wtorek, 28 lipca 2015

Filmowe lato.



Pomysł, by latem, kiedy nic nie jest takie jak na co dzień, (no, może z wyjątkiem obowiązku chodzenia do pracy) robić tylko to, na co a. ma się ochotę, b. i nigdy nie ma czasu wydaje się genialny w swej prostocie. Lubimy prostotę. Więc dzisiaj będzie o filmach, które oglądamy wieczorami. Polecam.

"Wierny ogrodnik" (The Constant Gardener)
reż. Fernando Meirelles
Chiny, Niemcy, USA, Wlk. Brytania 2005

Po pierwsze - bardzo lubię Ralpha Fiennesa. Zaintrygował mnie także tytuł. Tyle wystarczyło na początek. Nie zawiodłam się. Kto powiedział, że latem ogląda się tylko lekkie filmy?



"Zacznijmy od nowa" (Begin again)
reż. John Carney
USA 2013

Koniecznie zobacz – bardzo fajny film – powiedziała koleżanka. Często polegam na zdaniu tej koleżanki. I dobrze. Bo warto było. Naprawdę. Nawet jeśli nie przepada się za grą Keiry Knightley.
 


"Spódnice w górę" (Sous les jupes des filles)
reż. Audrey Dana
Francja 2014

OK, tytuł jest fatalny. Wiele recenzji także. Choć ogólnie są skrajne – od zachwytów po miażdżącą krytykę. A ja się dobrze bawiłam. Może to truizm, ale dystans jest w życiu bardzo potrzebny. I momenty były ;-) komiczne, oczywiście…



"Zakochany Paryz" (Paris, je t'aime)
reż. Gérard Depardieu, Emmanuel Benbihy, Joel Coen, Wes Craven, Gus Van Sant, Alexander Payne, Bruno Podalydès, Gurinder Chadha, Frédéric Auburtin, Christopher Doyle, Alfonso Cuarón, Richard LaGravenese, Isabel Coixet, Ethan Coen, Sylvain Chomet, Olivier Assayas, Vincenzo Natali, Walter Salles, Oliver Schmitz, Nobuhiro Suwa, Daniela Thomas, Tom Tykwer, Nadine Eïd
Francja, Niemcy, Szwajcaria, Liechtenstein 2006

Nawet Francuz powiedziałby, że niektóre z opowieści są décalé. Nie sposób się z tym nie zgodzić. Nam spodobał się sam pomysł. I oczywiście, nie wszystkie nowele przypadły nam do gustu.  Ale znaleźliśmy wśród nich kilka naprawdę pięknych perełek.



"Wypisz, wymaluj... miłość" (Words and pictures)
reż. Fred Schepisi
USA 2013

Stanęłabym po stronie words, nie images. Kto obejrzał/obejrzy ten zrozumie. Świetne dialogi i kilka scen zatrzymujących oddech (i łyżkę z lodami w połowie drogi do ust). Czy można chcieć czegoś więcej w zachmurzone letnie popołudnie?



"Witaj, muszę lecieć" (Hello I Must be Going)
reż. Todd Louiso
USA 2012

Ta pogubiona, rozżalona dziewczyna spodobała mi się od pierwszej sceny. Przyjemnie było obejrzeć ten film. Niespieszny, zabawny chwilami, skłaniający do refleksji. W prostocie siła. Z całą pewnością Ci, którzy mają za sobą doświadczenie rozwodu, spojrzą na niego z innej perspektywy, ale nie wątpię, że przychylnym okiem.
 


"Między wierszami" (The words)
reż. Brian Klugman, Lee Sternthal
USA 2012

Lubię opowieści o pisarzach, twórcach, niemocy twórczej i próbach radzenia sobie z nią. Poza wszystkim to ciekawa historia, nawet jeśli z lekka przewidywalna.
 

"W kręgu miłości" (The Broken Circle Breakdown)
 rez. Felix Van Groeningen
Belgia, Holandia 2012

Film dla ludzi mieszkających w Belgii ma dodatkową wartość. Być może jedyną. Nie mam ochoty obejrzeć go kiedyś znowu. Ale nie żałuję, że go widziałam. Potraktowałam jako przestrogę (ciekawe czy ktoś z Was także?) choć zapewne nie taki był zamysł twórców.


piątek, 24 lipca 2015

Owsiane trele morele.


IMG_4124


40 minut krótszy…

Dzień.

A przecież nie jak co dzień. Bo wakacyjny. Letni. Chciałoby się robić głupstwa. Szaleć. Śpiewać. Tańczyć na wietrze...

I wieczorami ciężko zasnąć, bo tego dnia właśnie szkoda.

A rano wstać ciężko, jak co dzień.

Za to na weekend czeka się z jeszcze większym wytęsknieniem.

Mało mnie tu. Ale Was pewnie też. Wszyscy są gdzie indziej niż zwykle. I dobrze. I pięknie.

