czwartek, 20 sierpnia 2015

Sos ze świeżych pomidorów.


IMG_4858

Sezon ogórkowy to zupełnie nie moja domena. To królestwo moich rodziców. Spod ich czarodziejskich rąk wychodzą co roku słoje ogórków o różnym przeznaczeniu, około 150 rocznie...

Za to pomidory...! Zresztą czy można spodziewać się czegoś innego po blogu o takiej nazwie?

O zgrozo, nigdy nie było tu przepisu na najprostszy i najszybszy sos pomidorowy. Oto i on. Polecam gorąco!


IMG_4878


Sos ze świeżych pomidorów
 
Składniki:
1 kg pomidorów
2-3 ząbki czosnku
1 łyżka klarowanego masła
1 łyżka oliwy z oliwek
liść laurowy
sól morska, świeżo zmielony pieprz, szczypta cynamonu i gałki muszkatołowej
1 łyżeczka cukru lub miodu
po 1 łyżce suszonego oregano i tymianku
3 łyżki posiekanego świeżego oregano lub bazylii

Przygotowanie:
1.       Pomidory nacinamy, zalewamy wrzątkiem, odstawiamy.
2.      W tym czasie siekamy czosnek.
3.      Rozgrzewamy tłuszcz, na którym podduszamy czosnek, uważając aby nie zbrązowiał.
4.      Pomidory obieramy ze skórki, kroimy. Przekładamy na patelnię. Dusimy z zuszonymi ziołami i liściem laurowym.
5.      Kiedy sos zgęstnieje możemy go, zależnie od upodobań zmiksować, przetrzeć przez sito lub pozostawić p prostu zredukowany.
6.      Doprawiamy solą, pieprzem, cukrem, cynamonem, gałką.
7.      Na końcu dodajemy świeże zioła. Podajemy z makaronem lub przekładamy gorący do słoików, które zagotowujemy.


IMG_4851


Smacznego!

wtorek, 18 sierpnia 2015

Śniadania do łóżka nie będzie!


IMG_4838

Taka oprawa mu po prostu niepotrzebna...

Szakszuka jest doskonała w smaku. Dla mnie to także synonim letniej sielanki największej próby.
Po pierwsze dlatego, że najlepiej smakuje latem, kiedy pomidory zakorzenione w gruncie, dojrzewają w słońcu. Tylko latem mamy czas na celebrację śniadania i tylko latem taki porządny posiłek wystarcza mi za lunch i tak aż do kolacji.

Lubię ją także dlatego, że jej smak nigdy nie jest taki sam, i że zależnie od nastroju i apetytu można zmieniać jego odcienie.

Wymaga trochę czasu i pracy, jak wszystko co dobre i wyjątkowe - ale można ją rozłożyć na 2 etapy i na przykład wieczorem przygotować pomidorową bazę. Polecam gorąco!


IMG_4833


Szakszuka

Składniki: (na 2 duże porcje)
750 g - 1 kg pomidorów*
4 jajka
3-4 ząbki czosnku
1 łyżka klarowanego masła
1 łyżeczka oliwy
oregano, tymianek (najidealniej świeże)
świeża kolendra lub zielona pietruszka do podania
1 dojrzałe awokado
dla mięsożernych boczek lub szynka pokrojona w kostkę lub słupki (75g)
parmezan w płatkach lub tarty do podania
sól, pieprz, odrobina cukru/ szczypta cynamomu/ kumin/ kolendra w ziarnach**

* osobiście najbardziej lubię szakszukę z dużą ilością gęstych pomidorów, dlatego najczęściej przygotowuję ją z 1 kg pomidorów dla 2 osób, ale dobrze smakuje ona także wówczas, gd użyjemy 750 g pomidorów

**naszą szakszukę możemy doprawić po prostu solą i pieprzem. Jeśli jednak mamy ochotę - możemy użyć cynamonu, kuminu i kolendry w ziarnach, (te ostatnie ucieramy w wcześniej moździerzu). Dodatek przypraw i pozostałych składników to zresztą kwestia dostępności i smaku.

