziejka! Beatko, dziękuję!


IMG_2852


Dorsz zapiekany w koprze włoskim 

Składniki: na 1 porcję
ok. 200 g filetu z dorsza
1 bulwa kopru włoskiego (ok. 350 g)
1 cebula – ok. 50 g przed obraniem
sól morska, świeżo zmielony pieprz
1 łyżeczka masła klarowanego
do podania – posiekana zielona pietruszka lub lepiej – kolendra
opcjonalnie – ziarenka granatu 

Przygotowanie:
1. Cebulę kroimy w piórka.
2. Rozgrzewamy masło na patelni.
3. Cebulę delikatnie podsmażamy. W tym czasie umytego fenkuła również kroimy w piórka.
4. Pokrojony koper dodajemy do cebuli, mieszamy, podsmażamy przez chwilę.
5. Posypujemy solą i pieprzem. Mieszamy. Podlewamy odrobiną wody (kilkoma łyżkami). Zwiększamy ogień. 
6. Na gotującym się koprze układamy dorsza. Skrapiamy sosem z cytryny, posypujemy solą i pieprzem. Przykrywamy. Nasza ryba upiecze się niejako na parze. Pozostawiamy tak na ok. 10 minut, uważając, aby koper się nam nie przypalił – w razie potrzeby podlewamy go jeszcze odrobiną wody.
7. W tym czasie obieramy granat i siekamy naszą zieleninę.
8. Podajemy posypane ziarenkami granatu i zieleniną.

Uwagi:
1. Ziarenka granatu, jeżeli nie są dostępne, można pominąć.
2. Zamiast wody można użyć bulionu.
3. Obok soli i pieprzu możemy także użyć kozieradki i kolendry w ziarnach. Choć to danie w całej swojej prostocie jest najlepsze.
4. Dorsza możemy zastąpić innym rodzajem ryby.
5. Jeżeli lubicie kolendrę i macie ją pod ręką jest ona tutaj, moim zdaniem, ciekawszym dodatkiem niż pietruszka.
 
Smacznego!

wtorek, 14 kwietnia 2015

Lekki krem szpinakowy z miętą i awokado.


IMG_3035

Dzikie wiśnie sypią kwiatki. Wiatr tańczy z nimi Mendelsona. Różowe kwiecie zamiast różowych okularów. A wierzby płaczą coraz bardziej, obficiej, zieleniej. Śpiew ptaków zamiast budzika i cierpliwy snooze skowronka...

czyli znowu wiosna...

Rytuał zachwytów nad odradzającym się życiem rozpoczęty. Niedźwiedź w radiu opowiada o kwitnących na Myśliwieckiej mirabelkach. Moje kwitną tutaj, w naszym ogrodzie. Staję z głową w śliwkowym kwieciu, zwabiona zapachem i niezwyczajnym, monotonnym hałasem.
Bzzzzzz, bzzzzzzzzzzzzzzz, bzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzz. Jeszcze próbuję pochwycić je wszystkie wzrokiem, próbując najpierw realnie ocenić stan zagrożenia. Nie dostrzegą mnie, zapracowane, a tyle ich, że nie zliczę. Wieczorową porą, kiedy namawiam cud-męża, by głowę pod śliwę wetknął, sprawy mają się poważniej. To już nie pszczoły a trzmiele, grubaśne, groźne, okazałe i tak samo jak wcześniej pszczoły i my sami – zarobione.

To nagłe poruszenie, zryw w przyrodzie, dające poczucie i pewność ciągłego ruchu jest w sumie krzepiące. Oprócz nas, są jeszcze i one, no i mrówki (które co wieczór czynią ze mnie cud-gospodynię, tak dokładnie muszę wysprzątać kuchnię, by nie zwabił ich z ogrodu żaden okruszek...) A i ze snu zimowego budzić się w końcu przyszło drapieżnym futrzakom. A zatem do roboty! Jakoś łatwiej to znieść, gdy jest się częścią mainstreamu.