Bo kiedy już ten weekend przyjdzie, wciąż cała masa planów do realizacji. Jak choćby wyprawa motorowa nad morze (obrabiam zdjęcia od kilku dni a tekst to się chyba będzie musiał sam napisać), o której już wkrótce. Na najbliższy zaś zaplanowaliśmy dżem session – nasza śliwa obrodziła tak obficie po raz pierwszy od 8 lat (tyle się znamy). Słoiki – w ruch. Drabina z szopy i działamy.

Po drodze są jeszcze owsiane trele morele. Nasze ulubione chrupiące ciastka owsiane (przepis tutaj) piekę w foremkach na tarteletki i babeczki i przekładam morelowym dżemem z wanilią. Pyszności.

Jeżeli szukacie więcej przepisów na morele polecam cake aux abricot fondants, pyszny deser apricot fool, morelową tartę Tatin, cynamonowe ciasto z morelami albo tez morelowe coulis do jagnięciny z rozmarynem.


IMG_4112


Dżem morelowy z wanilią 

Składniki:
500 g moreli
4 łyżki likieru morelowego (można użyć w zastępstwie brzoskwiniowego, cydru lub żubrówki)
3-4 łyżki cukru trzcinowego jasnego
laska wanilii (pasuje tu świetnie – ale można pominąć)
 
Można również użyc likieru Amaretto, wówczas wanilię zastępujemy ziarnem Tonki.

Przygotowanie:
1. Morele pozbawiamy pestek, kroimy na ósemki.
2. Na wysokiej patelni wylewamy likier, dodajemy cukier, mieszamy do rozpuszczenia. Zwiększamy gaz, odparowujemy krótko – nie dłużej niż 5 minut. Dodajemy ziarenka wanilli i laskę.
3. Dodajemy morele. Mieszamy. Gotujemy około kwadransa, zależnie od konsystencji, jaką chcemy uzyskać. Gorący przekładamy do słoików. (Laskę wanilii możemy pozostawić w słoiku). Słoiki zagotowujemy.  
 

IMG_4106
 
Smacznego!

wtorek, 14 lipca 2015

Must eat in Brussels. Ergon.

IMG_3928



Do kuchni greckiej ma szczególną słabość. To pewnie przez te wszystkie wspomnienia i sentymenty. Ergon to stosunkowo nowa restauracja w Brukseli. Mam nadzieję, że uda się utrzymać poziom, który udało im się osiągnąć. Jeśli jeszcze tam nie byliście, zajrzyjcie koniecznie. Za jakość i smak gotowa jestem ręczyć głową. Do tego własną…
 
Wybaczcie, że zdjęć naparstek, ale z racji prawa i dobrego obyczaju, szanujemy prywatność osób zgromadzonych w lokalu.
 
Ergon
Działa ledwie od października 2014 roku, a już ma wielu naprawdę zagorzałych fanów – do których mam okazje się zaliczać. Restauracje z kuchnią grecką, nie wiedzieć czemu, zawsze prezentowały się z lekka kiczowato. Te same zgrane kolory i rekwizyty, a i z kuchnią bywało różnie. Powodów dla popularności Ergona nie trzeba specjalnie szukać. Karta prezentuje się tak, że chciałoby się zamówić wszystkie proponowane dania. Kiedy już wylądują na Twoim stole – zaskakują prezentacją i smakiem. To zdecydowanie pyszna, nowoczesna kuchnia grecka. Kreatywna, lekka, inspirująca. Bazująca na świetnej jakości składnikach. Jedynym minusem może być fakt, że lokal nie jest klimatyzowany, co przy upale, który na szczęście nie zdarza się w Brukseli często, może być trudne do przełknięcia. Na zewnątrz 4-5 stolików dla 2 osób. Niewiele, choć to nie zarzut. Jeśli wybieracie się tam na lunch – warto wcześniej zarezerwować stolik lub być punktualnie w południe, godzinie otwarcia restauracji. Zamawiana woda, lemoniada czy kawa – wszystko prosto z Grecji, co cenne, bo można odnieść wrażenie, że przekraczając próg restauracji ruszamy w stronę Hellady. Fajnie, że kupimy tu greckie cuda zaklęte w słoiki – pikle, syropy, miody (tymiankowy, piniowy, pomarańczowy), herbaty, zioła, kawy, oliwki.  
Ergon to także historia rodzinnej firmy z Thessalonik, zajmującej się kulinariami od 3 pokoleń, która postanawia zająć się promowaniem unikalnych greckich produktów. Wszystko z poszanowaniem tradycji i we współpracy z lokalnymi producentami. Zaczęło się w 2008 roku wprowadzeniem na rynek miodu sygnowanego marką Ergon. W 2011 otwarto pierwsze delikatesy Ergon, kilka miesięcy później restaurację. Mam nadzieję, że panujący kryzys nie zaszkodzi marce.