Przygotowanie:
1.      Na oliwie i klarowanym maśle podduszamy drobno posiekany czosnek.
2.     Pomidory nacinamy, zalewamy wrzątkiem, po chwili obieramy ze skóry. Kroimy w kostkę.
3.     Przekładamy na patelnię, do czosnku. Dusimy przez kwadrans - aż pozbędziemy się nadmiaru wody. Doprawiamy solą, pieprzem, cukrem, cynamonem i ziołami. Kiedy pomidory się niemal całkowicie rozpadną a sos będzie gęsty robimy w nim zagłębienie, do którego wbijamy jajko, czynność powtarzamy z pozostałymi jajkami.
4.      Posypujemy je solą i pieprzem, przykrywamy pokrywką - aby białko szybciej się ścięło.
5.      W czasie redukowania sosu obieramy awokado, siekamy kolendrę, ewentualnie kroimy szynkę lub boczek. (Boczkiem podsmażonym wcześniej na patelni możemy posypać szakszukę przed podaniem lub też dusić razem z pomidorami, wedle uznania).
6.      Kiedy jajka się zetną posypujemy całość kolendrą, parmezanem oraz pokrojonym awokado. Opcjonalnie - grzankami czosnkowymi. Podajemy natychmiast.
 

IMG_4832

Smacznego!

piątek, 14 sierpnia 2015

Błyskawiczny sernik na zimno. Bez żelatyny.


IMG_4987


Wystarczy dokładnie wbić słupki. Osypać wzgórki piasku na całej długości. Taki parawan zapewni spokój na wiele godzin. Wyznaczy granice terytorium. Ochroni. Będzie punktem odniesienia, gdy schodzisz ze ścieżki wśród wydm. Twoją plamą kolorów w piaskowej przestrzeni.

Jeszcze przed wyjazdem oglądam zdjęcia z plaży w Łebie. Usianej parawanami jak wydmy rokitnikiem. Walczy się tutaj o każdy centymetr przestrzeni jak o leżak nad chorwackim basenem. I dziwię się.  

Ale teraz rozumiem. Bo wieje. Bo wiem, że cały ten kram nie byłby mi potrzebny, gdybym od wiatru odgradzać się nie musiała. Od ludzi nie muszę. Nawet jeśli kultura języka naprawdę poraża.

I tak sobie myślę. Czy to tylko ten wiatr tak nagle zmienił nasze zwyczaje? Że tylko się odgradzamy? Wytyczamy terytoria? (Kiedy byłam mała trzeba było tylko usypać zagłówki z piasku energicznymi ruchami patykowatych nóg - no dobra, już wtedy nie były patykowate…) I tak to już będzie?

Otuleni spokojem naszego parawanu zostajemy na plaży do ósmej. I wciąż jest ciepło. Nie pamiętam kiedy ostatnio siedziałam tu tak długo. Ale jest tak dobrze. Po prostu dobrze. Szum fal ogłusza i jednocześnie kołysze. A one wciąż wracają. Wypatruję oczy po niespokojny horyzont. Mogłabym tak godzinami.


Widziałam już tyle plaż, wybrzeży, mórz. A jednak to jest tylko jedno. Polskie morze. Tylko z nim czujemy tę więź, która zmienia perspektywę. I przyciąga. A my tęsknimy. I wracamy. Może kiedyś w końcu wrócimy na dobre?

Przepis Lorny na ginger and lime cheesecake przekazała mi Ewa. Wielkie dzięki, Ewcia! Jest tak genialnie prosty i łatwy w wykonaniu, że listy składników nie musiałam zapisywać a przygotowałabym go o każdej porze dnia i nocy (oczywiście tej najchłodniejszej).  


IMG_4969


Błyskawiczny sernik na zimno (Ginger and lime cheesecake)

Składniki:
500 g mascarpone
40 g cukru pudru
2 limonki (lub cytryny)
200 g herbatników (w oryginalnym przepisie - imbirowe, ja używam speculoosów)
70 g masła

Przygotowanie:
1. Rozpuszczamy masło. Rozkruszamy herbatniki w blenderze, łączymy z masłem.
2. Wykładamy powstałą masą spód i boki foremki o średnicy 20 cm. Ja używam foremki o większej średnicy 24-26 cm, do tarty.
3. Obieramy skórkę z 1 limonki lub cytryny. Sok z 2 limonek/cytryn* łączymy ze skórką i cukrem, dodajemy do mascarpone, mieszamy delikatnie tylko do momentu połączenia.
4. Przekładamy n ciasteczkowy spód. Wstawiamy do lodówki. Po 1 godzinie jest gotowy. Przechowujemy w lodówce.