Czytam, zacytowane przez Małgorzatę Domagalik we wstępie do kwietniowego numeru „Pani”, słowa Ernsta Jüngera: „(...)Stawki, o które gramy żetonami, sąprzerażająco wysokie. Podobni jesteśmy do dzieci, które graja o ziarnka fasoli i nie wiedzą, że w każdym z tych ziarenek zawarte są możliwości majowych i kwietniowych cudów”. I przypominam sobie, bo tak łatwo zapomnieć o tym chłodną zimą, jak bardzo lubię maj i jak naj na niego czekam. I znowu obiecuję przeźyć go bardziej uważnie, w większym jeszcze zachwycie i skupieniu. Czy się uda? Już teraz wszystko wydaje się rozkwitać za szybko. Zupełnie jak dzieći. Kiedy stają się wyższe od ciebie, i to na boso, a twoje szpilki noszą już nie dla frajdy? Moje cuda. Lutowy, kwietniowy i lipcowy. 

Wystarczy kwadrans. Niewiele, prawda? I w dodatku - naprawdę warto. Niewiele także trzeba pracy, właściwie prawie wcale. Pyszny, kojący kolor i cudowna, kremowa konsystencja. Spróbujcie koniecznie.


IMG_3055



Lekki krem szpinakowy z miętą i awokado

Składniki: na 1 porcję
200 g świeżego szpinaku
1 ząbek czosnku
1 łyżka klarowanego masła
1 limonka
1 łyżka mascarpone
sól, pieprz
kilka gałązek świeżej mięty
½ awokado
kilka łyżek bulionu

Do podania:
kawałek dojrzałego mango

Przygotowanie:
1.       W głębokiej patelni lekko dusimy czosnek na klarowanym maśle. Dodajemy umyte i osuszone liście szpinaku. Pozostawiamy na patelni przez kilka minut, aż zmiękną. Podlewamy kilkoma łyżkami bulionu.
2.      Miksujemy. Dodajemy awokado, sok z połowy limonki, miętę  i mascarpone. Miksujemy ponownie. Doprawiamy do smaku limonką, solą i pieprzem.
3.      Podajemy z pokrojonym na kawałki mango. Dobry na gorąco, lekko ciepły lub zupełnie schłodzony.
 


IMG_3041

IMG_3049

Smacznego!

wtorek, 31 marca 2015

Waniliowy sernik z lemon curd.


IMG_2807


Kontekst takich sytuacji najlepiej znają z całą pewnością emigranci. To niemal permanentne poczucie oddalenia, dystansu. Wobec tych, wśród których przyszło nam żyć na co dzień i jednocześnie tamtych, najbliższych, pozostawionych w kraju. Świadomość, tuż po odłożeniu słuchawki, że to za mało, że nie powiedziało się jeszcze czegoś, nie zapytało o coś … Strach, gdy dźwięk dzwonka w telefonie odzywa się o niestandardowej porze, obawa o złe wiadomości stamtąd. No i w końcu – czy oni mówią nam o wszystkim, czy czegoś nie ukrywają? A co, jeśli ukrywają?  

My znamy ich życie tam. Było kiedyś i nasze. Oni słabo znają to nasze tutaj. Kiedy przyjeżdżają, to tak, jakby drugi raz w roku przeżywać Boże Narodzenie. Najpierw długie oczekiwanie i przygotowania, wystawanie w oknie, w hali przylotów na lotnisku, a potem każdy wspólny dzień, jak prezent. Kiedy chce się im pokazać nasze życie tutaj. Żeby wiedzieli, przekonali się, wreszcie – kiedy już odjadą i znowu będą za daleko – wiedzieli, o czym im opowiadamy do słuchawki telefonu.  

Właśnie przeżywamy takie drugie Boże Narodzenie… i to właśnie dlatego tak niewiele postów ostatnio się tu pojawia. Tak wiele trzeba pokazać, opowiedzieć, pobyć razem, ugotować, przygotować…  

Tak bardzo chciałabym zrealizować wszystkie pomysły na Wielkanoc, które sobie ostatnio pozapisywałam… ale wiem, że się nie uda.  

