czwartek, 29 stycznia 2015

Chocolate Cherry Gluten Free Cookies.


IMG_1969

Jakoś mi nie szkoda (choć z całą pewnością powinno) upływających dni stycznia. Tej buro-szarości, niby-zimy, niby-jesieni, braku słońca i zieleni, która mogłaby wszystko ożywić. Ale jeszcze nie teraz. Humor poprawiają nam cytrusy i czekolada. Dobre filmy, o których wkrótce, i oczywiście lektura (tę ostatnią muszę sobie jakoś w głowie poukładać). Staram się cieszyć wydłużającą się jasnością dnia, awanturami ptaków w parku, uśmiechem dziecka, nawet jeśli mocno zasmarkany to młodzieniec. 

Świadomość życia właściwie od piątku do piątku gorzka. Próby zmiany takiego stanu rzeczy na razie (oby tylko!) skazane na klęskę. Może z wiosną znajdziemy antidotum?

Choćbym nie wiem jak wiele nie upiekła tych ciastek znikają niepostrzeżenie i zawsze jest ich za mało. Mają w sobie tę kojącą  i uzależniającą słodycz. Z kawą, mlekiem, przed snem (o zgrozo!), po pracy, na śniadanie (no comments) - w każdej chwili i czasie. Spytajcie cud-męża. Polecam gorąco!


IMG_1988



Chocolate Cherry Gluten Free Cookies

Składniki: na ok. 30 sztuk
35 g mąki ziemniaczanej
70 g mielonych migdałów
35 g niesłodzonego kakao w proszku
¼ łyżeczki soli
¼ łyżeczki proszku do pieczenia
150 g czekolady 55-65%
30 g masła
110 g brązowego cukru
2 jajka
80 g czekoladowych groszków (można użyć posiekanej czekolady 65% zawartości kakao)
2 łyżki likieru wiśniowego
60 g suszonych wiśni
1 czubata łyżka konfitury wiśniowej

Przygotowanie:
1. Suszone wiśnie przelewamy wrzątkiem na sitku. Przekładamy do miseczki, zalewamy likierem wiśniowym. Odstawiamy.
2. Łączymy mąkę, migdały, kakao, proszek do pieczenia i sól. Odstawiamy.
3. W kąpieli wodnej rozpuszczamy czekoladę z masłem.
4. Ubijamy jajka z cukrem na puszystą, jasną i kremową masę.
5. Rozpuszczoną czekoladę i konfiturę dodajemy do masy jajecznej, łączymy. Następnie wsypujemy połączone wcześniej sypkie składniki, łączymy starając się nie mieszać więcej niż to konieczne.
6. Dodajemy czekoladowe groszki i suszone, namoczone w likierze wiśnie, mieszamy.
7. Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni.
8. Na blachę wyłożoną papierem do pieczenia wykładamy ciasto (porcje nabieramy łyżeczką). Formujemy w ten sposób kulki, których nie spłaszczamy.
9. Pieczemy 8-10 minut, wówczas uzyskujemy efekt brownie. Oczywiście wiele zależy od naszego piekarnika. Po 8 minutach ciastka w środku są zupełnie miękkie. Tak właśnie ma być. Wyjmujemy je z piekarnika, papier z ciastkami przekładamy na kratkę do wystudzenia. Ciastka zyskają w tym czasie należytą konsystencję.


IMG_1993





środa, 14 stycznia 2015

Jak mus to ... moussaka.


IMG_0711


Marzy nam się Grecja. Pamiętam jeszcze, naszą pierwszą tam podróż, lata temu. I jej niesamowite smaki. Tak jak wieczorem marzy się włochaty koc, ciepło kominka i gorrrrrący trunek. Konkretnie, intensywnie. By jakoś sobie co ś zrekompensować. Coś znajdzie się zawsze, czy się tego chce, czy nie. Półgodzinne oczekiwanie na infolinii w szpitalu, spóźniony pociąg, zapomniana czapka, klucze od domu, samochodu (niepotrzebne skreślić) …Marzenia o wakacjach potrzebne są dla równowagi w zaganianej codzienności. Także nimi przy tym kominku można rozgrzewać wyobraźnię. Planujemy sobie, podsyłamy linki, szukamy czegoś dla nas. I jak zwykle, różnimy się oczekiwaniami. Jakoś pewnie dojdziemy do porozumienia.