ERGON
Rue du Parnasse 1, 1050, Ixelles (okolice Place du Luxemburg)
Otwarte pn-pt 12:00-16:00 & 18:00-22:30, sob 13:00-16:00 & 18:00-22h30

 
IMG_3935
 
Smacznego!

poniedziałek, 13 lipca 2015

Must eat in Brussels. Little Tokyo.


IMG_3944



Nagle okazuje się, że prawie wcale nie trzeba robić zakupów. Ani gotować obiadków. Chce się za to wychodzić, bywać, zasiedzieć się tam, gdzie do tej pory zawsze spieszyło się do domu. Wakacje to stan umysłu.  
 
Oto początek cyklu opisującego nasze ulubione miejsca w Brukseli.  
 
Little Tokyo
Nie Japonia cała a ledwie Tokio. Nie kuchnia japońska a fusion, z japońskim twistem i świeżością. Taki to koncept króluje w menu Little Tokyo. (Wydaje się, że to ma sens. Szczególnie, jeśli Tokio przyznać pałeczkę pierwszeństwa w sporze o to, gdzie znajduje siękolebka światowej już sławy pierożków gyoza). W karcie nie znajdziecie sushi, ale też nie ma potrzeby ich tam szukać. Każda z propozycji zapowiada sięinteresująco. Jest prosto, klasycznie acz kreatywnie. Wszystko podane pięknie, zgodnie z charakterem miejsca. Do spróbowania koniecznie: grillowany bakłażan, podawany ze skórką pomarańczową, kolendrą i płatkami z mięsa tuńczyka bonito (aubergine ponzu, zestes d'orange, coriandre, bonito flakes) czy – zwłaszcza w gorące dni - Udon (chłodnik) z warzywami, shitake, szczypiorkiem i marynowanymłososiem oraz oczywiście własnej produkcji pierożki gyoza. Latem warto przysiąść przy stolikach na zewnątrz lokalu, w słonecznym centrum placu Św. Bonifacego. Zadrzeć głowę w stronę fasad w stylu art-nouveau, popijając przygotowywaną na miejscu (dziś to już standard tyle, że tutaj - niesłodzony, co cenne) herbatą na zimno czy modnym włoskim (sic!) spritzem. Delektowanie sięprzychodzi tu łatwo. Obsługa przemiła, aktywna, szybka. Wnętrze lokalu urządzone z prostotą i lekkością, nowocześnie i jednocześnie przytulnie. Ceny przyjazne. Zajrzyjcie koniecznie. Naprawdę warto.

Little Tokyo
15 rue Saint Boniface, 1050 Ixelles
02 513 48 41 -
http://www.littletokyo.be/
Otwarte wt-czw. 12:00-23:00, pt-sob. 12:00-23:30


IMG_3947


IMG_3953

IMG_3955

IMG_3959
 
Smacznego!

piątek, 10 lipca 2015

Tarta kokosowa z nektarynką. Bezglutenowa.


IMG_3987

Wyjechali na wakacje...

Pozostawiając po sobie bałagan zamieniony następnie na porządek, który dla odmiany trwa dłużej niż pięć minut.

Zapach chłopięcych radości ukryty pod poduszkami. Porzucone góry od pidżamy i skarpetki, które zapewne aż do końca wakacji szukać będą swoich drugich połówek.

Zabierając ze sobą kilka ruszających się zębów.

I podziurawiony basen ogrodowy. (Cud-mężowi udało się dzisiaj namierzyć ostatnią dziurę! I tak - byle do następnego sezonu).

Pustki w szafach.

Niedobory z lodówce, których nikomu nie chce się już uzupełniać.

Nerfy porzucone na placu boju w samym centrum salonu. (Waterloo niech się schowa).

Wciąż zbyt ciężkie tornistry i puste na szczęście śniadaniówki.

Trampki, z któych wyrośli.

Niemodne bluzki, które koniecznie trzeba zastąpić tymi dernier cri.

Ciszę tak niecodzienną, że momentami zbyt hałaśliwą.

Pustkę, do złudzenia podobną do ładu.

Zostaliśmy sami. Niegrzeczni. Chodzący późno spać. Wstający na ostatnią chwilę. Wychodzący z domu bez śniadania i nakrycia głowy.

Cieszący się chwilą bez dzieci. Za długo jesteśmy rodzicami, by mogło być inaczej. Niedługo znowu staniemy się odpowiedzialni i poważni. Zestresowani, spieszący się, odwożący, przywożący, zawożący, kupujący prezenty na przyjęcia urodzinowe i odrabiający lekcje.

Tymczasem jednak... 

IMG_3994


Tarta kokosowo-nektarynkowa 

Na spód:
2,5 szklanki wiórków kokosowych,
1/3 szklanki cukru,
4 białka
Ponadto:
200 ml śmietanki do ubijania
250 g mascarpone
2 łyżki cukru
skórka otarta z 1 cytryny (opcjonalnie, jeśli nie macie jej pod ręką )
3-4 dojrzałe nektarynki obrane ze skórki
borówka amerykańska, jagody lub porzeczki (garść)
cukier puder do posypania całości przed podaniem

Przygotowanie:
1. Białka ubijamy lekko z cukrem. Dodajemy wiórki kokosowe i dobrze mieszamyć. Odstawiamy na chwilę, aby wiórki nasiąkły.

2. Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni. Formę na tartę - dno i boki dokładnie pokrywamy masą kokosową.
3. Pieczemy 25 minut. W połowie pieczenia wierzch przykrywamy folią aluminiową, by nie zbrązowiał.
4. Wyjmujemy z piekarnika i odstawiamy w formie do całkowitego ostygnięcia.
5. W tym czasie przygotowujemy krem. Lekko ubijamy śmietankę z cukrem, kiedy zacznie tężeć dodajemy porcjami mascarpone. Miksujemy do dokładnego połączenia się składników.
6. Nektarynki kroimy na ósemki.
7. Kokosowy spód delikatnie wyjmujemy z formy podważając dno (kiedy jest dobrze wystudzony, boki powinny odkleić się bez problemu. Jeżeli nie - lekko podważyć je wykałaczką).
8. Na spodzie wykładamy krem, na nim nektarynki i jagody/porzeczki. Posypujemy cukrem pudrem. Podajemy. Tarta przechowana w chłodzie, następnego dnia smakuje jeszcze lepiej.

Prwepis nq spd kokosozy pochodwi w blogu Every cake you bake
 

 
Smacznego! 

piątek, 26 czerwca 2015

Kruche ciasto z malinami, bezą i kruszonką.


IMG_3759


Ostatnio to nasze ulubione ciasto. Zabieramy je ze sobą na liczne spotkania i imprezy pożegnalne. (U nas do końca roku pozostał jeszcze tydzień...) Nie mogę się nim nasycić. Ma w sobie wszystko, co powinno mieć ciasto na lato. I z nim już zawsze będzie mi się kojarzyć, także  z chwilami tych wyjątkowych pożegnań, których za nami ostatnio tak wiele.

To nieprawda, że nie ma ludzi niezastąpionych...


IMG_3763


Kruche ciasto z malinami, bezą i kruszonką 

Skladniki: 

Na kruche ciasto:
0,5 kg mąki tortowej
1 proszek do pieczenia
1 szklanka cukru (można trochę mniej, wg uznania),
5 żółtek (białka odlewamy do innego naczynia do ubicia)
1 margarynę (ja używam 250 g masła)
3 łyżki kakao
250-300 g malin mrożonych lub świeżych 

Dodatkowo:
1 szkl. cukru do ubicia bezy 

Przygotowanie:
1. Mąkę, cukier, masło, żółtka i proszek zagniatamy w misce aż ładnie się połączy. Jeśli potrzeba, bo zbytnio się klei można podsypać troszkę mąki.
2. Dzielimy ciasto na 2 większe części i jedną mniejszą* (do posypania na wierzchu). Jedną większą część mieszamy z kakao.
3. Na blachę kruszymy część jasną ciasta, na to ciemną, posypujemy całość bułką tartą, żeby zatrzymała trochę sok z owoców. Układamy maliny.**
4. Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni.
5. Ubijamy białka, dodajemy szklankę cukru, ciągle miksując (ze względu na tę dodatkową szklankę cukru potrzebną do bezy, do ciasta możemy dodać trochę mniej cukru).
6. Nakładamy na owoce kleksy z białka, w równych rzędach, ale nie zalewamy całości białkiem. Białko powinno wyrosnąć. Dookoła kleksów z białka, kruszymy ostatnią z trzech części ciasta - tę najmniejszą, żeby przykryć wystające gdzieniegdzie owoce.
7. Pieczemy 1 godzinę.*** 

Uwagi:
* Oczywiście to, jaka część ciasta będzie kakaowa a jaka biała - nie ma większego znaczenia. Można też ewentualnie zostawić całe ciasto bez kakao i posypać całość - startą, czarną czekoladą. Smakuje wtedy inaczej.
** My zawsze używamy malin (zazwyczaj mrożonych), ale mogą też być kwaskowe konfitury.
*** Z pieczeniem wszystko zależy od pieca - w niektórych piecach piekło się 45 min, a w niektórych ponad godzinę. Ja zawsze po 20 min sprawdzam czy to białko na wierzchu się nie przypala i ewentualnie przykrywam całość folią.

To ciasto jest pyszne z bitą śmietaną albo z lodami waniliowymi i sosem malinowym.

Za przepis dziękuję Ani. Aniu, powodzenia tam, gdzie teraz jesteście. Trzymamy za Was kciuki.

IMG_3771
 
Smacznego!

wtorek, 23 czerwca 2015

Oda do naiwności. Muffiny migdałowe z jabłkiem i truskawkami.


IMG_3710

O szczenięca naiwności!

Gdzie Ty dziś?