Przynajmniej ten sernik. Ale za to jaki! Wreszcie też, udało mi się w końcu wypracować idealny przepis na lemon curd. (Swoją drogą, ciekawe, kto mi go tak podjada z lodówki??? Krąg podejrzanych rozszerzył się niebezpiecznie do 7 osób – do siebie także w tej kwestii nie mogę mieć zaufania… nie zdziwiłabym się, gdyby w tym wypadku chodziło o klasyczne wyparcie…)

Sernik jest aksamitny, idealnie kremowy, wilgotny i aromatyczny, a kontrast jaki tworzy z lemon curdem może zawrócić w głowie. Nie przesadzam! Tylko pamiętajcie, nie używajcie gotowych, trzykrotnie mielonych serów w kubeczku. Użyjcie maszynki do mielenia (lub przetrzyjcie trzy razy przez sitko) i sami przygotujcie go z prawdziwego twarogu. Ten smak jest wart poniesionego wysiłku… 

Polecam gorąco!


IMG_2836
 
Waniliowy sernik z lemon curd
 
Składniki: na tortownicę o średnicy 20 cm
Na kruchy spód:
200 g kruchych ciastek typu Maria, petit beure, Digestive
85 g masła
 
Na warstwę serową:
500 g twarogu
125 g białej czekolady
2 żółtka
1 jajko
75 g cukru pudru
90 g śmietanki 20%
1 laska wanilii
 
Na lemon curd:
2 żółtka
1 jajko
2 łyżki śmietany kremówki
1 łyżka masła
2 łyżeczki skrobii
125 g cukru
skórka otarta z 3 cytryn
200 ml soku z cytryny
2 łyżeczki limoncello lub innego likieru cytrynowego (opcjonalnie)
 
Przygotowanie:
1. Przygotowujemy kruchy spód. W blenderze rozdrabniamy herbatniki do konsystencji piasku. (Możemy zrobić to ręcznie używając wałka). Dodajemy roztopione masło. Łączymy. Wysypujemy na dno i boki foremki wyłożonej papierem do pieczenia. Idealnie, jeśli jest to foremka z wyjmowanym dnem. Wyrównujemy i dociskamy do uzyskania jednolitej powierzchni. Wstawiamy do lodówki na czas przygotowania warstwy serowej.
2. Przygotowujemy warstwę serową. Rozpuszczamy czekoladę w kąpieli wodnej. Odstawiamy do wystudzenia. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 175 stopni. Do środka, na dno piekarnika wstawiamy foremkę wypełnioną wodą. W mikserze ucieramy jajko i żółtka z cukrem na kremową masę. Dodajemy do niej śmietankę i ziarenka z laski wanilii oraz trzykrotnie zmielony lub przetarty przez sito twaróg. Łączymy. Na końcu dodajemy roztopioną czekoladę. Mieszamy do połączenia. Wylewamy na ciasteczkowy spód. Pieczemy bez nawiewu, z foremką z wodą na dnie piekarnika przez ok. 105 minut. Po wyjęciu z piekarnika odstawiamy do wystudzenia.
3. Przygotowujemy lemon curd. Otartą skórkę z cytryny siekamy drobniutko. Rozcieramy w moździerzu z 2 łyżkami cukru. Podgrzewamy lekko sok z cytryny ze skórką, skrobią i limoncello, do dokładnego połączenia się składników. Odstawiamy. W miseczce ubijamy lekko jajk z cukrem. Przelewamy masę do garnuszka z sokiem z cytryny, mieszamy, dodajemy kremówkę i zimne masło. Ustawiamy z powrotem na małym ogniu. Ubijamy. Masa na początku jest jasna, ale w miarę ubijania i gęstnienia nabiera głębokiego żółtego koloru. Ubijamy do momentu aż masa będzie gęsta. Przekładamy gorącą do słoiczka, zakręcamy. Możemy przechowywać go w lodówce kilka dni. Jeżeli krem zużywamy do przełożenia, najlepiej jest to robić, gdy krem jest ciepły.
4. Wystudzony sernik polewamy przygotowanym lemon curdem. Możemy udekorować go jeszcze dodatkowo wiórkami białej czekolady.
 