*limonki są mniej soczyste, jeśli je użyjemy możemy spokojnie wycisnąć sok z obu. Jeżeli używamy cytryn, warto spróbować masy po dodaniu soku z 1 cytryny - aby poziom kwaśności odpowiadał naszemu podniebieniu i dopiero potem dodać pozostały sok lub jego część.

IMG_4962





Smacznego!

środa, 12 sierpnia 2015

Banoffee ice cream. Błyskawiczne lody bez maszyny.


IMG_4925
 

Tuż przed snem, ale wciąż w lepkim cieple wieczoru, napełniam dzbanki zimną wodą i zaparzam dużo zielonej herbaty. Wszystko ląduje w lodówce, w oczekiwaniu na kolejny gorący dzień. Jeszcze tylko lód do pojemników w zamrażarce i banany. Pokrojone na plastry układam na tacce. Rano będzie z nich pyszny lodowy deser. Błyskawicznie i słodko.
 Zmrożony i zmiksowany banan to genialna baza do wszelakich lodowych wariacji w czasie upałów. Połączone z kruchymi ciastkami, krówką i czekoladą to jedna z możliwości. Polecam! O zgrozo… Gorąco!  
 
 
 
IMG_4951IMG_4923


Banoffee ice cream 

Składniki: (na 2-3 porcje)
4 banany
2 łyżeczki soku z cytryny
4-6 łyżek masy krówkowej lub kremowego solonego karmelu
50 g gorzkiej czekolady
60-80 g ciasteczek petit beurre lub digestive 

Przygotowanie:
1.       Na minimum 2-3 godziny wcześniej lub - najlepiej - dzień wcześniej, kroimy banany w plasterki 1 cm, rozkładamy na tacce, skrapiamy sokiem z cytryny, by nie ściemniały  i wstawiamy do zamrażarki.
2.      Zamrożone banany miksujemy na gładką masę*.
3.      Do szklaneczek wysypujemy pokruszone ciastka, nakładamy banany , polewamy masą krówkową i posypujemy tartą czekoladą. Podajemy natychmiast. 

*do miksowanych bananów możemy dodać odrobinę masy krówkowej


IMG_4934

Smacznego!

środa, 5 sierpnia 2015

Gotowe w 15 minut! I w sam raz na upał…

 
IMG_4895


Ogarnęło mnie tak wielkie kulinarne lenistwo, że słów i składników brakuje...

Kiedy wracamy z pracy taka sałatka to jedyny nasz posiłek spożywany w domu w tygodniu.

Wystarcza kwadrans. Do tego - wracają wspomnienia. Naszych studenckich wypadów do Bramy Portowej na sałatkę i wyciskany sok z pomarańczy. Rujnowało to nasz studencki budżet, za to smak i tamte chwile, pozostały do dziś. Bezcenne.

Kiedy zostaje nam teraz pieczywo, które normalnie przerobiłabym na bułkę tartą, przygotowuję z niego grzanki czosnkowe. Duże zapasy - gotowe do użycia w każdej chwili. Twarde pieczywo kroję w kostkę i pozostawiam odkryte, by wyschło. (Tu akurat można pochwalić upał). Kiedy jest wysuszone, zamykam je szczelnie w puszce. Kiedy potrzebuję grzanek do sałatki, czy zupy - wyjmuję je i wrzucam na odrobinę klarowanego masła z przetartym czosnkiem i ziołami na patelni. Pozostawiam tak, mieszając, aż zrobią się chrupiące. Żadna filozofia a ile smakowitej radości!


IMG_4896

Sałatka z pomidorami i serem

Składniki:
2 garści sałaty
12 pomidorków koktajlowych
płatki parmezanu
80-100 g sera pleśniowego typu Lazur
orzechy lub pestki dyni/słonecznika
pokrojona w paseczki szynka (można pominąć)
grzanki

Opcjonalnie:
jajka na twardo, papryka czerwona i zielona, awokado, piórka czerwonej cebuli, oliwki

Na sos:
8 łyżek oliwy z oliwek
2 łyżeczki musztardy
1 łyżeczka soku z cytryny
1 łyżeczka płynnego miodu
ząbek czosnku (kiedy nie mam czasu - pomijam)
posiekane lub suszone zioła (także można pominąć)
1 łyżka wrzątku (sos będzie wówczas bardziej kremowy)

Przygotowanie:
1. Przygotowujemy sos. Wszystkie składniki oprócz wrzątku umieszczamy w małym słoiczku. Zakręcamy go dokładnie. Energicznie potrząsamy. Dodajemy wrzątek, wstrząsamy ponownie. Gotowe.
1. Sałatę myjemy, osuszamy, rozkładamy na talerzu.
2. Posypujemy je szynką, orzechami lub ziarnami. Układamy pokrojone pomidorki i ser. Posypujemy parmezanem i grzankami. Polewamy sosem.