Zamieciona miotłą czasu, unieważniona dorastaniem, wymądrzaniem, pomniejszona rozsądnie i rozważnie do granic niebytu?

Gdzie wiara, że latem dni są najdłuższe?

Bociany mają dzioby pełne roboty, na kapustę też trzeba uważać…

Pieniądze wyciąga się ze ściany i to pewnie dlatego dorośli mają ich tak wiele i nie muszą nikogo prosić.

Kiedy już w końcu będziesz duża, nikt Ci niczego nie zabroni i wreszcie będziesz mogła robić, co tylko zechcesz…


Nawet, jeśli nosi takie same buty jak tata, to i tak przynosi prezenty, więc musi być prawdziwy!

Każdą plamę da się wywabić, także tę na honorze.

Dobry bohater zawsze zwycięża. Dotyczy nie tylko Superman'a, Spider-Man'a, Batman'a, Calineczki, Czerwonego Kapturka, Trzech Świnek i Isaury.

Skomplikowane operacje na ukochanym pluszowym misiu zawsze kończą się sukcesem.

A psy, chomiki i króliki mają swoje niebo. Zresztą kiedyś i tak się tam z nimi spotkamy.

Broda dziadka gryzie, bo takie właśnie są brody wszystkich dziadków.

Babcia zawsze będzie dla Ciebie przygotowywała Twoje ulubione placuszki z grzybami.

Koszmary nie lubią włączonego nocą światła.

Interesy prowadzone z zębowymi wróżkami są zabezpieczone licznymi gwarancjami bankowymi.

Swojego ukochanego Pelikana możesz zostawić pod klatką bez zamknięcia.*

Kiedyś sama kupisz sobie psa i wtedy dopiero rodzice zobaczą!

Jarek J. będzie cię kochał na zawsze, tak jak obiecał (no i w końcu przecież kupi Ci prawdziwy
pierścionek)!

Będziesz miała służącą, gosposię i panią do sprzątania domu. Nie musisz umieć prasować. 

Mąż będzie Cię nosił na rękach. (Hmmm, a już z całą pewnością zrobi to więcej niż RAZ)

Krasnoludki są na świecie! Kto inny dałby radę posprzątać cały ten bałagan?

Zawsze możesz w końcu wyjechać do Honolulu, małpy straszyć.



Czas to nie pieniądz a guma do grania.

Cukier krzepi!

Strewberries fields forever!


 W końcu będzie można rozebrać Kena (Hurra! W Peweksie będzie w końcu można płacić złotówkami!) i sprawdzić (nim naturalna dziecięca ciekawość nie zmieni się w ostentacyjny tumiwisizm) jak sobie z tematem poradzili producenci.

* Informacja dla młodzieży (czyli pokolenia urodzonego po 75 roku ubiegłego stulecia - jakkolwiek to nie zabrzmi) Pelikan, to taki rower - prezent-marzenie komunijne każdego dziecka na moim podwórku, trudno o niego było tak samo jak o pralkę, lodówkę czy instalację telefonu zwanego niegdyś stacjonarnym)


I tak można było całymi latami karmić się podobnymi złudzeniami, by jednak naiwności, wyssanej z mlekiem matki, pomachać w końcu z żalem białą chusteczką.

Co zostało?


IMG_3746

 Muffiny migdałowe z jabłkiem i truskawkami

Składniki:
185 g mąki pszennej
65 g mielonych migdałów
130 g cukru pudru
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1,5 łyżeczki mielonego cynamonu
skórka starta z połowy cytryny
szczypta soli
2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
120 g masła, stopionego i ostudzonego
2 lekko roztrzepane jajka
1 jabłko, obrane i pokrojone w kostkę*
6 truskawek pokrojonych w ćwiartki (poza sezonem mogą być mrożone)
płatki migdałowe do posypania
cukier trzcinowy do posypania

Przygotowanie:
1. Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni, włączamy termoobieg.
2. W jednej misce łączymy suche składniki, w tym skórkę z cytryny.
3. W drugiej łączymy masło z jajkami, ekstraktem oraz 180 ml ciepłej wody.
4. Łączymy zawartość obu misek. Dodajemy jabłka i mieszamy.
5. Ciasto nakładamy do wyłożonej papilotkami formy na muffinki, do 3/4 wysokości.
6. W każde ciastko wkładamy po 2 ćwiartki truskawki i posypujemy płatkami migdałowymi i
cukrem trzcinowym.
7. Pieczemy ok. 25-30 minut by ładnie się zrumieniły a środek nie był surowy.

Uwagi:
*W sezonie jabłka dobrze jest zamienić na nektarynki.
Przepis znalazłam na blogu Wiewiórki, tutaj.  A pochodzi on z książki "What Katie ate".

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Tutu, Pavlova i dyletanci.