Sernik1


Smacznego!

wtorek, 24 marca 2015

Ciasto od Anioła. Angel Food Cake.


IMG_2805


Zasiada z nami przy stole (może też jest łasuchem?), biegnie na autobus (a czasami za autobusem…), trzyma za rękę u dentysty, zasypia tuż obok (choć pewnie śpi niewiele, bo wciąż musi czuwać) i może też nie lubi wcześnie wstawać. Pewnie nie zawsze wstaje prawą nogą. Anioł. Anioł Stróż. Ma ręce pełne roboty, serce wypełnione dobrocią po brzegi, kieszenie pełne chusteczek, które mogą ocierać łzy bez końca. Być może przystojny a może misiowaty? Z całą pewnością trochę gapowaty (może akurat ogląda się za jakąś spodniczką?) – kiedy nie ustrzeże przed upadkiem, nie przypomni o zabraniu szalika, nie pomoże odnaleźć telefonu (no dobrze, od tego akurat jest św. Antoni…) sama też mogłabym być uważniejsza…  

Lubię myśleć o tym, że jest tuż obok. Pogadać sobie z nim w wolnej chwili. Wygłosić w myślach monolog, który poprawi nastrój, doda otuchy. Bo dobrze jest wiedzieć, ze jest ktoś, kto czuwa i jest przy Tobie. Za nim jeszcze stoją Więksi. I to dopiero jest krzepiące.  

I kiedy ostatnio w podróż samolotem wybierali się do nas rodzice przypomniałam im o tym. Pierwsze słowa taty, gdy już szczęśliwie przekroczył próg naszego domu? Anioły miały co robić! Zadziałały co najmniej dwa razy. I to jak!  

Kiedyś, (o tutaj) zastanawialiśmy się z synkiem pierwszym, jak ma na imię jego Anioł Stróż. Może Piotr? Może wcale nie jest taki, jak go sobie wyobrażam. A może liczy się tylko fakt, że po prostu jest? I działa? 

Kiedy pożyczam foremkę do ciasta mojej przyjaciółce, a potem oglądam zdjęcia cuda, które upiekła, czytam, że to ciasto od Anioła.  Uśmiecham się na myśl o tym. Ciasto od Anioła. Pięknie.  

Taki to szczególny czas, gdy te Anioły wracają w różnych rozmowach i kontekstach.  

Po raz kolejny piekę Angel Food Cake, uwielbiają go wszyscy w naszym domu. Znika błyskawicznie. Wędruje do szkoły w śniadaniówkach, rozwesela poranną kawę. Jest delikatne i lekkie jak puch, doskonale wilgotne i napowietrzone, cytrusowe w smaku. Podane z owocowym sosem prezentuje się pięknie, w sam raz na świąteczny stół. Aaa, i nie trzeba smarować foremki (a tego, nie wiem, jak wy, ale ja szczególnie nie lubię…) Jego smak robi takie wrażenie, jakby przygotowanie go było sztuką. A jest odwrotnie. Prosto i szybko.  Polecam gorąco. 

PS. Dobrze jest mieć do niego specjalną foremkę z kominkiem, na nóżkach. Nie zdążyłam (no dobrze – zapomniałam) zrobić jej zdjęcia, żeby Wam ją pokazać. Zerknijcie zatem tutaj.