IMG_4901
 
IMG_4920


Smacznego!

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

O tym, jak zostałam wiedźmą. Muszle z ziołową ricottą i pomidorami.


IMG_4721


- Czuję się przy tobie, jak Jaś. Ten z Jasia i Małgosi... – usłyszałam dziś przy śniadaniu.
- ??? – stać mnie było jedynie na rozdziawienie buzi w fatalnym osłupieniu.
- Ale ty jestes najpiękniejszą wiedźmą pod słońcem! 

To ostatnie stwierdzenie było, jak sądzicie? 

Bo ja waham się pomiędzy:
a. komplementem najwyższej próby
b. próbą błyskotliwego wybrnięcia z popełnionego już w pierwszych słowach faux pas
c. prawdą w najczystszej postaci 

Trzeba by zapytać autora, co miał na myśli, ale w obawie, że zabrnie dalej, pozostawiam pytanie otwartym. 

Kontekst sytuacji pozwala mi jednak przypuszczać i/lub mieć nadzieję, że chodziło zwyczajnie o to, iż tak dobrze gotuję (patrz tu – tuczę małżonka swego, schlebiając jego naturze smakosza). Gdybyż to jednak było prawdą! Mówimy o facecie, który nigdy nie jest głodny, a nawet jeśli jest to Ci tego ani nie powie, ani sama się nie domyślisz, bo nie okaże wówczas chatakterystycznej nerwowości, zjada prawdopodobnie tyle, co jego 12 letnia latorośl i ma figurę młokosa. 

No, to sobie użyłam! 

Ale szakszuka mu smakowała! 

I muszle z ziołową ricottą, w trakcie konsumcji których odbyła się powyższa wymiana komplementów (jak sądzę i ciągle mam nadzieję na tę wersję zdarzeń) także, i to bardzo.  

Najbardziej lubię gotować nie czując presji. (A czy jest ktoś, kto lubi?) Ani czasu ani domowników. Zupełnie tak, jakby spokój, który temu towarzyszy, był niezbędnym składnikiem przygotowywanego posiłku. Bo przecież jest, istotnie.  

Zdjęcia robione były na gorąco, bez aranżacji, przygotowań. Żywioł. Mam nadzieję, że jednak zachęcą. Bo smakowały wybornie (muszle – nie zdjęcia). Koniecznie do zrobienia wtedy, gdy bogactwo świeżych, dojrzałych pomidorów i aromatycznych ziół. Polecam gorąco!


IMG_4703


Muszle z ziołową ricottą i pomidorami 

Składniki:
15 muszli (ok. 250 g)
500 g ricotty
kilka gałązek świeżej mięty, oregano i bazylii
1 łyżeczka suszonego tymianku
sól, pieprz
skórka otarta z 1 limonki
2 łyżeczki soku z limonki
parmezan 

Na sos:
750 g pomidorów (3 duże)
sól, pieprz, cukier
3-4 ząbki czosnku
2 łyżki masła klarowanego
1 łyżka oliwy 

Przygotowanie:
1.       Przygotowujemy sos. Pomidory zalewamy wrzątkiem. Pozostawiamy na kilka minut. Zdejmujemy skórkę. Kroimy w kostkę. Na patelni rozgrzewamy masło z oliwą. Siekamy drobno czosnek. Dusimy delikatnie, uważając, aby czosnej się nie przypalił – będzie wówczas gorzki w smaku. Dodajemy pomidory z całym sokiem powstałym podczas obierania i krojenia. Mieszamy. Zwiększamy ogień, podduszamy. Doprawiamy.
2.      W tym czasie muszle zagotowujemy w osolonym wrzątku przez 5-7 minut. Odcedzamy, przelewamy zimną wodą. Odstawiamy.
3.      Posiekane zioła łączymy ze skórką, sokiem z limonki, tymiankiem i ricottą. Doprawiamy. Odstawiamy.
4.      Piekarnik nagrzewamy do temperatury 190 stopni.
5.      Na dno naczynia żaroodpornego wylewamy łyżeczkę oliwy i 2 łyżki sosu pomidorowego. Muszle nadziewamy obficie ricottą i układamy na dnie naczynia.
6.      Całość zalewamy sosem pomidorowym i posypujemy płatkami parmezanu. Przykrywamy. Wstawiamy do piekarnika. Pieczemy 30 minut.
7.      Po tym czasie odkrywamy i pieczemy jeszcze 10 minut. Podajemy.