IMG_3623


1. Wstań o świcie, dbając o dyskretną ewakuację w kierunku kuchni. (Kuchnia otwarta może nieco pokrzyżować plany doskonałej konspiracji. Zaleca się wówczas rezygnację z użycia sprzętów hałasująco-wspierających na rzecz siły własnych rąk i przedramion. (To ostatnie będzie dowodem działania w akcie najwyższej desperacji).

2. Nagrzej piekarnik do temperatury 120 stopni (kolejny argument za wstaniem o świcie – chłód panujący w kuchni będzie nam sprzyjał).

3. Przygotuj wszelkie akcesoria (w tym blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia) i wszystkie składniki.  Bardzo przydatne okazuje się umieszczenie w zasięgu ręki świeżo zaparzonej kawy lub herbaty. Z pewnością przyjdzie na nie ochota w ciągu najbliższego kwadransa – kiedy akurat możemy mieć ręce zajęte robotą/robotem.

4. Działaj konsekwentnie zgodnie z zasadą konspiracji rozpoczynając ubijanie białek ze szczyptą soli. 

5. Postępuj dalej zgodnie z zaleceniami w przepisie poniżej.

6. Dobra wiadomość dla niecierpliwych - w tym przypadku kwadrans znaczy kwadrans – ni mniej ni więcej.

7. Nie daj się ponieść fali przedwczesnej radości z tytułu uzyskania pięknej, lśniącej i gęstej masy białkowej. Najtrudniejsze wciąż przed Tobą!

8. Wyłóż rzeczoną masę na przygotowaną wcześniej blaszkę. Upewniwszy się wcześniej, że reszta domowników pozostaje pogrążona w błogostanie snu. (Wyprowadzenie cię z równowagi na tym etapie przygotowań w poważny sposób zagraża starannej i estetycznej konstrukcji bezowego dzieła)

9. Wsuń z gracją blaszkę do nagrzanego piekarnika. (Cesarzowi co cesarskie… itp. itd.)

10. Pójdź do sąsiada po szklankę lub dwie cierpliwości, zależnie od potrzeby – przydadzą się bardzo. Wcześniej rozważ kwestię ewentualnej deklaracji zwrotu – może się okazać, że nie będzie jak oddać.

11. A teraz uważaj! ONI wiedzą! Szóstym zmysłem czy jak, potrafią wyczekać tej chwili, by zacząć pierwsze z serii pytań o dziwnie znajomej formule:

-Kiedy wreszcie?
- Juuuuuż?
- No kiedy w końcu?
- Długo jeszcze?
- Ale czy juuuuuż???
- No kiedy w końcu?

W ten oto sposób zwykła Pavlova (Pardonnez-moi, Madame) jest w stanie wykonać tytaniczną -  a w rzadkich, na szczęście, przypadkach - syzyfową pracę, wyciągnięcia szanownej rodzinki z łóżek w sobotni poranek.

Wezmą Ci i staną za plecami/nad głową, powtarzając z uporem i konsekwencją godną opadającego sufletu:

- No właśnie, a co z tą bezą?! (Tu wkracza do gry ogolona i spryskana eau de toilette głowa rodziny).

I tak przez najbliższe godziny lub do mementu, gdy czymś ich skutecznie zajmiesz, stosując technikę odwracania uwagi. (Uprasza się o nieproszenie mnie o rady w zakresie wspomnianych technik – ja tu tylko piekę bezę!)

Bloggerzy będą mieli jeszcze bardziej pod górkę i żadne tam wiśta wio nie pomoże. W sytuacji, gdy będą chcieli obfotografować swe dzieło, czas opędzania się od progenitury jak od roju pszczół miodnych znacząco się wydłuży… (żeby nie było, że nie ostrzegałam)!

W ten oto sposób arabesque* uprawiana od bladego po zęby świtu może Cię doprowadzić do roztroju nerwowego.  

Tym bardziej w sytuacji, gdy Twoja piękna/niepowtarzalna/jedyna w swoim rodzaju, Pavlova o aksamitnej strukturze muślinu, daleko bardziej wystylizowana niż klasyczna tutu, zostanie pochłonięta przez tabun dyletantów w czasie, z którego dumny byłby sam Usain Bolt. 

Ale tak miedzy nami mówiąc – chapeau bas! Upiekłaś piękną Pavlową!  

Révérence.  

* Spieszę z wyjaśnieniami: (tym, którzy o balecie wiedzą tyle, co ja o skokach na trapezie)

   Arabesque - pełne uroku balansowanie na jednej nodze
   Tutu- spódniczka baletowa
   Révérence - ukłon na koniec lekcji

Podobnie,rzecz się ma z poziomkami. Przygotowana w podobnej do powyższej scenerii moja Pavlova, miała być udekorowana poziomkami. Ich los ważył się do ostatniej chwili. Trzeba je było obfotografować w asyście licznych i natrętnych MOGĘ JUŻ???, by następnie skapitulować i dokonać uczciwego podziału pomiędzy wszystkich zainteresowanych.