IMG_2803

Angel Food Cake

Składniki: na formę z kominem o średnicy 20 cm

Na ciasto:
4 jajka
szczypta soli
1/2 szkl. mąki, przesianej
1/2 szkl. cukru pudru
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżki ekstraktu z wanilii
1/4 szklanki rozpuszczonej margaryny lub oleju*
1/4 szklanki soku z pomarańczy**
sok z 1/2 cytryny

Na sos truskawkowy:
400 g truskawek/malin/owocow lesnych
50 g cukru
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii

Przygotowanie:
1. Nagrzewamy piekarnik do temperatury  180 stopni C. Przygotowujemy formę do pieczenia z kominem***, nie natłuszczamy jej!
2. W misce miksera ucieramy żółtka z cukrem; dodajemy ekstrakt z wanilii, sok z cytryny i pomarańczy, ubijamy dalej. Następnie wsypujemy mąkę, proszek do pieczenia. Wlewamy margarynę lub olej i dokładnie miksujemy.
3. Ubijamy na sztywną pianę białka ze szczyptą soli. Przekładamy do masy żółtkowej i całość dokładnie, jednak bardzo delikatnie mieszamy aż do połączenia, po czym przekładamy do przygotowanej formy.
4. Wkładamy do piekarnika i pieczemy 45-50 minut lub do suchego patyczka****. Po wyjęciu z piekarnika odwracamy jeszcze gorące do góry nogami i pozostawiamy w tej pozycji do całkowitego wystudzenia, minimum 3 godziny.
5. Następnie przy pomocy ostrego noża oddzielamy ciasto od formy.
6. W tym czasie przygotowujemy sos owocowy. W garnuszku mieszamy truskawki/maliny (możemy użyc mrożonych owocow) z cukrem i ekstraktem z wanilii i gotujemy na średnim ogniu przez 10 minut, aż owoce zaczną sie rozpadać. Zdejmujemy z ognia i odstawiamy do ostudzenia. Miksujemy, możemy także całość przetrzeć przez sitko, aby pozbyć sie pestek. Ciasto podajemy z sosem.
 

Uwagi:
*używam oleju
** najidealniej świeżo wyciskanego soku, ale może być także z kartonu
*** Specjalna forma, która bardzo ułatwia upieczenie tego ciasta jest widoczna tutaj, można jednak użyć zwyklej formy z kominem – kładziemy wówczas odwróconą formę na kominie np. na butelce lub puszce i efekt będzie taki sam. Chodzi o to, by ciasto "powisiało sobie do góry nogami, nie dotykając blatu i w ten sposób wystygło całkowicie. Temu zawdzięcza swoją lekkość i strukturę.
****bardzo ważne, aby ciasto było idealnie upieczone, jesli takie nie będzie - może się zdarzyć, że wysunie nam się z foremki, kiedy postawimy je do góry dnem...

Przepis na ciasto był dołączony do foremki. Dziękuję Reni, która poczęstowala mnie po raz pierwszy tym ciastem i pożyczyła do wypróbowania swoją foremkę.


IMG_2801 

Smacznego!

środa, 18 marca 2015

Black bottom cupcakes Davida Lebovitza.


IMG_2782


Scroll down for the english version. 

Ostatnio slyszalam, jak cud-mąż rozmawiając z kimś przez telefon, mówił Wydaje się, że najmniejszą jednostką czasu jest tydzień. Nie pamiętamy którego dnia tygodnia coś się wydarzyło i z ledwością tylko, w którym tygodniu. Z kim rozmawiał i kiedy to było dokładnie? No właśnie, nie pamiętam już. Gdzieś niedawno, miedzy wczoraj a może inną jakąś środą.

Nie będę narzekała, że czas ucieka. Wszystkim ucieka tak samo. Za szybko.

Każdy kolejny dzień, poranek, jak kawałek ciasta. Każdy coś sobie ukroi, mając tak naprawdę ochotę na wisienkę. Takie to życie od piątku do piątku. Byle przetrwać do weekendu. I dostać swoją wisienkę. Jakby nagle przestawało być ważne, że na talerzu tylko okruszki. Wspomnienia.