IMG_4717
 
Smacznego!

wtorek, 28 lipca 2015

Filmowe lato.



Pomysł, by latem, kiedy nic nie jest takie jak na co dzień, (no, może z wyjątkiem obowiązku chodzenia do pracy) robić tylko to, na co a. ma się ochotę, b. i nigdy nie ma czasu wydaje się genialny w swej prostocie. Lubimy prostotę. Więc dzisiaj będzie o filmach, które oglądamy wieczorami. Polecam.

"Wierny ogrodnik" (The Constant Gardener)
reż. Fernando Meirelles
Chiny, Niemcy, USA, Wlk. Brytania 2005

Po pierwsze - bardzo lubię Ralpha Fiennesa. Zaintrygował mnie także tytuł. Tyle wystarczyło na początek. Nie zawiodłam się. Kto powiedział, że latem ogląda się tylko lekkie filmy?



"Zacznijmy od nowa" (Begin again)
reż. John Carney
USA 2013

Koniecznie zobacz – bardzo fajny film – powiedziała koleżanka. Często polegam na zdaniu tej koleżanki. I dobrze. Bo warto było. Naprawdę. Nawet jeśli nie przepada się za grą Keiry Knightley.
 


"Spódnice w górę" (Sous les jupes des filles)
reż. Audrey Dana
Francja 2014

OK, tytuł jest fatalny. Wiele recenzji także. Choć ogólnie są skrajne – od zachwytów po miażdżącą krytykę. A ja się dobrze bawiłam. Może to truizm, ale dystans jest w życiu bardzo potrzebny. I momenty były ;-) komiczne, oczywiście…



"Zakochany Paryz" (Paris, je t'aime)
reż. Gérard Depardieu, Emmanuel Benbihy, Joel Coen, Wes Craven, Gus Van Sant, Alexander Payne, Bruno Podalydès, Gurinder Chadha, Frédéric Auburtin, Christopher Doyle, Alfonso Cuarón, Richard LaGravenese, Isabel Coixet, Ethan Coen, Sylvain Chomet, Olivier Assayas, Vincenzo Natali, Walter Salles, Oliver Schmitz, Nobuhiro Suwa, Daniela Thomas, Tom Tykwer, Nadine Eïd
Francja, Niemcy, Szwajcaria, Liechtenstein 2006

Nawet Francuz powiedziałby, że niektóre z opowieści są décalé. Nie sposób się z tym nie zgodzić. Nam spodobał się sam pomysł. I oczywiście, nie wszystkie nowele przypadły nam do gustu.  Ale znaleźliśmy wśród nich kilka naprawdę pięknych perełek.



"Wypisz, wymaluj... miłość" (Words and pictures)
reż. Fred Schepisi
USA 2013

Stanęłabym po stronie words, nie images. Kto obejrzał/obejrzy ten zrozumie. Świetne dialogi i kilka scen zatrzymujących oddech (i łyżkę z lodami w połowie drogi do ust). Czy można chcieć czegoś więcej w zachmurzone letnie popołudnie?



"Witaj, muszę lecieć" (Hello I Must be Going)
reż. Todd Louiso
USA 2012

Ta pogubiona, rozżalona dziewczyna spodobała mi się od pierwszej sceny. Przyjemnie było obejrzeć ten film. Niespieszny, zabawny chwilami, skłaniający do refleksji. W prostocie siła. Z całą pewnością Ci, którzy mają za sobą doświadczenie rozwodu, spojrzą na niego z innej perspektywy, ale nie wątpię, że przychylnym okiem.
 


"Między wierszami" (The words)
reż. Brian Klugman, Lee Sternthal
USA 2012

Lubię opowieści o pisarzach, twórcach, niemocy twórczej i próbach radzenia sobie z nią. Poza wszystkim to ciekawa historia, nawet jeśli z lekka przewidywalna.
 