Tymczasem sięgam po czekoladę i usiłuję sobie przypomnieć, kiedy ostatnio widziałam słońce. Zachodzę w głowę, jak to jest, że przy takiej wichurze nic nie jest w stanie przegnać tych gęstych, ciężkich jak miedź chmur. Gorzej się śpi, jeszcze gorzej wygląda, taka ta zima nie-zima. Dobrze, że dni są dłuższe. No i że czasami można usłyszeć w słuchawce:
-Masz ochotę na szarlotkę?
- Ba!
- To chodź szybko.
Moussakę polubiły o dziwo nasze dzieciaki. Przygotowałam ja na jedno ze spotkań ze znajomymi. Dały się namówić i od tej pory mam kłopot. Musze ją przygotować co jakiś czas w dużej ilości i zamrażać na później, żeby wystarczyło, kiedy przyjdzie "mus". I nawet niespecjalnie wydłubują ze środka plastry bakłażana. Zresztą, w dni takie jak ten, trudno wyobrazić sobie coś lepszego, chyba tylko wegetariańską jej odmianę, którą uwielbiam.

Polecam gorąco.


IMG_0713

Moussaka 
 
Składniki:
2 cebule, drobno posiekane
6 ząbków czosnku
1 kg przetartych pomidorów (użyłam przetartych pomidorów i pomidorów bez skórki bio z kartonika)
1 kg mielonego mięsa (Grecy użyją jagnięciny, ja użyłam wołowiny, można także użyć mięsa wołowo-wieprzowego)
2-3 bakłażany, zależnie od wielkości
900 g ziemniaków, nierozpadających się (waga po obraniu)
½ łyżeczki cukru
1 łyżeczka suszonego oregano
½ łyżeczki cynamonu
½ łyżeczki ziaren kopru włoskiego
¼ łyżeczki mielonego kuminu
sól i świeżo mielony pieprz, do smaku
oliwa z oliwek (nie z pierwszego tłoczenia, najlepiej grecka), do smażenia bakłażana i mięsa 
Na beszamel:
40 g mąki
40 g masła
½ l mleka
szczypta gałki muszkatołowej
sól i pieprz, do smaku 
Ponadto:
żółty ser do posypania
 
Przygotowanie:
1. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni.
2. Myjemy, osuszamy bakłażany. Kroimy je w cienkie plasterki – ok 3 mm. Smarujemy oliwą i posypujemy solą i pieprzem. Układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy 10 minut. Przewracamy na drugą stronę, smarujemy ponownie, posypujemy solą i pieprzem, pieczemy kolejne 10 minut.
3. W tym czasie kroimy w plasterki grubości max. 5 mm ziemniaki. Gotujemy je w osolonej wodzie 15 minut. Odcedzamy.
4. Na dużej patelni podsmażamy na oliwie cebulę, gdy się zeszkli dodajemy czosnek, a następnie mięso mielone, sól, pieprz oraz pozostałe przyprawy. Smażymy, rozdrabniając widelcem mięso. Przekładamy je do większego garnka.
5. Mięso w garnku zalewamy pomidorami, gotujemy na wolnym ogniu, bez przykrycia ok. 45 minut (im dłużej tym lepiej). Dodajemy cukier, doprawiamy jeszcze, wedle uznania.
6. Dno żaroodpornej, dość wysokiej formy wykładamy kolejno: warstwą wszystkich ziemniaków ułożonych ściśle jeden przy drugim, warstwą połowy mięsa, warstwą połowy bakłażanów, pozostałego mięsa i reszty bakłażanów.
7. Przygotowujemy sos beszamelowy. W głębokiej patelni roztapiamy masło, dodajemy mąkę, mieszamy do powstania papki. Wlewamy zimne mleko, cały czas mieszamy, do momentu zgęstnienia. Następnie zmniejszamy gaz i gotujemy jeszcze 2-3 minuty, uważając, aby nie przypalić sosu. Doprawiamy solą, pieprzem i gałką muszkatołową.
8. Zapiekankę polewamy beszamelem. Posypujemy serem.
9. Wstawiamy do piekarnika, pieczemy 40 – 50 min. Jeżeli wierzch zacznie się zbyt przypiekać przykrywamy ją pod koniec pieczenia.  

Uwagi:
1. To naprawdę solidna porcja. Dla dużej rodziny lub na spotkanie z przyjaciółmi. W związku z tym jest też dość pracochłonna i wymaga czasu. Dlatego najczęściej rozkładam jej przygotowanie na 2 dni. Jednego dnia gotuję ziemniaki, piekę bakłażany i przygotowuję sos mięsny, który gotuję ok. 1,5 godziny. Tak przygotowane części składowe przechowuję w lodowce, pod przykryciem. Następnego dnia nagrzewam piekarnik, przygotowuję beszamel, "montuję" zapiekankę i piekę.
2. Często taką dużą porcję piekę w małych jednorazowych foremkach i zamrażam na później.
3. Dodatek sera nie jest konieczny. Lubi go jednak moja rodzina.
4. Czasami, dla podkręcenia smaku samego beszamelu dodaję do niego słodką i pikantną paprykę wędzoną w proszku.
5. Jeżeli mam więcej czasu to także ziemniaki, tak jak bakłażany piekę w piekarniku.

piątek, 9 stycznia 2015

Filmy, które naprawdę warto zobaczyć.