Ktoś bardzo piękny i mądry powiedział mi ostatnio Przeszłość już do nas nie należy, Przyszłość dopiero będzie, a teraz mamy tylko tę chwilę.

Niby oczywiste. A jednak niedostrzegalne, niedoceniane. Jakby tyle było ważniejszych spraw. Uważność spowalnia czas. Łąpię za nogawki, uciekającego drania. 



IMG_2767


Black bottom cupcakes Davida Lebovitza 

Składniki: na 14 sztuk
210 g maki tortowej
240 g cukru (u mnie 150g)
30 g niesłodzonego kakao w proszku
1 łyżeczka sody
¼ łyżeczki soli
250 ml wody
85 ml neutralnego oleju
1 łyżka octu winnego lub jabłkowego
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego 

Ponadto, w temperaturze pokojowej:
225 g kremowego serka waniliowego
65 g cukru
1 jajko
60 g posiekanej czekolady

Przygotowanie:
1. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 175 stopni.
2. Foremki do mufinek smarujemy masłem.
3. W miseczce miksujemy serek, cukier i jajko. Dodajemy posiekaną czekoladę, mieszamy do połączenia składników. Odstawiamy.
4. W jednej misce łączymy suche składniki. W drugiej zaś miksujemy ocet, olej, wodę i ekstrakt.
5. W misce z suchymi składnikami robimy zagłębienie, do którego wlewamy wodę z olejem. Miksujemy krótko – tylko do momentu połączenia składników.
6. Foremki wypełniamy w ¾ przygotowaną masą. Na wierzchu polewamy masą serową.
7. Pieczemy 25 minut lub do momentu aż warstwa serowa zacznie delikatnie brązowieć.
8. Mufinki możemy przechowywac od 2 do 3 dni. 

David Lebovitz's Black-Bottom cupcakes  

Ingredients
For the filling:
8 ounces (225 grams) cream cheese, regular or reduced fat, room temperature
1/3 cup (65 grams) granulated sugar
1 large egg, room temperature
2 ounces (60 grams) bittersweet or semisweet chocolate, coarsely chopped  
For the cupcakes:
1 1/2 cups (210 grams) all-purpose flour
1 cup (240 grams) firmly packed light-brown sugar
5 tablespoons (30 grams) natural unsweetened cocoa powder (not Dutch-process)
1 teaspoon baking soda
1/4 teaspoon salt
1 cup (250 ml) water
1/3 cup (85 ml) unflavoured vegetable oil
1 tablespoon white or cider vinegar
1 teaspoon vanilla extract 

Procedures
1. Place a rack at oven centre; preheat to 350°F (175°C). Butter a 12-cup muffin tin, or line tin with paper muffin cups.
2. Beat together the cream cheese, granulated sugar, and egg until smooth. Stir in the chopped chocolate pieces. Set aside.
3. In a medium bowl, sift together the flour, brown sugar, cocoa powder, baking soda, and salt. In a separate bowl, mix together the water, oil, vinegar, and vanilla.
4. Make a well in the centre of the dry ingredients; stir in wet ingredients, stirring until batter is just smooth. Be careful not to over mix the batter—you'll end up with less-than-tender cupcakes.
5. Divide batter evenly among muffin cups. Spoon a few tablespoons of the fllling into center of each cupcake, dividing filling evenly as you do. This will fill the cups almost completely, which is fine.
6. Bake 25 minutes or until tops are slightly golden-brown and cupcakes feel springy when gently pressed.
7. Storage: Cupcakes will keep unrefrigerated, in an airtight container, for 2 to 3 days.

IMG_2793


Smacznego!

wtorek, 3 marca 2015

Matka Polka Kosmitka albo chrupiące ciasteczka owsiane.


IMG_2719


Czasami trzeba sobie odpuścić. Zapomnieć o kształtowaniu dobrych nawyków, zdrowym stylu odżywiania  i na chwilę stać się cool mamą. Lubię wtedy obserwować reakcje zaskoczonych dzieci, z rozdziawionymi ustami i oczami jak spodki. Z czasem takie niestandardowe zachowania matki karmicielki stają się źródłem rodzinnych żartów.  