W ten oto sposób nasza Pavlova zyskała na klasycznej butaforii w postaci truskawek z marakują. Poświęcając poziomki zyskałam jednak na czasie i mogłam przygotować do niej krem kokosowy. Szczegóły poniżej.  


IMG_3622


Jak przygotować idealną Pavlovą?


Pavlova czy beza (meringue)
Jaka jest różnica pomiędzy bezą a Pavlovą? Beza jest prostsza w przygotowaniu i generalnie chrupiąca i sucha w środku. Idealna Pavlova powinna być chrupiąca z zewnątrz i delikatna, wilgotna w środku, strukturą przypominająca marshmallow.  

Sprzęt
1. Dobry mikser z końcówką do ubijania piany będzie idealny, co nie oznacza, że nie można przygotować Pavlovej używając jedynie trzepaczki i siły własnych ramion.
2. Najlepiej ubijać białka w szklanej lub metalowej misce. Na ściankach plastikowej mogą znajdować się resztki tłuszczu po poprzednich użyciach, co uniemożliwia ubicie idealnej bezy.
3. Miska powinna być dokładnie umyta i sucha.  

Białka
1. Powinny być w temperaturze pokojowej, idealnie oddzielone od żółtek.
2. Najlepiej jest użyć białek, które nie pochodzą z bardzo świeżych jajek – takie kilkudniowe ubijają się znacznie łatwiej i pozwalają uzyskać większą objętość bezy.  

Cukier
1. Cukier puder rozpuszcza się szybciej niż kryształ. Jednak użycie tego drugiego jest jak najbardziej możliwe. Można także użyć cukru drobnego do wypieków, wszystko zależy od dostępności – a rodzaj użytego cukru nie ma wpływu na samą strukturę bezy – może być jedynie ułatwieniem dla kucharki.
2. Generalną zasadą jest proporcja 50 g cukru na każde białko o wadze mniej więcej 40 g.
3. Im więcej cukru użyjemy tym beza będzie gęstsza, krucha i łamiąca się.

Kolor
Prawdziwa Pavlova powinna być biała, właśnie dlatego właściwie jej nie pieczemy a jedynie długo suszymy w piekarniku. 

Stabilizatory
Najczęściej używane są ocet lub sok z cytryny. Także odrobina skrobi i gorąca woda. Nie używam żadnego z nich – doskonałość można osiągnąć ubijając po prostu białka z cukrem i odrobiną soli.   

Technika ubijania
1. Z pewnością znajdziecie przepisy, które mówią o ubijaniu na raz wszystkich składników. Jednak najlepsze efekty – patrz tu – największą objętość ubitej masy – uzyskamy wsypując cukier małymi porcjami, stopniowo.
2. Zaczynamy więc od ubijania białek ze szczyptą soli do momentu, gdy piana będzie ubita ale jeszcze nie sztywna. Wówczas zaczynamy małymi porcjami dodawać cukier. Każdą kolejną porcję dosypujemy dopiero wówczas, gdy poprzednio dodany cukier już się rozpuścił.
3. Założenie, że dłuższe ubijanie białek zagwarantuje nam lepszy efekt nie jest słuszne. Ważne jest aby białek nie przebić. Średnio ubijanie Pavlovej nie powinno trwać dłużej niż 15 minut.
4. Co się stanie, jeśli przebijemy bezę? Końca świata nie będzie, – ale po wysuszeniu w piekarniku będzie można zobaczyć lekko karmelowy syrop skupiający się wokół bezy. Jeśli podajemy ją od razu – to żaden problem gorzej – jeśli chcemy ją przechować.

Dodatki
Najczęściej używam zmielonego ziarna Tonki, cynamonu lub ziarenek z laski wanilli. Możliwe jest użycie także esencji waniliowej lub pasty. Najlepiej jest dodawać je pod koniec ubijania.

Suszenie
1. Optymalną temperaturą piekarnika jest 120 stopni. Włączając wyższą temperaturę ryzykujemy, że beza będzie się kruszyć lub popęka i nie będzie idealnie biała. Nie używamy termoobiegu i nie powinniśmy otwierać piekarnika podczas suszenia, Pavlova nie lubi zmian temperatury. (Choć muszę przyznać, że pierwsze moje próby z Pavlovą często wiązały się z wielokrotnym otwieraniem piekarnika i jakoś szczególnie im to nie zaszkodziło. Wręcz odwrotnie – mam wrażenie, ze minimalne uchylanie drzwi jest dobre, bo pozwala ulotnić się powstałej wilgoci, co zdecydowanie służy suszeniu).  
2. Pavlovę suszymy w piekarniku ok. 90 minut, po tym czasie wciąż nie otwieramy piekarnika – pozostawiając bezę w środku do ostatecznego wysuszenia przez minimum 2 godziny lub całą noc.

Przechowywanie
Jest możliwe w szczelnie zamkniętym pojemniku przez kilka dni.