"W kręgu miłości" (The Broken Circle Breakdown)
 rez. Felix Van Groeningen
Belgia, Holandia 2012

Film dla ludzi mieszkających w Belgii ma dodatkową wartość. Być może jedyną. Nie mam ochoty obejrzeć go kiedyś znowu. Ale nie żałuję, że go widziałam. Potraktowałam jako przestrogę (ciekawe czy ktoś z Was także?) choć zapewne nie taki był zamysł twórców.


piątek, 24 lipca 2015

Owsiane trele morele.


IMG_4124


40 minut krótszy…

Dzień.

A przecież nie jak co dzień. Bo wakacyjny. Letni. Chciałoby się robić głupstwa. Szaleć. Śpiewać. Tańczyć na wietrze...

I wieczorami ciężko zasnąć, bo tego dnia właśnie szkoda.

A rano wstać ciężko, jak co dzień.

Za to na weekend czeka się z jeszcze większym wytęsknieniem.

Mało mnie tu. Ale Was pewnie też. Wszyscy są gdzie indziej niż zwykle. I dobrze. I pięknie.

Bo kiedy już ten weekend przyjdzie, wciąż cała masa planów do realizacji. Jak choćby wyprawa motorowa nad morze (obrabiam zdjęcia od kilku dni a tekst to się chyba będzie musiał sam napisać), o której już wkrótce. Na najbliższy zaś zaplanowaliśmy dżem session – nasza śliwa obrodziła tak obficie po raz pierwszy od 8 lat (tyle się znamy). Słoiki – w ruch. Drabina z szopy i działamy.

Po drodze są jeszcze owsiane trele morele. Nasze ulubione chrupiące ciastka owsiane (przepis tutaj) piekę w foremkach na tarteletki i babeczki i przekładam morelowym dżemem z wanilią. Pyszności.

Jeżeli szukacie więcej przepisów na morele polecam cake aux abricot fondants, pyszny deser apricot fool, morelową tartę Tatin, cynamonowe ciasto z morelami albo tez morelowe coulis do jagnięciny z rozmarynem.


IMG_4112


Dżem morelowy z wanilią 

Składniki:
500 g moreli
4 łyżki likieru morelowego (można użyć w zastępstwie brzoskwiniowego, cydru lub żubrówki)
3-4 łyżki cukru trzcinowego jasnego
laska wanilii (pasuje tu świetnie – ale można pominąć)
 
Można również użyc likieru Amaretto, wówczas wanilię zastępujemy ziarnem Tonki.

Przygotowanie:
1. Morele pozbawiamy pestek, kroimy na ósemki.
2. Na wysokiej patelni wylewamy likier, dodajemy cukier, mieszamy do rozpuszczenia. Zwiększamy gaz, odparowujemy krótko – nie dłużej niż 5 minut. Dodajemy ziarenka wanilli i laskę.
3. Dodajemy morele. Mieszamy. Gotujemy około kwadransa, zależnie od konsystencji, jaką chcemy uzyskać. Gorący przekładamy do słoików. (Laskę wanilii możemy pozostawić w słoiku). Słoiki zagotowujemy.  
 

IMG_4106
 
Smacznego!

wtorek, 14 lipca 2015

Must eat in Brussels. Ergon.

IMG_3928



Do kuchni greckiej ma szczególną słabość. To pewnie przez te wszystkie wspomnienia i sentymenty. Ergon to stosunkowo nowa restauracja w Brukseli. Mam nadzieję, że uda się utrzymać poziom, który udało im się osiągnąć. Jeśli jeszcze tam nie byliście, zajrzyjcie koniecznie. Za jakość i smak gotowa jestem ręczyć głową. Do tego własną…
 
Wybaczcie, że zdjęć naparstek, ale z racji prawa i dobrego obyczaju, szanujemy prywatność osób zgromadzonych w lokalu.
 