Jak z "u pana Boga za piecem" robi się "u pana Boga w ogrodzie" wiedzą tylko dzieci. Nam zdarzają się zdecydowanie mniej zabawne wpadki językowe. Ale są takie okoliczności, gdy stajemy się podobni do dzieci. Zdarza mi się już w Wigilię żałować, że na następną przyjdzie znowu tak długo czekać. Właściwie, gdyby dłużej się nad tym zastanowić – mam tak co roku. Tym razem było naprawdę pięknie, kompletnie w każdym z możliwych wymiarów. Mieliśmy czas dla siebie, na śmiech do łez wywołany wspomnieniami, prostowanie tychże lub też ustalanie właściwej ich wersji. W takich chwilach okazuje się, że każdy niemal zapamiętał co innego, lub inaczej sytuację odczytał. Czas, by odkryć, że kiedy już dorośliśmy wciąż jesteśmy do siebie podobni w drobnych odruchach, przyzwyczajeniach lub maniach. Czas na brydża, szachy, wszelkie gry planszowe, piłkę nożną na śniegu, spacery po lesie, bieganie (w tej aktywności akurat nie uczestniczyłam) i palenie w kominku. I choć cud-mąż nadal utrzymuje, że opinie o nim są mocno przesadzone tym razem sprawił mi prezent, który wywołał falę radości, aż po łzy. Pewnie Wam o nim jeszcze napiszę – o prezencie, o mężu też, rzecz jasna.  

Postanowień noworocznych miałam nie robić. Zgodnie z tym, co kiedyś o tym myślałam. Dopóki nie trafiłam na stary kalendarz, w którym spisałam te z późnych lat 90 minionego wieku (jakkolwiek by to nie brzmiało). I okazało się, że niektóre z nich udało mi się wcielić w życie. Pomyślałam więc tym razem, że może warto jednak jakieś postanowienia poczynić, ale być w tym konsekwentnym. Przemyśleć je porządnie, a nie zatrzymywać w głowie doraźne refleksje, by następnie zmieniały się w zobowiązania, dręczące jak zgaga przez kolejne dni nowego. Daję sobie czas do końca stycznia. Następnie, jeśli okaże się, że jakoweś mam – spisać je wszystkie, by nabrały mocy. By wreszcie wrócić do nich w połowie roku i sprawdzić, w jakim punkcie się znalazłam. Robienie postanowień stało się chyba niemodne – nawet jeśli wielu je robi. A przecież nie ma w tym nic złego. Dobrze, że chcemy się zmieniać, że jesteśmy świadomi potrzeby zmian. Praca nad sobą jest i będzie zawsze czymś dobrym. Zmiany to przecież constans w naszym życiu. I każdy powód może być dobry. A że przypomina to trochę pospolite ruszenie? Szczególnie teraz wielu jest uprawiających sport, lepiej się odżywiających, odchudzających, rzucających palenie, dbających o linię… Wielu na starcie, do mety dobiegną nieliczni zapewne. Stanę obok nich, choć akurat takie postanowienia nie są moimi. Spróbujemy. 

Skoro zatem wróciłam do postanowień może przydałoby się także jakieś podsumowanie? Jest przecież równie ważne. Nawet jeśli zdecydowanie łatwiej jest obiecać coś sobie, niż obejrzeć się za siebie, by sprawdzić co wyszło z wcześniejszych postanowień.  

Pomyślałam o podsumowaniu filmów, które obejrzeliśmy w minionym roku. Może znajdziecie wśród nich cos interesującego i dla Was. Kolejność nie do końca jest przypadkowa, bo akurat pierwszy z nich "In a better world" jest istotnie najlepszy, przynajmniej naszym zdaniem. Polecam!

PS. Przekornie filmów jest 11, ale może być ich więcej. Dajcie znać, jeżeli chcielibyście, by takie zestawienia pojawiały się tutaj od czasu do czasu.



"In a better world", Dania 2010, reż. Susanne Bier


"The kids are all right", USA 2010, reż. Lisa Cholodenko


"Mother and child", USA 2009, reż. Rodrigo Garcia



"About time", Wlk. Brytania 2013, reż. Richard Curtis


"Połów szczęścia w Jemenie", Wlk. Brytania 2011, reż.Lasse Hallström



"Marigold Hotel", Wlk. Brytania 2012, reż. John Madden


"Caramel", Liban 2007, reż.Nadine Labaki


"The other woman", USA 2014, reż. Nick Cassavetes



"Le premier jour du reste de ta vie", Francja 2008, reż. Rémi Bezançon



"Dans la maison", Francja 2012, reż. François Ozon



"We need to talk about Kevin", Wlk. Brytania 2011, reż.Lynne Ramsay