Waniliowa Pavlova z truskawkami, marakują i kremem kokosowym

Skladniki:

Na bezę:
5 białek (o wadze 40 g każde)
250 g cukru
szczypta soli

Na krem:
120 g śmietanki kokosowej
120 g mascarpone
2 łyżki cukru

Ponadto:
Owoce do dekoracji 

Przygotowanie
Przed przygotowaniem warto zapoznać się z informacja Jak przygotować idealna Pavlova (powyżej).
1. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 120 stopni.
2. Blaszkę wykładamy pergaminem.
3. Ubijamy białka z solą. Dodajemy stopniowo cukier. Każdą kolejną porcję, dopiero wtedy, gdy poprzednia się rozpuści.
4. Wykladamy na blaszke.
5. Suszymy 90 minut. Pozostawiamy do wystudzenia w piekarniku. 
6. Przygotowujemy krem. Otwieramy puszkę dobrze schłodzonego mleka kokosowego, zbieramy z wierzchu śmietankę (wodę kokosowa odlewamy i zużywamy do smoothie). Ubijamy z cukrem, dodajemy mascarpone, ubijamy do uzyskania gładkiej, gestej masy.
7. Dekorujemy kremem i owocami, podajemy.


Smacznego!

Jak skończą poziomki?


IMG_3606

IMG_3572
IMG_3558



IMG_3599

  Zapraszam jeszcze dziś...

środa, 10 czerwca 2015

Masz kota na punkcie mleka?


IMG_3542

Muszę przyznać, że ja mam. Nie wyobrażam sobie lata bez chłodnika z pysznym kefirem, ogórkowej niezabielanej śmietaną, budyniu na zimowe smutki i serów pod każdą postacią. Nie mogłabym bez tego funkcjonować i już. Kropka. Dzieci nie zmuszam, nikomu nie wpoi się na siłę uwielbienia dla czegoś, co mu zwyczajnie nie smakuje. Mamy w domu dwóch takich, co każdy dzień kończą szklanką mleka i jednego takiego, co nie weźmie go w takiej formie do ust, za to twarożek ze szczypiorkiem mógłby jeść codziennie. Każdemu więc, co lubi. Przyłączam się do akcji ze swoimi pomysłami, klasykami zapewne nie tylko w naszym domu, ale to akurat takie nasze comfort food.


IMG_3538



Chłodnik ogórkowy z młodymi ziemniakami i poszetowym jajkiem

Składniki: na 4-6 porcji
375 g ogórków gruntowych
175 g ogórków małosolnych
275 g młodych ziemniaków
pęczek świeżego koperku
sól, pieprz
200 g kefiru
400 g maślanki
2-3 łyżki gęstej śmietany
4-6 jajek
garść orzechów włoskich

Przygotowanie:
1. Gotujemy ziemniaki. Studzimy.
2. Ogórki gruntowe dokładnie myjemy. Ucieramy na tarce jarzynowej wszystkie ogórki.
3. Siekamy koperek.
4. Przygotowujemy jajka poszetowe.
5. Na dno miseczek wykładamy po jednym jajku.
6. Ogórki, ziemniaki i koperek łączymy. Doprawiamy solą i pieprzem, odrobiną miodu.
7. Maślankę, śmietanę i kefir również.
8. Na jajku układamy wymieszane ogórki, całość zalewamy kefirem. Posypujemy koperkiem i uprażonymi na suchej patelni orzechami włoskimi.


IMG_3553



Ryż na mleku z nutą egzotyki

Składniki: na 2-4 porcje
100 g ryżu basmati lub jaśminowego
650 g mleka
½ laski wanilii
150 ml śmietanki kremówki
3 łyżki cukru
szczypta soli
kilka łyżek wiórków kokosowych (wedle uznania)
50 g białej czekolady

Do podania:
½ mango
2 marakuje
uprażone na suchej patelni ziarna lnu

Przygotowanie:
1. Do garnuszka przesypujemy ryż. Dodajemy szczyptę soli, ziarenka otarte z laski wanilii i laskę, zalewamy mlekiem, słodzimy, mieszamy, zagotowujemy. Następnie zmniejszamy gaz i gotujemy na wolnym ogniu 30 minut często mieszając.
2. Dodajemy białą czekoladę i wiórki. Mieszamy do rozpuszczenia. Po tym czasie przykrywamy, studzimy a potem schładzamy w lodówce.
3. Śmietankę lekko ubijamy – nie na sztywno. Z ryżu wyjmujemy laskę wanilii. Śmietankę łączymy z ryżem.
4. Przekładamy do miseczek/słoiczków.
5. Mango obieramy, kroimy w kostkę (wielkości wedle uznania), łączymy z ziarenkami marakui.
6. Ryż podajemy z owocami i lnem. 

„Mleko i przetwory mleczne są źródłem łatwo przyswajalnego wapnia, wysokowartościowego białka i witamin z grupy B oraz witamin A i D – dlatego - Niech żyje mleko!


IMG_3550

 Smacznego!