Ergon
Działa ledwie od października 2014 roku, a już ma wielu naprawdę zagorzałych fanów – do których mam okazje się zaliczać. Restauracje z kuchnią grecką, nie wiedzieć czemu, zawsze prezentowały się z lekka kiczowato. Te same zgrane kolory i rekwizyty, a i z kuchnią bywało różnie. Powodów dla popularności Ergona nie trzeba specjalnie szukać. Karta prezentuje się tak, że chciałoby się zamówić wszystkie proponowane dania. Kiedy już wylądują na Twoim stole – zaskakują prezentacją i smakiem. To zdecydowanie pyszna, nowoczesna kuchnia grecka. Kreatywna, lekka, inspirująca. Bazująca na świetnej jakości składnikach. Jedynym minusem może być fakt, że lokal nie jest klimatyzowany, co przy upale, który na szczęście nie zdarza się w Brukseli często, może być trudne do przełknięcia. Na zewnątrz 4-5 stolików dla 2 osób. Niewiele, choć to nie zarzut. Jeśli wybieracie się tam na lunch – warto wcześniej zarezerwować stolik lub być punktualnie w południe, godzinie otwarcia restauracji. Zamawiana woda, lemoniada czy kawa – wszystko prosto z Grecji, co cenne, bo można odnieść wrażenie, że przekraczając próg restauracji ruszamy w stronę Hellady. Fajnie, że kupimy tu greckie cuda zaklęte w słoiki – pikle, syropy, miody (tymiankowy, piniowy, pomarańczowy), herbaty, zioła, kawy, oliwki.  
Ergon to także historia rodzinnej firmy z Thessalonik, zajmującej się kulinariami od 3 pokoleń, która postanawia zająć się promowaniem unikalnych greckich produktów. Wszystko z poszanowaniem tradycji i we współpracy z lokalnymi producentami. Zaczęło się w 2008 roku wprowadzeniem na rynek miodu sygnowanego marką Ergon. W 2011 otwarto pierwsze delikatesy Ergon, kilka miesięcy później restaurację. Mam nadzieję, że panujący kryzys nie zaszkodzi marce.


ERGON
Rue du Parnasse 1, 1050, Ixelles (okolice Place du Luxemburg)
Otwarte pn-pt 12:00-16:00 & 18:00-22:30, sob 13:00-16:00 & 18:00-22h30

 
IMG_3935
 
Smacznego!

poniedziałek, 13 lipca 2015

Must eat in Brussels. Little Tokyo.


IMG_3944



Nagle okazuje się, że prawie wcale nie trzeba robić zakupów. Ani gotować obiadków. Chce się za to wychodzić, bywać, zasiedzieć się tam, gdzie do tej pory zawsze spieszyło się do domu. Wakacje to stan umysłu.  
 
Oto początek cyklu opisującego nasze ulubione miejsca w Brukseli.  
 
Little Tokyo
Nie Japonia cała a ledwie Tokio. Nie kuchnia japońska a fusion, z japońskim twistem i świeżością. Taki to koncept króluje w menu Little Tokyo. (Wydaje się, że to ma sens. Szczególnie, jeśli Tokio przyznać pałeczkę pierwszeństwa w sporze o to, gdzie znajduje siękolebka światowej już sławy pierożków gyoza). W karcie nie znajdziecie sushi, ale też nie ma potrzeby ich tam szukać. Każda z propozycji zapowiada sięinteresująco. Jest prosto, klasycznie acz kreatywnie. Wszystko podane pięknie, zgodnie z charakterem miejsca. Do spróbowania koniecznie: grillowany bakłażan, podawany ze skórką pomarańczową, kolendrą i płatkami z mięsa tuńczyka bonito (aubergine ponzu, zestes d'orange, coriandre, bonito flakes) czy – zwłaszcza w gorące dni - Udon (chłodnik) z warzywami, shitake, szczypiorkiem i marynowanymłososiem oraz oczywiście własnej produkcji pierożki gyoza. Latem warto przysiąść przy stolikach na zewnątrz lokalu, w słonecznym centrum placu Św. Bonifacego. Zadrzeć głowę w stronę fasad w stylu art-nouveau, popijając przygotowywaną na miejscu (dziś to już standard tyle, że tutaj - niesłodzony, co cenne) herbatą na zimno czy modnym włoskim (sic!) spritzem. Delektowanie sięprzychodzi tu łatwo. Obsługa przemiła, aktywna, szybka. Wnętrze lokalu urządzone z prostotą i lekkością, nowocześnie i jednocześnie przytulnie. Ceny przyjazne. Zajrzyjcie koniecznie. Naprawdę warto.

Little Tokyo
15 rue Saint Boniface, 1050 Ixelles
02 513 48 41 -
http://www.littletokyo.be/
Otwarte wt-czw. 12:00-23:00, pt-sob. 12:00-23:30


IMG_3947


IMG_3953

IMG_3955

IMG_3959
 
Smacznego!