Po jednej z niedawnych wizyt u lekarza, zagadnięta, następnie osaczona spojrzeniem kota w butach rodem z Shreka, w końcu - otulona szczelnie lepkimi rączkami, uległam/złamałam się/odpuściłam (jak zwał tak zwał) i kupiłam dziecku puszkę coca-coli z automatu.  

Kilkanaście kroków dalej złamałam się po raz drugi, kupując temuż bardzo głodnemu, ale to naprawdę, bardzo głodnemu chłopięciu – puszkę chipsów. Dziecię zaniemówiło z wrażenia, by natychmiast zapchać sobie buzię potężną dawką chipsów.  

Właśnie wracaliśmy samochodem do domu. Ja – czyli matka łamiąca zasady i on – ni mniej ni więcej, 10 latek o darze przekonywania Casanovy. Pośród pomruków zadowolenia, przeplatanych z odgłosami chrupania, rozległ się dźwięk telefonu. Nim rozmówca zdołał dojść do głosu, usłyszałam wypowiedziane głośno jednym tchem: 

- Tato, a mama kupiła mi puszkę coca-coli a potem jeszcze chipsy!

(Do dziś nie wiem czy to był klasyczny donos czy może zwyczajna chęć pochwalenia się).

- Synu! – usłyszeliśmy natychmiast. – Uciekaj! Porwała cię jakaś obca matka!

- Sprawdź, jeśli ma duże zielone ręce i wielkie, zielone, owłosione stopy – musisz uciekać! Najszybciej będzie chyba przez dach!

To by było na tyle w temacie – Jak być cool mamą…  Tak czy siak - zawsze uchodzisz za kosmitę. Ups! Kosmitkę!

Uwielbiam wszystko, co ma w składzie płatki owsiane. A najbardziej oczywiście – moją poranną owsiankę i wszelkiej maści owsiane ciasteczka. Tych ostatnich upiekłam niepoliczalne ilości. Ostatnio, z tego tylko przepisu, już przeszło sto. Zajadamy się nimi w pracy (żeby nie było, że ja sama wszystko zjadam). Polecam gorąco!

Aaaaa, przygotowałam je tez w wersji bezglutenowej – to znaczy mąkę tortową zastąpiłam zmielonymi płatkami owsianymi. Możliwe jest także zastąpienie części mąki tortowej, mąką pszenną pełnoziarnistą.
 
Chrupiące ciasteczka owsiane 
 
Składniki na około 35 ciastek:
200 g masła, w temperaturze pokojowej
3/4 - 1 szklanka drobnego cukru do wypieków
1/4 szklanki ciemnego brązowego cukru muscovado
1 duże jajko
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
1 szklanka mąki pszennej
3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
szczypta soli
2,5 szklanki płatków owsianych* 
 
Przygotowanie:
Masło i biały cukier umieścić w misie miksera i utrzeć do otrzymania jasnej, puszystej masy. Dodać cukier brązowy i kontynuować ucieranie. Dodać jajko i zmiksować. Wsypać pozostałe składniki i zmiksować do otrzymania jednolitej masy.
Blachę do ciastek wyłożyć papierem do pieczenia. Z ciasta robić kulki wielkości orzecha włoskiego (lub większe, wedle uznania), spłaszczyć je łyżką. Układać na blaszce z sporych odstępach.
Piec w temperaturze 180ºC przez około 15 - 17 minut do lekkiego zbrązowienia (piekłam 14 minut). Chwilę odczekać przed zdjęciem z blachy, potem studzić na kratce.
* Najlepsze będą płatki owsiane zwane górskimi, ale błyskawiczne też się nadają.
 
Źródło przepisu – "The best of America's Test Kitchen 2009", przepis z blogu Mojewypieki.
 
IMG_2711